Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Seks, który upodmiotawia

Wielu ludzi ma fantazję o pracy seksualnej, że stajemy się w niej przedmiotami, ciałem do kupienia/wynajęcia. Że „klient ma zawsze rację” i że korzysta z naszych ciał według uznania, podczas gdy nas tam nie ma.

Nienawidzę tego podejścia i trochę się go boję, bo co prawda lwia część prawdziwych klientów wie, że to działa inaczej, ale zawsze może się trafić ignorant, któremu się wydaje, że skoro płaci, to ma prawo zrobić co chce. Tymczasem durne społeczeństwo, zamiast edukować, rozpowszechnia bzdury.

Jak to wygląda naprawdę?

Nie jestem już naiwną dziewczynką, która wierzyła, że zawsze będzie ze swoją pierwszą miłością i że aby pójść z kimś do łóżka, to potrzeba się najpierw długo znać i długo oswajać, przechodząc od jednej bazy do drugiej. Dorosłam. Dorastanie było długim i niekiedy trudnym procesem, ale teraz umiem już obchodzić się z własnym pożądaniem i granicami.

Kiedy spotykam się z klientem, nigdy nie zgadzam się na seks od drzwi. To byłoby wbrew mnie (chyba że wiem, kto przyjdzie i bardzo go pożądam). Przyjmuję klienta w ubraniu, zachęcam do krótkiej pogawędki. Niekoniecznie o ulubionych pozycjach. W ten sposób włączam sobie zainteresowanie człowiekiem i pozwalam, by zagrała chemia. Zawsze mam mentalną zgodę na seks. Kiedy nie jestem w nastroju – nie pracuję. Zajmuję się sobą.

Pożądanie kobiety jest zabawne, bo dominuje u nas responsywność. O ile w seksualności typowego mężczyzny zakodowana jest pobudliwość i aktywność, o tyle my częściej odpowiadamy pożądaniem na seksualną sytuację, na sygnały zainteresowania i wstępne pieszczoty. Oczywiście nie zawsze, bo równie dobrze możemy mieć mentalne „nie”. No ale już mówiłam, że u mnie jest „tak”. (Jeśli jest „nie”, to w formie „za chwilę, tylko się czegoś napiję” lub „muszę chwilę odpocząć po tym marszu”).

Zatem mamy zgodę, mamy pożądanie… pojawia się aktywność. Aktywność wychodząca ze mnie, z mojego nastawienia na przyjemność klienta i własną. Tu bardzo ważne jest wcześniejsze uzgodnienie granic (Czy robisz rimming? Co z seksem analnym? Całujesz się? Pozwalasz na minetkę?) oraz mowa ciała, która komunikuje takie rzeczy na bieżąco. Moi klienci to naprawdę nie są potwory, które biorą co chcą – oni sprawdzają czy mogą. Istotna jest też moja uważność na siebie samą i na nich. Myślę, że to ta uważność wyróżnia profesjonalistkę/dobrą kochankę/a. Dobrze wiemy, na co mamy ochotę, aktywnie to oznajmiamy i jesteśmy w kontakcie z drugą osobą i jej potrzebami.

To podmiotowość. Miałam ją zawsze, ale z czasem moje doświadczenie wzrosło i wszystko przychodzi mi łatwiej: i dawanie, i przyjmowanie przyjemności, i aktywne dopominanie się o nią. Dwa lata temu byłam na coachingu seksualnym, bo zapominałam o sobie w pracy i chyba czasami nie dawałam sobie prawa do przyjemności. Teraz nie do końca pamiętam nawet, o co mi wtedy chodziło…

Nawet jeżeli klient tak naprawdę ma przedmiotowe podejście i nie do końca przejmuje się mną jako osobą, bo przyszedł po konkretną usługę (powiedzmy, że chce masażu, a osoba, która go masuje, równie dobrze mogłaby być zielonym kosmitą), to moje podejście względem mnie samej jest podmiotowe. Ja nie daję sobie robić w poprzek.

Nie dalej jak wczoraj przeżyłam mnóstwo orgazmów i w końcu włączyła mnie nadwrażliwość. Klient chciał mnie jeszcze pieścić, ale go powstrzymałam, powiedziałam, że już dosyć i że teraz zajmiemy się nim. Chyba nie słyszał o tej cesze kobiet, bo był zaskoczony i jeszcze po wszystkim o to dopytywał. Spokojnie, ciepło wyjaśniłam po raz drugi, że tak mi się robi i że było bardzo przyjemnie, ale już miałam dosyć. Czy tak robi przedmiot? Nie, to normalne zachowanie między dwojgiem ludzi.

Czasami nie ma pożądania, bo coś je blokuje, ale nadal jest moja zgoda i aktywność. Wtedy funkcjonuję trochę inaczej: czerpanie przyjemności jest ograniczone i zamiast tego koncentruję się na satysfakcji zawodowej. Lubię sprawiać przyjemność. Jeżeli klient jest zadowolony – to super! O to w końcu chodziło.

Bywa jeszcze, że jestem zmęczona – staję się zmęczona, bo sytuacja się przeciąga. Już mi się nie chce. I w ogóle ile można…? Trick: „Zróbmy sobie przerwę”. Bo jeśli ja jestem zmęczona, to klient prawdopodobnie też doceni odmianę.

Dlatego strasznie nie lubię, jak ignoranci wciskają mi kit o uprzedmiotowieniu, bo… sami mnie tak traktują. To oni – nie klienci, nie ja – mają gdzieś to, co ja mówię. Jak działam. Jak widzę całą sytuację. To oni – postronni – widzą mnie jako ciało do kupienia.

Mnie się nie da uprzedmiotowić w konsensualnej sytuacji. Jestem profesjonalistką i mam wszystko pod kontrolą.

***

PS. SEO oszalało i na hasło „blog prostytutki” moja strona wyskakuje jako druga i trzecia. Przynajmniej u mnie. Do niedawna byłam na daleko, daleko w podstronach. To chyba efekt linków i wejść z Krytyki Politycznej i Codziennika Feministycznego.

PS2. W tym tygodniu tematem z okładki „Newsweeka” (bardzo seksistowskiej, #szczuciecycem) jest praca seksualna studentek. Reportaż (stygmatyzujący) i streszczenie wywiadu ze mną. Oryginalnie rozmowa trwała półtorej godziny, ale Renata Kim zrobiła jej esencję. Gdzieś się w tym wszystkim zagubił mój charakter, tak czuję, ale uchowało się kilka fajnych wypowiedzi. Przede wszystkim nie daję sobie wmówić traumy.

(- Ileż radości, ile samozadowolenia, ile spełnienia daje pomaganie innym. No, Święta Ladacznico, no daj sobie pomóc.
– Chętnie. 1000 zł przelewem na konto poproszę).

PS3. Jedni boją się mówić „Święta Ladacznica”, bo może sobie nie życzę, za to inni z upodobaniem piszą „ladacznica” małą literą. Ech, te ludzie, takie prymitywne.

  • Paweł Ponury Żukowski

    mamma mia. ta okładka jest tragiczna. ale nie o tym chciałem. wyznaję podobne zasady ze swoimi kochankami, tyle że streszczam to inaczej. że seks to dialog, a nie monolog.