Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Skoro robisz to za pieniądze, to wcale nie masz na to ochoty!

Posted on 7 No tags 1

Ukazał się nowy wywiad z pracownicą seksualną: Rozbieranie się przed kamerką jest dla mnie siłą, nie opresją. Kitty Tease, bo któżby inny, jak zawsze mówi z dużym sensem i jeszcze większym zacięciem feministycznym.

Z tej okazji na grupie Dziewuchy Dziewuchom dyskusja Polek z Polkami. Czy prostytutka (ludziom się wyraźnie miesza terminologia) może być feministką i dlaczego nie. Przeczytałam fragmenty, nie wiedząc, czy się śmiać, czy może płakać nad głupotą ludzką.

Szczególnie głupi wydał mi się komentarz jednej pani, która upierała się, że jeśli prostytutka uprawia z kimś seks za pieniądze, to znaczy, że nie ma na to ochoty. Bo gdyby miała, to by robiła to za darmo.

Proszę pani i wszystkich, którzy myślą, że ma to sens. Seks = praca, tak? Przynajmniej dla pracownicy seksualnej. Więc czemu miałaby to robić za darmo?

Równie dobrze można upierać się przy myśli, że skoro profesjonalistka-graficzka żąda pieniędzy za narysowanie komuś portretu, to nie lubi rysować. Bo gdyby rysunek był jej szczerą pasją, to sportretowałaby cię za darmo.

Można też się upierać, że opiekunka do dziecka nie lubi swojego podopiecznego, bo gdyby go lubiła, to zajmowałaby się nim za darmo.

Bardzo logiczne, prawda?

Otóż tym różni się profesjonalistka od amatorki, że za tę samą czynność, często wykonaną z tym samym zacięciem i tej samej jakości, ta pierwsza bierze pieniądze, a ta druga raczej tych pieniędzy odmówi. Wydaje się to oczywiste, ale kiedy rozmowa zbacza na temat pracy seksualnej, ludziom nagle mózgi odmawiają współpracy i zaczynają pleść trzy po trzy.

Jak już tu pisałam nie raz, często mam spotkania z panami, których nie wygoniłabym ze swojego łóżka. Ale praca to praca. Na tej samej zasadzie, gdybym była graficzką czy opiekunką do dziecka, nie pracowałabym za darmo „po znajomości” czy „do portfolio”, czy „w czynie charytatywnym”… no dobrze, to ostatnie chyba jednak tak, przecież jestem urodzoną działaczką. Ale mimo wszystko – nie robiłabym za darmo tego, za co biorę pieniądze i nie ma to nic wspólnego z chceniem. To czysta ekonomia. Rachunki się same nie popłacą. Jest kilka osób, które płacić nie muszą, ale można je policzyć na palcach jednej ręki ser Davosa z „Gry o tron”.

A propos aktywizmu, skontaktował się ze mną zespół badawczy DESIrE: Demand for Sexual Exploitation in Europe. O tym międzynarodowym projekcie możecie posłuchać pod koniec wywiadu ze Zbigniewem Lasocikiem dla TokFM. Jestem bardzo ciekawa rozmowy (będę w niej brała udział jako jedna z przedstawicielek Sex Work Polska), choć projekt wydaje mi się z lekka kontrowersyjny. Albo może właśnie dlatego.

  • Też widziałum tę dyskusję. I mnie najbardziej rozśmieszyła (bo mnie to już nie wkurza, to mnie już tylko śmieszy) w niej wypowiedź, w której redaktorki Codziennika Feministycznego zostały nazwane neoliberałkami. Ale też już jakiś czas temu doszłum do wniosku, że to słowo obecnie używane jest przez wielu spośród skrajnych lewicowców w charakterze uniwersalnej obelgi (mimo że osobiście nie widzę w nim nic obraźliwego). I że tak jak prawdopodobieństwo pojawienia się w dyskusji porównania do Hitlera z czasem dąży do 1 [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Godwina ], tak w dyskusji ze skrajnymi lewicowcami prawdopodobieństwo pojawienia się oskarżenia o neoliberalizm z czasem dąży do 1. Środek zaradczy powinien być ten sam: kto pierwszy nazwie oponenta neoliberałem, powinien od razu i bezapelacyjnie przegrywać dyskusję.
    Przy czym, jak już napisałum, ja w słowie „neoliberał” nie widzę nic obraźliwego.

    • zaciekawiony

      Ja poza tematem.
      Zauważyłem, nie po raz pierwszy zresztą, szczególny dobór końcówek gramatycznych w Twojej wypowiedzi. Podoba mi się to. Od razu uruchamiają się wtedy moje szare komórki w przeszukiwaniu tego, jak w innych językach jest/było to zorganizowane. Wbrew pozorom najstarsze (pierwotniejsze, naturalne, oczywiste) były nie formy osobowe a podział na ożywione/nie_ożywione. Choć niekiedy byśmy zdziwili się, co nasi przodkowie uważali za takie i jak płynnie, w sensie labilnie, się nimi posługiwali. To był czas szamanizmu i dostrzegania obecności sił duchowych wszędzie wokół.

      • @ Święta Ladacznica:
        No właśnie samu nie wiem.

        @ zaciekawiony:
        Używam rodzaju postludzkiego [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Perfekcyjna_niedoskona%C5%82o%C5%9B%C4%87 ], bo jestem zmiennopłciowu. Co powoduje pewne problemy. Jedna moja zmiennopłciowa koleżanka / jeden mój zmiennopłciowy kolega raz pisze w rodzaju żeńskim, a raz w rodzaju męskim. Ja rodzajów męskiego i żeńskiego używam tam, gdzie moja aktualna płeć ma jakiekolwiek znaczenie. A na blogach i fanpejczach piszę tak jak tu.

        • zaciekawiony

          Faktycznie! Skupiłem się na przeszłości, na początkach rodu ludzkiego, a tu wpadła między nas sekunda z przyszłości 🙂 Coś jak koncept R i 1/R.

    • Coś jest w tym przegrywaniu dyskusji…
      A czemu bycie neoliberałem ma być czymś złym? ;>

  • Marek

    A tak przy okazji, jak często spotykasz się z Panami, którzy nigdy w życiu nie mieliby szans trafić do Twojego łóżka bez pieniędzy?

    Czytam i czytam i wydaje mi się, że swoje zajęcie na różowo oświetlasz. A to dla wielu kobiet jest droga do śmierci.

    • Ominęły Cię chyba notki, w których piszę o negatywnych doświadczeniach. Jestem zupełnie przeciętną pracownicą seksualną i spotykają mnie zupełnie przeciętne doświadczenia. Raz jest dobrze, raz nie tak dobrze, a czasami bardzo źle.
      Pewnie też nie czytałeś mojego ostrzeżenia dla osób, które rozważają sprzedawanie seksu: http://sexwork.info/to-nie-jest-lekka-praca-co-warto-wiedziec-zanim-zacznie-sie-sprzedawac-seks/

      Do mojego łóżka bez pieniędzy nie trafia prawie nikt, bo to moja praca. Pisałam też niedawno, że rozgraniczam siebie-prywatną od siebie-zawodowej i ta prywatna jest wciąż dużo skromniejsza i nie tak otwarta na seks. Jeśli jednak pytasz o ludzi, przy których pracuje mi się ciężko i przy których nie umiem znaleźć nic atrakcyjnego, to ostatni taki człowiek był w czerwcu.