Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Afirmatywnie o pracy seksualnej

Czytam właśnie „Puszczalskich z zasadami. Praktyczny przewodnik dla miłośników poliamorii, otwartych związków i innych przygód”. To wyjątkowo afirmatywna publikacja, pełna entuzjazmu wobec różnorodności seksualnych stylów życia, potrzeb i sposobów ekspresji. Bardzo mi się podoba.

Miałam ją w rękach już wcześniej, jako początkująca poliamorystka, ale gdy tylko przeczytałam ją raz – pożyczyłam komuś i już do mnie nie wróciła. Nie dziwię się! Ostatnio znalazłam „Puszczalskich” na wyprzedaży i już nikomu ich nie oddam, bo książka jest trudno dostępna! Za to miesiąc temu ukazało się w Stanach kolejne, trzecie już wydanie (org. Ethical Slut) – możecie znaleźć je na Amazonie.

Teraz czytam przemyślenia Dossie i Janet o związkach, miłości, wolności i szczęściu i czuję się jak w domu. Podejście autorek jest mi niesamowicie bliskie. Autorki są otwarte na każdego i, jak dotąd, nikogo personalnie nie krytykują. Mój faworyt to „układ niemonogamiczny bez przyzwolenia – potocznie zwany zdradą”. Dossie i Janet wydają mi się wychodzić z założenia, że ludzie nie chcą zdradzać – po prostu nie umieją, bo jak mieliby się nauczyć, żyć inaczej, w szczerości i otwartości.

Moim zdaniem każdy powinien tę książkę przeczytać. Nawet, a może zwłaszcza, zagorzali fani monogamii. Żeby poznać inne podejścia i świadomie wybrać ponownie swoje własne. Autorki mają bowiem pełen szacunek wobec osób żyjących w świadomej monogamii z wyboru.

Ponieważ książka pomyślana jest tak, by przybliżyć świat różnorodności seksualnej zupełnie nieświadomej osobie, są tu także krótkie fragmenty o osobach LGBT+, wyznawcach Tantry i nawet pracownikach seksualnych! Podrozdzialik o tych ostatnich zacytuję Wam w całości:

Wbrew temu, czego się dowiadujemy z telewizji i z brukowców, sex workers to nie tylko zdesperowani narkomani, upadłe kobiety czy zachłanni łowcy fortun. W branży seksualnej działa wiele zdrowych i szczęśliwych kobiet i mężczyzn. Robią to, co niezbędne: leczą rany zadane przez źle nastawioną do seksu kulturę. To nasi przyjaciele, kochankowie, współpracownicy, pisarze, terapeuci i naukowcy, i artyści. Mają nam bardzo wiele do powiedzenia na temat ograniczeń, wyznaczania norm, porozumiewania się, pokonywania trudności i sposobów na rozwijanie się, zbliżanie do siebie i osiąganie spełnienia poza tradycyjnym monogamicznym związkiem. Nie myśl, że więzi łączące seksualnych pracowników z ich klientami muszą być chłodne, bezosobowe czy poniżające, albo że z usług osób trudniących się prostytucją korzystają tylko nieudacznicy. Wiele relacji pomiędzy klientem a prostytutką doprowadziło do długotrwałego połączenia, obu stronom dało dużo ciepła i czułości. Przedstawiciele i przedstawicielki najstarszego zawodu świata mają nam wszystkim do zaoferowania wielowiekową mądrość: rozumieją, akceptują i zaspokajają nasze pragnienia. To prawdziwe specjalistki i prawdziwi specjaliści w dziedzinie seksu.

Totalnie się zgadzam, choć niestety zdaję sobie również sprawę z tego, że na polskim gruncie wiele osób z branży to nieszczęśliwe wyrobniczki, które są zatrudnione w tak złych warunkach i otoczone ludźmi o takiej mentalności, że nie bardzo mają jak patrzeć na swoją pracę w kategoriach bycia OK. Trudno mówić o wartościach w kontekście pracy za głodowe stawki i łamania praw człowieka.

Niejako a propos chciałabym zaprosić Was do lektury najnowszego tekstu na SexWork.info: Czym warto kierować się przy wyborze agencji? Początkowo miałam go napisać przy współpracy z innymi pracownicami z agencji, ale niestety byłam zbyt zapracowana, by z nimi to przedyskutować. Ale może jeszcze kiedyś napiszemy wspólnie wersję 2.0. Będę bardzo wdzięczna za komentarze!

  • Zdzisław Śmietana

    „…ludzie nie chcą zdradzać – po prostu nie umieją, bo jak mieliby się nauczyć, żyć inaczej, w szczerości i otwartości.” Pff, naprawdę. Ludzie nie akceptują tego czego się boją, a najczęściej boją się prawdy. Sama prawdy nie akceptujesz, nie podchodzisz do niej otwarcie, a na szczerość reagujesz tak jak większość ludzi w tym kraju – niechęcią, lękiem, nieufnością i podejrzliwością. Czyli znowu hipokryzja. Łatwiej jest osiągnąć postawione sobie cele unikając mówienia prawdy tak bardzo jak to tylko możliwe. Sprzedaje się tylko to, co ludzie chcą usłyszeć i z czym czują się bezpiecznie.

    • Nie rozumiem Twojego komentarza.

      • Zdzisław Śmietana

        A ja nie rozumiem czego nie rozumiesz.

        • Całości, choć sprowadza się ona do pojęcia prawdy. Gdybym wiedziała, co masz na myśli, mówiąc o prawdzie, może umiałabym zrozumieć resztę.

          • Zdzisław Śmietana

            Na myśli mam to co powiedziałem i co mówiłem już wcześniej. Prawda się nie sprzedaje. Ludzie nie chcą słyszeć prawdy, boją się jej. Prawda wytrąca ich zwykle z kokonu bezpieczeństwa, a tego nikt nie lubi. Ludzie wolą słyszeć to co rozumieją, to na co są przygotowani. I nie ma tu znaczenia czy to coś złego, czy dobrego. Wydaje mi się, że moja metamorfoza dobiega końca. Odnalazłem swój punkt odniesienia. Prawda, a właściwie jej brak w codziennym, społecznym życiu. Teraz muszę to zamknąć w sejfie niczym wiecznie kręcący się bączek, zupełnie jak w Incepcji, i wracać do tego punktu odniesienia za każdym razem kiedy pojawią się jakieś wątpliwości. Teraz wreszcie rozumiem czemu kobiety chodzą do klubów i uczestniczą w tym samym idiotycznym tańcu pozorów pozbawionym wszelkiego szacunku do siebie nawzajem (vide sytuacja poglądowa z Pokolenia Ikea). Dlatego, że alternatywą jest konieczność wzięcia prawdy na klatę. A ja głupi całe życie myślałem, że prawda jest wartością najwyższą, „cognoscetis veritatem, et veritas liberabit vos”, itd. A tu chodzi tylko o grę pozorów, postępowanie wedle zrozumiałych i prostych schematów i dobre samopoczucie. Teraz też rozumiem czemu większość amerykanów odpowiada „great!” na każde „how are you?”. Prawda nikogo nie interesuje, prawda jest przygnębiająca, prawda wymaga namysłu, wysiłku i konfrontacji. Nigdy więcej nie dam się podpuścić na żadne „o czym myślisz”. To nikogo nie interesuje. Ludzi interesuje punkt zaczepienia, możliwość odniesienia się, zabrania stanowiska, wykazania, pokazania swojej wiedzy i błyskotliwości, poczucia fajnym, wartościowym. Jeśli prawda będzie zbyt wyjebana w kosmos, poczują się tylko głupi i śmieszni. Znowu, tego nikt nie lubi. Łatwiej jest znielubić osobę, która tworzy wewnętrzny konflikt, niż konfrontować się z własnym urażonym ego i to jeszcze w towarzystwie tego rozmówcy. I ostatecznie, pomyśl jak niesamowity dystans do swojej własnej osoby daje świadomość, że prawda nie ma znaczenia. (W sumie komu ja to mówię, w końcu sama zajmujesz się spełnianiem marzeń w pewnym sensie.) Liczy się tylko efekt. A skoro tak, to nie ma niczego co może boleć, bo dlaczego by miało? To tylko gra pozorów. Myślę, że dostatecznie długo z tym zwlekałem troszcząc się o nieistotne rzeczy. Grę czas zacząć. Ciekawe, że to faktycznie wyzwalające uczucie. 😉 Dobranocka

          • zielony przylądek

            Zgadzam się z Tobą i jednocześnie nie zgadzam. Trąci tu jakąś podbudową emocjonalną i skrzywdzeniem, które objawia się w bardzo prostym stwierdzeniu: nie „mam to w dupie”. Niektórzy lubią prawdę, nawet jak jest dla nich trudna. Znam takich ludzi, nie jestem na 100% przekonana czy sama do nich należę, ale znam. Tyle, że to nie jest ważne. Ważne jest, czy ktoś umie przyjąć prawdę i ją docenić, niekoniecznie się z niej ciesząc. Takich ludzi już jest naprawdę sporo. Albo obracasz się w kiepskim towarzystwie po prostu. „Pokolenie Ikea” jak i cały blok Piotra C. to satyra, przerysowanie, a nie jakaś prawda objawiona o życiu i ludziach. No i, co najważniejsze, nawet jeśli prawda się nie opłaca społecznie, to co z tego? To wartość autoteliczna, nie sprowadzałabym jej do zysku. Dla mnie, w takich momentach, kiedy prawda jest niewygodna nie mówię jej, dlatego że ma mi się opłacić, przynieś u kogoś zysk. Chodzi o to, żeby być fair z samym sobą. Prawda definiuje człowieka. Oczywiści można się wkurzyć i mieć wyjebane, bo się nie opłaca, ale jakim staniesz się wtedy człowiekiem we własnych oczach? Moim zdaniem, koniec końców to się najbardziej liczy, żeby być wartościowym dla siebie, a nie dla jakiś idiotów, którzy nie potrafią sobie z tym poradzić. To też definiuje ludzi, z którymi ma się relacje i zatacza szersze koło. Naturalna selekcja od debili i debilek z pozornym ego, które można urazić nieodpowiednim spojrzeniem. No nie, dziękuję, zostanę przy tej nieopłacalnej prawdzie.

          • Zdzisław Śmietana

            Ja bardzo lubię prawdę. Uważam, że świat byłby dużo lepszy, gdyby ludzie potrafili mówić, jak i przyjmować prawdę, w najprostszy sposób z możliwych. Natomiast żyjemy w tak zakłamanym, dwulicowym i nieszczerym społeczeństwie, że oferowanie prawdy, zwłaszcza kobietom, jest najczęściej traktowane jak potwarz. Wpis ten nie dotyczy towarzystwa w którym się obracam, chociaż i tam 100% prawdy zaczęłoby na jakimś etapie być męczące. Wpis dotyczy ludzi nieznanych od których aby coś zyskać, bez znaczenia co to takiego, należy raczej prawdy unikać, niż się z nią obnosić. „Pokolenie Ikea” jest satyrą, natomiast z moich doświadczeń i doświadczeń osób, które znam od lat wynika, że bardzo realną satyrą, a często nie dość przerysowaną, bo wręcz nie nadąża za realiami. A dlaczego nie należy sprowadzać prawdy do zysku? Jeśli mówienie prawdy jest kosztem, to należy jej unikać, bo dlaczego ktoś chciałby być stratny w relacjach z innymi? Ja jestem wartościowy sam dla siebie, natomiast nie na tym polegają interakcje z innymi. Jeśli widzę, że ktoś jedno mówi, a drugie robi, to dlaczego mam udowadniać tej osobie, że jest kompletnie niespójna, a tym samym niegodna zaufania i nawiązywania jakiejkolwiek głębszej relacji? Myślisz, że ludzie przyłapani na byciu hipokrytami uśmiechają się szeroko i mówią: „No faktycznie, masz rację, jestem jebanym hipokrytą, ale to ze strachu, nie radzę sobie z życiem i tylko tyle zdołałem wymyślić do tej pory celem ochrony siebie, natomiast ty mnie właśnie zdemaskowałeś. Gratuluję przenikliwości i teraz muszę się zamknąć w domu na miesiąc, żeby wymyślić coś lepszego”. Gdyby potrafili szczerze się do tego przyznać, to nie musieliby być hipokrytami. Najczęściej będą po prostu szli w zaparte, bo obnażenie ich hipokryzji pozbawi ich poczucia bezpieczeństwa, a to z kolei budzi agresję i niechęć, stanowi dla nich stratę, ujmę. A jakim stanę się człowiekiem unikając obnażania kłamstw innych ludzi? Praktycznym, skutecznym, lubianym. 🙂 Wtedy będę dla siebie jeszcze bardziej wartościowy niż już jestem, bo nie będę na każdym kroku napotykał się na konflikt wewnętrzny, który z jednej strony wymaga mówienia prawdy, a z drugiej oczekuje, że ludzie prawdę docenią. Oglądałem wczoraj po latach „American Beauty”. Piękny film o tym co ludzie myślą, a co faktycznie chcą powiedzieć i na jaki konflikt napotykają wewnątrz chcąc sprostać różnym sprzecznym warunkowaniom. „Never underestimate the power of denial”.