Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Nowe regulacje w Niemczech

Niemiecki parlament przegłosował właśnie zmiany w prawie dotyczącym naszej pracy. Jedno jest pewne: nigdy się tam nie zatrudnię.
Musiałabym się nie tylko ZAREJESTROWAĆ jako pracownica seksualna, ale także nosić ze sobą dokument, który potwierdzałby, że jestem rejestrowaną (a więc legalną) prostytutką. W dokumencie tym byłoby moje oficjalne imię i nazwisko oraz adres. Rozumiecie? Zero anonimowości. I hak na mnie, bo klientowi wystarczyłoby przejąć na chwilę moją torebkę i zrobić temu dokumentowi fotkę… Z kolei gdybym go ze sobą nie miała, to czekałaby mnie kara zdecydowanie gorsza niż za jeżdżenie po mieście bez biletu. Na przykład deportacja. Dla imigrantki z kraju, gdzie życie jest piekłem – koszmar. A to prawo, domyślnie służące eliminacji handlu ludźmi, uderza właśnie w najsłabszych – w ludzi, którzy pracują w tej branży po to, by w ogóle przetrwać – i aby ich rodziny nie umarły z głodu.
To nie koniec atrakcji, jakie niemiecki parlament wymyślił dla moich koleżanek z branży. Oprócz tego prawo wprowadza cykliczne konsultacje zdrowotne i prawne dla „legalnych” pracownic. Zdrowotne, czyli… dotyczące zdrowia psychicznego. Rozumiecie? Ktoś sprawdzałby, czy jestem dostatecznie zdrowa psychicznie, żeby wykonywać ten zawód i czy rozumiem jego konsekwencje. Strach pomyśleć, co by było, gdybym trafiła na debila o przekonaniach, pod którymi trudno się podpisać. Jak pewnie widać, jestem dość pyskata. Dwa słowa za dużo – i już „emocjonalnie niestabilna”. Brak pozwolenia na pracę.
Poza tym przymusowa rejestracja oznacza utrwalenie w kartotekach państwa historii zawodowej. Nie oszukujmy się, jeszcze przez wiele dekad pracownice seksualne będą traktowane jak podludzie. I mimo że naprawdę dobrze mi z moją pracą, chciałabym sama podejmować decyzję o tym, czy i jak bardzo chcę być dyskryminowana w społeczeństwie. Powiedzmy, że 10 lat po zakończeniu pracy w branży chcę adoptować dziecko. Sprawdzamy… o, ta pani się kurwiła! Nie no, nie nadaje się… Przypomina mi się też akcja Hiacynt. Albo Red Watch. Albo czystki podczas II wojny światowej. Nie, przechowywanie tak wrażliwych danych w systemie – który zawsze można zhakować – nie jest dobre.
Oprócz tego prawo reguluje także działalność agencji. Teraz trzeba będzie uzyskać zgodę na prowadzenie takiej działalności. Ma to sens w przypadku dużych, profesjonalnych agencji z menedżerem, kierowcą, telefonistką etc. – czyli firm, które będą sprawdzane pod kątem dbałości o bezpieczeństwo i higienę pracy pracowników. Ale jeśli chciałabym się zorganizować z koleżanką tak, abyśmy pracowały we dwie na jednym mieszkaniu jako niezależne dziewczyny (co jest, jak wiadomo, dużo lepszą opcją, bo pracujemy w 100% na siebie same)? Też musiałybyśmy wystąpić o zgodę na działalność. Biurokracja w Niemczech, koszty… brrr.
Trochę się gubię w tych regulacjach, ale wszystko wskazuje na to, że zdecydowana większość naszej działalności stanie się nielegalna, a biednym i narażonym na trudności osobom wiatr będzie wiał w oczy ze zdwojoną mocą. Pomijając ludzi z powołaniem, praca seksualna zawsze była wybierana właśnie przez tych, którzy mają różne trudności i z jakiegoś powodu nie mogą pracować w innych zawodach. To właśnie ci ludzie – najbardziej potrzebujący ochrony i wsparcia ze strony państwa – najgorzej wyjdą na nowych regulacjach. Wprowadzonych po to, żeby nas chronić.
Oby w Polsce jeszcze długo nikt się do niczego nie przypieprzył. Idealnie nie jest, ale ludzie z wielu krajach chcieliby mieć tak, jak my…

Close