Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Tylko jedna piosenka

Dostałam wczoraj DWA maile od stęsknionych czytelników, którzy rozumieją, że jestem zajęta, ale zapragnęli kontaktu ze mną. Pozdrowienia! Nie spodziewałam się, że do mnie napiszecie, że nic nie piszę i tęsknicie! Spieszę z aktualizacją!

Jak wspominałam na FB, nie pisałam, bo zblokował mnie hejt na prostytutki w wykonaniu SWERFujących pseudofeministek (Sex Workers Exclusionary Radical Feminists). Nie podlinkuję Wam na razie dyskusji, bo jest straszna i w ogóle nie powinno jej być. Laski powinny już dawno się ucywilizować i zauważyć, że:

a) usługa seksualna może być dobra &

b) one też mają prawo z niej skorzystać!

c) a skoro nie chcą, to niech przynajmniej nie zakazują innym.

No ale na razie mamy seks-negatywne, niewyedukowane feministki, które podniecają się gwałconymi dziewczynkami z Kambodży tak, jak anty-choice’owcy zdjęciami ośmiomiesięcznych płodów.

Sensowną polemikę być może napiszę później, to znaczy zaczęłam ją pisać, ale utknęłam na tłumaczeniu „dobrowolności” pracy w świecie zdominowanym przez kapitalizm. Jestem za mało lewicowa, żeby argumenty nasuwały mi się same. Poza tym pisanie polemiki z gniotem, który wpłynął do „Krytyki Politycznej”… nie wiem, czy nie szkoda mi na to czasu. Fanatyków się nie przekona.

Problem z tym, że oni skądś się biorą.

(Jeśli chcecie być na bieżąco, zajrzyjcie na stronę Krytyki oraz fanpage Feminoteki. Odmawiam linkowania).

No, a skoro już uporałam się z blokującym mnie tematem, spieszę donosić, co u mnie.

Przez durną infekcję intymną nie znalazłam środków na upragnione szkolenie. Grupa fajnych ludzi pojechała w świat i wracają jutro, a ja tkwię w pracy. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że telefon się rozdzwonił. Ostatnich kilka wieczorów spędziłam bardzo przyjemnie. Mam już pomysł na tytuł filmu biograficzny o mnie: „Tysiąc pierwszych randek”. Niestety „Pięćdziesiąt” już było. Ale po angielsku będzie można powiedzieć „Fifty Shades of Dating”.

Klimat pierwszej randki to jest dokładnie to, co lubię najbardziej w mojej pracy. Oczywiście lubię też kontynuacje: kolejne spotkania z tym samym człowiekiem, poznawanie go głębiej, budowanie relacji. Ale, bądźmy szczerzy, wielu ludzi interesuje się właśnie tym pierwszym kontaktem z dziewczyną (/chłopakiem/osobą).

Ze światem usług seksualnych jest trochę jak z restauracjami: lubimy sprawdzać kolejne miejsca, eksplorować je, poznawać nowe smaki, nowe style obsługi i nowe wnętrza. Ale ulubionych restauracji, do których z przyjemnością powracamy, mamy tylko kilka. I tylko czasem jesteśmy w nastroju, żeby tam powrócić. To oznacza, że wiele razy wszystko w danym miejscu jest super, ale często wolimy pójść sprawdzić kolejne miejsce niż powrócić w to samo.

To ma też związek z typem osobowości. Niektórzy ludzie interesują się nowościami bardziej niż inni. Lubią podróżować, poznawać nowe potrawy, kultury, miejsca. Chodzą do opery, teatru, baletu. Słuchają dużo różnej muzyki. Chętnie się przeprowadzają lub zmieniają miejsce pracy, a nawet zawód. Dla takich ludzi rutyna w łóżku bywa nieznośna. To nie znaczy, że nie potrafią zbudować i utrzymać relacji. Przeciwnie, często mają swoją ukochaną partnerkę lub partnera, a nawet swoją ukochaną rodzinę z dziećmi, ale częściej chcą otworzyć związek lub są monogamiczni seryjnie.

Ten rys osobowości widzę u wielu moich klientów. Dawniej bywałam zaskoczona: mówili, że jest super, ale nigdy więcej nie dzwonią? Kłamali? Nie, niekoniecznie. Po prostu nie stawałam się ich „ulubioną dziewczyną”. Albo byłam nią przez pewien czas, ale teraz mają już kogoś nowego – bo to też się zdarza.

Chciałabym, żeby o tym się częściej mówiło. Gdybyśmy odeszli od monogamii jako „one size fits all„, przestalibyśmy mieć taki problem ze zdradą. Osłabłby też SWERFizm i prawdopodobnie znikłby slut shaming, bo kobiety przestałyby nienawidzić swoje potencjalne rywalki. Wróciłaby natomiast szczerość. Bo teraz ci otwarci na nowe doświadczenia seksualne mężczyźni muszą się kryć. Kobiety również, nawet bardziej (pozdrawiamy seksizm). A przecież w cieszeniu się różnorodnością w seksie nie ma nic złego.

Wielu moich klientów – oraz kochanków wielu kobiet – ma postawę „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Eksperymentują, żeby następnie powrócić do swojego domu, do ukochanej żony i ukochanych dzieci, a także małych wnucząt (panowie w wieku mojego ojca już się ich wszak często dorobili).  I jeśli ich partnerki to rozumieją, to wszystko między nimi się super układa. Gorzej jeśli ona jest zazdrosna i w tej zazdrości toksyczna. Wtedy mężczyzna potrzebujący odmiany będzie musiał się męczyć albo kłamać.

Jeśli tego nie rozumiesz, wyobraź sobie, że musisz całe życie słuchać jednej piosenki. Masz prawo ją wybrać, ale potem musisz przysiąc jej dozgonną wierność i już nigdy nie wolno Ci włączyć sobie innej. Mimo że przecież słyszysz wokół inne dźwięki i niektóre nawet Cię kuszą… nie wolno! A jeśli przypadkiem staniesz nagle zasłuchana/y, a to nie będzie Twoja piosenka tylko jakaś inna, prawdopodobnie spotka Cię surowa kara!

Ja bym zwariowała. Zebrałam do tej pory kilkaset ulubionych piosenek.

Poznałam też wielu ulubionych mężczyzn. Czasem okazaliśmy się kompatybilni i oni też mnie lubią od czasu do czasu spotkać. Czasem niestety milczą. Iskrzenie bywa jednostronne. Albo po prostu zgubili mój numer telefonu. („Gdzieś tutaj, w tym mieście, była moja ulubiona restauracyjka. Miała niebieskie zasłony w oknach i serwowali tam najlepsze pesto na świecie. Niestety nie pamiętam adresu. Chyba się zamknęła, a może po prostu zmieniła wystrój i już jej nie poznaję”).

Zabawne, że możemy lubić wiele różnych kuchni i tysiące utworów muzycznych, ale do łóżka mamy pójść tylko z jedną osobą w życiu. I to dopiero po przyrzeczeniu jej dozgonnej wierności.

A może to nie zabawne tylko straszne? Lub właściwe? Co myślicie?


PS. Ostatnio byłam w Bubbles przy Teatrze Wielkim i w restauracji Sofitelu Victorii. Och i ach. Wracałabym.

  • Paweł Ponury Żukowski

    pozdrawiam siedząc w Bellotto. podobno tu w kasynie się dzieje…?

    • A nie dzieje się?

      • Paweł Ponury Żukowski

        a bo ja wiem? nawet jak się dzieje to nie zauwaze.

  • Libertyn

    Dyskusje widziałem na feminotece. Niektóre opinie przerażają. Legalizacja oczywiście wedle niektórych miałaby się przyczynić do popularyzacji handlu ludźmi. Prostytucja to legalny gwałt itp.
    Masakra.
    „Zabawne, że możemy lubić wiele różnych kuchni i tysiące utworów muzycznych, ale do łóżka mamy pójść tylko z jedną osobą w życiu. I to dopiero po przyrzeczeniu jej dozgonnej wierności.” Dokładnie. Monogamia jest jedynie związaną z tradycją judeochrześcijańską okraszoną romantycznym ideałem miłości jak w bajkach. Królewicz pocałował królewnę i żyli długo i szczęśliwie cokolwiek miałoby to znaczyć (na tym się wszak każda szanująca bajka kończy).
    Ja jestem singlem ale póki co zauważyłem że mam parę swoich typów kobiet w których potencjalnie mógłbym się zakochać i które nieraz dysponują sprzecznymi cechami. Ale niestety społeczeństwo mówi „Wybierz jedną” A kobieta zaczyna nabierać cech japońskiej korpo (Jedna na całe życie, zmiana to hańba)

  • Pingback: Seks w wielkim neoliberalizmie – Paint it szaro()

  • zielony przylądek

    Hm. Typ feministek, o których tu mowa to faktycznie dość paradoksalne zjawisko, które czasem może wzbudzić potężną irytację – pod postulatem wyzwolenia kobiet dążą do systemowego zniewolenia ich seksualności. Pseudofeminizm, zgadzam się.
    Niemniej, tego typu zdanie: „I jeśli ich partnerki to rozumieją, to wszystko między nimi się super układa. Gorzej jeśli ona jest zazdrosna i w tej zazdrości toksyczna. Wtedy mężczyzna potrzebujący odmiany będzie musiał się męczyć albo kłamać” jest dla mnie równie niezrozumiałe. Sytuuje zdradzającego mężczyznę w roli ofiary. Pamiętajmy, że ten „męczący” się mężczyzna, dobrowolnie się na tą monogamię zdecydował. A to, że ukrywa swoje podboje erotyczne przed żoną/partnerką czyni go niezwykle żałosnym. Osobiście gardzę tego typu ludźmi. Gdyż: a) związanie się z kobietą, której to nie odpowiada było jego wyborem – mógł poszukać takiej, której to nie przeszkadza. Monogamia jest wyborem, a nie nakazem; b) jeśli zaczynając związek nie wiedział, że z czasem obudzą się w nim tego rodzaju pragnienia, ma obowiązek powiedzieć osobie, z którą jest, niezależnie od jej poglądów w tym temacie – to kwestia elementarnego szacunku do osoby, z którą się jest. Trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów i dać możliwość wyboru drugiej osobie. Związek dwóch osób to kwestia wolnego wyboru i zawsze można go rozwiązać. Czasem przysparza to trochę trudności, ale to niczego nie usprawiedliwia. Mężczyźni nie kłamią przez zazdrosne kobiety, tylko przez swoje tchórzostwo. Męzczyzna, który korzysta z usług seksualnych lub ma stosunki seksualne z innymi kobietami, ukrywając to przed swoją partnerką, odbiera jej prawo wyboru. Oczywiście to samo tyczy się zdradzających kobiet. Monogamia, poligamia, poliandria, swinging…wszystko jest dla ludzi i jest super, ale musi być zaakceptowane przez wszystkie osoby będące w relacji.

    • Marta

      Dodam, że niektórzy mężczyźni zdradzają w sposób głupi – ryzykowny i potem żona ma złamane serce ale i zdrowie. Także szczerość przede wszystkim.

      • Amai

        Swoją drogą, ciekawy bywa sposób myślenia takich delikwentów.

        Trafiłam kiedyś na pana, który na rzucone luźnym tonem „zakładam, że zadbasz o gumki, bo nie mam w planach spacerów z wózkiem za 9 miesięcy” odpowiedział coś w stylu „no oczywiście, przecież ja cię szanuję.” Serio. W życiu bym tych dwóch kwestii nie połączyła, ale dla niego tak to wygląda. Szanuję cię – myślę o konsekwencjach. Jesteś panienką poderwaną na jeden raz (czytaj: z gatunku łatwych, a nie porządnych) – mam dla ciebie zero szacunku, a jak zajdziesz to nie mój problem, należy ci się za puszczanie z obcymi facetami. Nie lubię tego typu, zresztą w ogóle omijam wierzących seksistów z daleka, więc człowieka więcej nie widziałam, ale podejrzewam, że ten sposób myślenia w naszym katolickim społeczeństwie rzadkością nie jest. Podobnie jak unikanie rozmowy, po poczucie winy albo hipokryzja każą do ostatnie chwili udawać przed samym sobą, że wcale nie, ani trochę nie myślimy o seksie,a już na pewno niczego nie planujemy – a jak by nie patrzeć, zadbanie o bezpieczeństwo to już ewidentnie działanie z premedytacją. I nie da się potem wytłumaczyć sobie, że to tylko takie potknięcie było albo chwila słabości.

        Innym razem moja dość bliska koleżanka, po nocy z dopiero co poznanym panem, przyznała, że było bez gumki, bo „jakoś tak nie wiedziała, jak o to zapytać”. No pewnie. Bo przecież musiałaby z obcym facetem poruszyć temat seksu, a porządne dziewczynki o seksie nie dyskutują. Ale to w sumie nie problem, bo jest na pigułce.

        O zdrowiu żadne z nich w ogóle nie myślało. Właściwie nic zaskakującego, skoro przez całe życie powtarzano im, zwłaszcza kobietom, że konsekwencją seksu (karą za seks?) może być ciąża, i to ciąży trzeba się bać, ale temat STD w ogóle się nie pojawiał. No bo przecież wiadomo, że HIV to łapią geje i rockandrollowcy, a nie normalni ludzie.

    • Pisałam tam o męczeniu się. Miałam na myśli dochowywanie wierności wbrew sobie. Wielu mężczyzn podejmuje właśnie taką decyzję i jak najbardziej uważam ich za ofiary. Naszej kultury.

      Dla większości społeczeństwa monogamiczny związek to wciąż jedyny możliwy wybór. Poliamoria i swinging to nowinki w naszej kulturze. Większość ludzi nawet o tym nie słyszała (wyzwoleni wielkomiejscy trzydziestolatkowie to nigdy nie jest dobry punkt odniesienia). Nie umieją więc tego zaproponować w swoim związku. Do mnie przychodzą ludzie po czterdziestce i starsi, dla których najczęściej istnieje tylko monogamiczna dychotomia „wierność-zdrada”. Oni nie mają wyboru. Albo nie mieli go kilka(naście/dziesiąt) lat temu, kiedy się żenili.

      • zielony przylądek

        Niewykształcenie społeczeństwa w kwestii seksualności (bo wiadomo – edukacja seksualna to pederaści, genderowcy i marksiści) to bardzo ważna kwestia, która w Polsce zupełnie kuleje. Ale to odmienna kwestia od zachowania elementarnego szacunku wobec drugiej osoby. O to mi chodzi, że nawet jeśli żenili się kilkanaście lat temu, mają wspólny kredyt na dom i dzieci, to nie zmienia faktu, że powinni ofiarować swoim żonom szczerość. Seks to kwestia wyboru – jeśli nie jest się w stanie żyć dłużej w monogamii, która jest istotna dla drugiej osoby, to trzeba ten problem rozwiązać wspólnie. A nie iść sobie chędożyć na boku, bo mam taką ochotę, ale jestem tchórzem i będę udawał, że nic się nie stało. To nie mężczyźni są ofiarami naszej kultury. To my wszyscy nimi jesteśmy. Ale to nie może być żadne usprawiedliwienie dla egoistycznych zachowań bez poszanowania drugiej osoby, która jest z nami w relacji.

        • Łatwo rzucać oczekiwaniami i oskarżeniami. Siąść i szczerze porozmawiać jest o wiele trudniej.

          Znam wielu mężczyzn, którzy bardzo marzą o tym, żeby żona ich wysłuchała i zrozumiała, tak aby mogli coś przepracować i pójść dalej w tę czy tamtą stronę, ale ich życiowe partnerki stać tylko na awanturę. Nie dalej jak dzisiaj usłyszałam „z tobą mogę o tym porozmawiać, a żona mnie nie rozumie”. Nie to, że nie daje przyzwolenia. Po prostu słyszy coś innego niż on mówi. Albo nie chce nawet słuchać. I gdzie tu poszanowanie drugiej strony…? Tego muszą chcieć obie osoby w relacji.

          Po drugiej stronie jest zresztą to samo: wielu mężczyzn nie rozumie w ogóle potrzeby rozwoju swoich partnerek. I to tych monogamicznych, ale chcących od życia czegoś więcej niż bycia przeciętną matką-Polką. Tu dość często słyszę, że któraś mi zazdrości chłopaka, bo ona ze swoim tak rozmawiać nie może. A mój nie tylko słucha, ale i mnie wspiera i kibicuje. Fakt faktem, że trochę się naszukałam…

Close