Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Ten pierwszy raz…

Pamiętam wiele pierwszych razów. Ten najpierwszy kontakt seksualny, kiedy prawie nic się nie wydarzyło, ale jednak się wydarzyło. Pierwszy raz z penetracją. Pierwszy raz z mężczyzną. Pierwszy raz ściśle w klimatach BDSM. Pierwszy raz za pieniądze. Pierwszy raz po drugiej stronie. Pierwszy trójkąt, pierwszy wielokąt. Pierwszy raz w takiej kombinacji płciowej. Pierwszy raz z X, z Y, z Z… Pierwszy raz na nowym miejscu. Pierwszy raz w agencji. Pierwszy raz w klubie swingerskim. Pierwszy raz oralnie z mężczyzną. Pierwszy raz oralnie z kobietą. Pierwsze 69, a właściwie rozmowy po.

Śmieszy mnie trochę idea „pierwszego razu”, bo bardzo wyraźnie mówi, że jedyne, co się może liczyć jako inicjacja, jedyna słuszna wersja, to on penetrujący ją. Słyszałam kiedyś w warszawskich kręgach anegdotkę, jak jeden z seksuologów publicznie zdefiniował „pierwszy raz” w ten sposób na konferencji. Wstał wówczas pewien publicznie wyoutowany gej i oznajmił, że jest dziewicą. Pan był znany z aktywnego życia seksualnego, więc było to dość zabawne, ale po seksuologu chyba spłynęło, bo przecież liczą się tylko kontakty heteroseksualne i obowiązkowo waginalne. Dobrze, że nie sprawdzają, czy aby na pewno w pozycji misjonarskiej.

„Pierwszy raz” jest także sprytnie omijany – i ośmieszany – przez nastolatki. W dzieciństwie czytałam cykl powieści o Księżniczce Sułtanie z Arabii Saudyjskiej, był tam motyw młodziutkich pracownic seksualnych, które nie oferowały seksu waginalnego aby pozostać dziewicami. Będąc bodaj trzynastolatką uznałam to za absurd i popadłam w refleksję nad tym, jakie to społeczeństwo arabskie jest pomylone. Tymczasem wczoraj przeczytałam artykuł w „Newsweeku” o współczesnej polskiej młodzieży, która działa w dokładnie ten sam sposób: zgodnie z nakazami religijnymi czekają z dziewictwem do ślubu, a tymczasem praktykują seks oralny i analny, zakażając się syfilisem i chlamydią. Są tak „mądre”, że wolą nawet HIV od ciąży. Oczywiście nie korzystają z prezerwatyw, bo prezerwatywy są wynalazkiem Szatana. Czy jakoś tak. I przynajmniej część z nich autentycznie wierzy w to, że nie rozpoczęły jeszcze współżycia… Reportaż jest przerażający. Przeraża mnie też, że to te same dzieciaki, które w wyborach młodzieżowych głosują na prawicę. Cofamy się coraz bardziej, a przecież wszystko wskazuje, że będzie tylko gorzej.

Wracając do pierwszego razu, dla mnie ta koncepcja po prostu nie istnieje. Są pierwsze razy. Kolejne inicjacje, mniej i bardziej znaczące. Odkrywanie kolejnych warstw własnej seksualności i seksualności w ogóle. Na przykład pierwszy raz z fetyszystą, który w ogóle nie chciał klasycznego stosunku ani nawet kontaktu oralnego. Po prostu nie był zainteresowany żadnym kontaktem genitalnym – liczył się tylko fetysz. Nie przewidziałam, że mnie to aż tak zaskoczy. Miałam: Ooo… Ahaa… Inicjacja seksualna jak nic!

Zapytana o pierwszy raz, umiem wskazać konkretną osobę, dzień, miejsce, czynności. Mniej więcej zgodnie z oczekiwaniami, acz nieheteronormatywnie. Ale miałam pierwszy raz z kobietą i pierwszy raz z mężczyzną i one były zupełnie inne. Żaden z nich nie jest bardziej pierwszy. Miałam też, rok później, kontakt seksualny, po którym wreszcie wiedziałam, jak może wyglądać seks, kiedy jest Chemia przez wielkie Ch… notabene, nie doszło wtedy do stosunku. Widzicie? Już zaczynam się zagłębiać. Eksplorując świat seksu raz po raz odkrywałam coś zupełnie nowego.

Pierwszy raz bez miłości, to też było ciekawe. Wymagał dużo pracy wewnętrznej. Seks dla samego seksu, praktycznie od wejścia, a nie poprzez oswajanie się ze sobą kroczek po kroczku, warstwa po warstwie, miesiąc po miesiącu. Kiedy przestałam się czuć dziwnie i nie na miejscu, nawet mi się podobało. Potem chciałam więcej.

Pierwszy raz bez zgody. Szok totalny. Żadnej napaści, jedynie konsekwentne ignorowanie sprzeciwu. Nawet nie wiedziałam, że coś jest przekraczane, bo… nigdy wcześniej nie poznałam tego uczucia. Zanim je w sobie dostrzegłam, minęło sporo czasu. Zanim nauczyłam się robić z tym uczuciem coś konstruktywnego, minęło jeszcze więcej czasu. Teraz już wiem: nadchodzi potencjalne przekroczenie, trzeba się uważnie słuchać. O, tu jest moja granica. O tu. W tym miejscu. Stop. I coś dalej – zmieniamy temat, oznajmiamy coś czy walczymy? Decyzja. Działanie. Umiem już wybrnąć z trudnej sytuacji. Ale za pierwszym razem nie umiałam.

Nie wszystkie pierwsze razy to miłe wspomnienia. Nauka własnej seksualności bywa trudna, bywa bolesna. Ale przeważnie ekscytuje i wciąga. Jest na całe życie.

Albo, sięgając do drugiej skrajności, odbębniasz pierwszy raz i potem już nigdy się nie rozwijasz. Bo seks robi się tylko w jeden słuszny sposób, a reszta to zboczenia i perwersje. Tak też można.

  • Libertyn

    Pierwszy raz. Konstrukt socjokulturowy, który kiedyś po prostu się zdarzał bez większego halo, zwłaszcza na wsiach. Ale wtedy ciąża kończyła się małżeństwem. W kręgach mieszczańskich i wyższych zaś dziewczynki miały przekichane bo to czy były dziewicami stanowiło o ich wartości przetargowej. Chłopcy mieli lepiej. Dopiero romantyzm im namieszał w głowie (w tym mi) ale to minęło (nie u mnie). Wciąż czekam na tą jedną jedyną którą pokocham, jednocześnie zastanawiając się nad irracjonalnością tego. Nie mniej mam silną barierę psychiczną przed przeżyciem tego.
    A pomyśleć ze w Imperium Romanum po prostu by mnie ojciec zaprowadził do Twej koleżanki po fachu i by było to normalne rozwiązanie problemu

  • Warszaśka

    Dobry dobry tekst ^^
    Ale ostatnie zdanie przeraża – tak serio, do szpiku kości.
    Ja jeszcze tych pierwszych razów nie mam wiele, i pewnie wiele więcej nie będę miała w tym monogamicznym społeczeństwie, ale dobrze czytać, że są możliwości.