Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Lewaczka ze mnie

Złożyłam okołoświąteczne życzenia moim ulubionym klientom i innym osobom, o których ciepło myślę. Zainicjowało to kilka miłych, energetyzujących rozmów. Lubię i doceniam to, że dla części spośród panów, z którymi się spotykam, jestem dobrą koleżanką, kimś, komu się zwierzają: chwalą, żalą.
Zastanawiam się teraz, czy to dobrze czy źle, że świat komercjalizuje nasz czas dla ludzi, uśmiech, poradę, kilka słów wsparcia czy zagrzania do działania, dotyk, także intymny, i wreszcie stosunek. Myślę sobie, że lubiłabym żyć w pradawnej społeczności sprzed wynalezienia pieniądza, kiedy ludzie wymieniali się przysługa za przysługę i każdy był niezbędny do przeżycia. Wydaje mi się, że pojawienie się pieniądza wszystko zmieniło.
Mój obecny wkład w społeczność to umiejętne dostarczanie przyjemności, rozrywki, relaksu, a także towarzystwa, a także edukowanie najbliższego otoczenia (tego, które wie) o seksualności. Czy to ma wartość? Bez wątpienia. Czy tę wartość można przełożyć na wartość pracy wykonywanej przez ludzi, którzy są odpowiedzialni za dostarczenie pożywienia i prądu? Najwyraźniej tak. Gdyby nie, to musiałabym zrezygnować z życia pasją i poszukać sobie innego zajęcia. Ten układ wydaje się fair.
Nie podobają mi się natomiast istniejące nierówności. Mam ogromny szacunek do ludzi wykonujących pożyteczną pracę, od sprzedawania bułek przy przystanku dla zabieganych ludzi, poprzez odśnieżanie ulic, aż po zarządzanie firmą lub bankiem. Nie pojmuję tylko, dlaczego są aż tak wielkie nierówności płacowe i dyskryminacja? Dlaczego pani, która w każdą pogodę sprzedaje jagodzianki przy metrze, ma zarabiać na tym marny grosz, i dlaczego taki los może spotkać byłą kierowniczkę działu po tym, jak minie jej biznesowy „termin przydatności do spożycia”?
Ostatnio zamawiałam kosmetyki ze znanej perfumerii. Komplet do makijażu plus podstawowe kosmetyki pielęgnacyjne. Mimo że nie kupowałam rzeczy z najwyższej półki oraz korzystałam z promocji i zestawów, zapłaciłam za paczkę prawie 1200 zł. To jest miesięczny zarobek innej osoby! Czemu tak drogo, a raczej: czemu większości na to nie stać? Przecież wszyscy ludzie powinni móc sobie kupić kosmetyki do pracy, a najtańsze marki przeważnie do niczego się nie nadają (ja przynajmniej widzę kolosalną różnicę  między tuszem Miss Sporty a moim aktualnym, wciąż nienajdroższym).
Nie cierpię polityki „zabrać bogatym, rozdać biednym” ani „każdemu po równo”, bo są nie w porządku wobec zdolniejszych, ale współczesne rozwarstwienie społeczne mnie przeraża. Podobnie jak to, że system produkuje mnóstwo ludzi sfrustrowanych albo pasożytujących na innych. Mam w otoczeniu kogoś pazernego na pieniądze i wygodne życie, kto od siebie nie daje społeczeństwu absolutnie nic. Nie rozumiem i nie toleruję. Moim zdaniem wszyscy powinniśmy być przydatni. Choćby jako artyści lub dziwki. Rozrywka jest w końcu kluczowa dla naszego dobrego samopoczucia – bez niej zaharowywalibyśmy się na śmierć albo odreagowywali w niezbyt przyjemny sposób.
  • Libertyn

    Też jestem lewakiem 🙂