Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Pełna dekryminalizacja pracy seksualnej

 
„Z okazji Międzynarodowego Dnia Praw Pracownic i Pracowników seksualnych życzymy Wam i sobie pełnej dekryminalizacji pracy seksualnej!” – Sex Work Polska 
Dekryminalizacja. Czemu? Przecież ta praca nie jest nielegalna, nawet klienci nie są karani (alleluja!), karane są tylko tzw. przestępstwa okołoprostytucyjne, czyli związane z handlem ludźmi, a zatem czymś bardzo złym… Czy nie?
No nie. To nie tak.
Moje obie menedżerki nie były paskudnymi zbrodniarkami, które powinny iść na… chwileczkę, sprawdzę w kodeksie… do trzech lat do więzienia. Nie zrobiły mi żadnej krzywdy, a jedynie pomagały mi zarabiać. Raz robiły to lepiej, raz gorzej. Były jak zwykłe szefowe – trochę koleżanki, trochę przełożone, trochę sojuszniczki i liderki.
A moi kierowcy? Różniliśmy się w niektórych kwestiach, ale mam o nich bardzo dobre zdanie. Dbali o moje bezpieczeństwo, niejednokrotnie oferowali swoje wsparcie jeżeli coś poszło nie do końca tak, jak pójść powinno.
A taksówkarz, który przyprowadził nam kiedyś klienta i podobno nie był to pierwszy raz, kiedy polecił właśnie naszą agencję? Co on zrobił złego?
Co złego zrobił fotograf, który strzelił mi fotki na Odloty?
Czynienie z nich przestępców oznacza tylko tyle, że państwo uznaje pracę seksualną za nie-pracę tylko nierząd. I stoi na straży obyczajowości, która na nierząd pozwolić nie chce. Łaskawie nie karze samych pracownic seksualnych ani ich klientów (przeważnie fajnych ludzi, winnych co najwyżej zdrady małżeńskiej), ale pozbawia prostytutki całej sieci wsparcia.
Każdy, kto pomaga mi w zorganizowaniu sobie pracy i zapewnia mi zaplecze, pobierając za swoje usługi należną mu zapłatę, w świetle prawa zasługuje na karę. Bo nie dość, że wspiera nierząd, to jeszcze rzekomo bogaci się moim kosztem.
A gdybym była pisarką i miała agenta literackiego? Czy on bogaciłby się moim kosztem? A może jednak dawałby mi okazję do skoncentrowania się na samym pisaniu, samemu przejmując pozostałe czynności związane z zaistnieniem na rynku?
Dekryminalizacja – i karanie wyłącznie prawdziwych przestępców, dopuszczających się przemocy i wyzysku, łamiących podstawowe prawa człowieka – byłaby z korzyścią dla pracownic i pracowników seksualnych. Byłoby nam łatwiej zarabiać: wynająć mieszkanie, znaleźć sobie menedżerkę czy kogoś, kto udzieliłby profesjonalnej porady jak sprofesjonalizować swój biznes (mnie wiele miesięcy zajęło dojście do tego, jaką dziewczyną chcę być dla swoich klientów i co planuję im oferować; nadal to szlifuję). Państwo nam tego odmawia, wchodząc w rolę wiktoriańskiego cenzora obyczajowego.
Wcale mi się to nie podoba.
  • Libertyn

    Problem w tym, że legalizacja czerpania korzyści z cudzych usług seksualnych mogłaby się skończyć tym że wszyscy ci źli ludzie mieliby możność działania w świetle prawa. Twoje szefowe były dobre. Ale nie zawsze tak jest. Zdarzają się bardzo karygodne wyjątki gdzie szefowa a częściej szef wymusza pewne czynności. A te wyjątki nie mają prawa istnieć.
    Ale szefową zawsze możecie wypchnąć poza agencje jako niezależną w teorii jednostkę świadczącą usługi administracyjno-marketingowe. Funkcja zostaje, ale zupełnie inny ma charakter

    • Świadczenie usług osobom świadczącym usługi seksualne może być przestępstwem. Nie wolno za pieniądze ułatwiać nam pracy, to jest tak zwane kuplerstwo.

      • Libertyn

        No to faktycznie lipa