Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Propaganda albo reklama prostytucji?

Jednym z najbardziej zaskakujących wątków w komentarzach do moich wypowiedzi jest zarzut promowania bądź wręcz propagowania prostytucji. Niesamowita historia. Prawie jak promowanie homoseksualizmu. Mechanizm jest zresztą podobny – o zjawisku postrzeganym jako patologiczne nagle zaczyna się mówić w sposób neutralny lub lekko afirmujący i już, zarzuty gotowe.

Teraz pewnie podniosą się głosy osób wyśmiewających na co dzień „promocję zboczeń” (najbardziej lubię „kup homoseksualistę – drugiego dostaniesz gratis”), że to nie to samo, bo – w przeciwieństwie do pracy seksualnej – homoseksualność jest wrodzona i nie podlega wyborowi, ale takie argumentowanie to szukanie wymówek.

Sednem zarzutów o „promowanie homoseksualizmu” nie jest to, czy się go wybiera czy nie. Sednem jest to, że ludzie widzą kontrast pomiędzy tym, jak zwykli myśleć i mówić o danym zjawisku, a tym, jak zjawisko jest nagle przedstawiane. Zamiast zboczenia, patologii, zła, upadku moralnego, nieszczęścia, rui i poróbstwa – czyli bezrefleksyjnego potępienia – mamy nagle język pełen szacunku, podmiotowość i nacisk na indywidualne i niejednoznaczne historie zaskakująco zwykłych ludzi. Oraz, o zgrozo, mówienie o jakichś prawach. Że jak to?! Podczłowiek ma mieć prawa?!

Zarzut ten uderza mnie szczególnie dlatego, że nigdzie nie namawiam nikogo, aby też wziął i został dziwką. Przeciwnie, zapytana o rady zwykle najpierw odradzam wchodzenie do branży. Zaczynam od uświadomienia człowiekowi, że to nie jest lekka praca i choć przeważnie jest miło i energetyzująco (przynajmniej powyżej pewnego poziomu), to jednak wiąże się ona z wieloma zagrożeniami i poważną, rekordowo silną stygmatyzacją.  Tak więc nigdzie nie promuję tego zawodu.

Natomiast bardzo intensywnie rozbijam ludziom stereotypy. Opowiadając o swoim życiu tu czy w wywiadach, nie zmyślam. Nie opowiadam o pobiciach, bo nigdy tego nie doświadczyłam (choć znam jedną taką historię z drugiej ręki). Nie opowiadam o haraczu płaconym mafii, bo nikt nigdy żadnego ode mnie nie chciał. Nie wyolbrzymiam ilości gwałtów i przemocowych klientów. Po prostu, scenka po scence, przybliżam czytelnikom swoje życie, które przeważnie jest – o zgrozo – fajne. I ludziom to nie pasuje. Bo ma nie być „glamour”. Ma być mhrocznie, a ja mam żałować swojego wyboru i posypywać głowę popiołem, do końca życia żałując swojej decyzji. Mam ponosić niekończącą się karę za wyłamanie się z… cóż. Z niektórych okowów patriarchatu. Bo to patriarchat każe kobiecie być cnotką-niewydymką i wiąże swobodny seks kobiet z cierpieniem.

Skoro u mnie jest inaczej – padają zarzuty promocji i propagandy.

***

PS. Chandra mi przeszła, cieszę się wakacjami. Dzisiaj opalałam się na słoneczku i pławiłam w jacuzzi, a jutro idziemy oglądać krajobrazy i lokalną architekturę. Kolega po przeczytaniu ostatniej notki zadzwonił do mnie, opieprzył za czarnowidztwo i kazał napisać sprostowanie: mianowicie poprzedni miesiąc był moim ogromnym sukcesem finansowym, zarobiłam na wszystko i jeszcze opłaciłam czerwcowy czynsz na kilka dni przed terminem pomimo bycia już w tym czasie na wakacjach.

  • Libertyn

    Ludźmi się nie przejmuj. Zwłaszcza tymi na których opinii Ci nie zależy. Bo ich nie zmienisz. Oni się okopali na swojej pozycji i są gotowi do zażartej obrony swojej opinii.