Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Dramat fryzurowy

Nigdy jakoś nie mogłam zrozumieć dziewczyn, które rozpaczają po wyjściu od fryzjera. Przecież to tylko włosy, odrosną, myślałam sobie. O co to całe halo?

No cóż. Pokarało mnie za takie myślenie i teraz już wiem.

Miałam ja świetną, zadbaną fryzurkę, którą nosiłam – z lekkimi modyfikacjami – przez ostatnie pół roku. Podobała mi się zwłaszcza w ostatnim wydaniu, efekcie działań fryzjerki z eleganckiego hotelu. Dlatego nie chciałam nic zmieniać i idąc do pobliskiego zakładu, poprosiłam o zrobienie dokładnie tego, co było półtora miesiąca temu. Chciałam przyciąć i wyrównać grzywkę oraz końcówki.

Ani się spostrzegłam, a fryzjerka wzięła brzytwę (!) i uchapała mi nią pokaźne pasmo włosów. A potem radośnie kontynuowała dzieło zniszczenia. Ja tymczasem siedziałam na fotelu w lekkim szoku.

Efekt końcowy, ułożony na suszarkę, był zupełnie inną fryzurą. Znacznie krótszą. Wydawał mi się twarzowy (na pewno wyglądał lepiej niż się spodziewałam), więc nie zrobiłam Sceny tylko zapłaciłam żądaną kwotę (niedużą). „Całkiem sporo się tych ścinków zebrało”, usłyszałam przy wyjściu, kiedy fryzjerka zamiatała pasma moich włosów.

Nazajutrz włosy się nie ułożyły wcale. Wisiały w krzywych kosmykach. Jeden z panów delikatnie zapytał, czy sama się strzygłam, bo zauważył nierówne (!) ząbki grzywki.

Kolejny dzień przyniósł odkrycie: włosy są po jednej stronie krótsze niż po drugiej.

Dziś w nocy przebudziłam się z jakiegoś snu i rozmyślałam z wściekłością, jak bardzo nienawidzę baby, której zdolności intelektualne i manualne najwyraźniej mocno przeceniłam, prosząc, żeby zrobiła mi „to, co było” bez dokładnego opisu kroczek po kroczku, co ma zrobić i jak (nie interesuję się fryzjerstwem ani trochę, więc nawet nie wiedziałabym, co jej powiedzieć…).

Przecież ja mam WYGLĄDAĆ! Im bardziej przypominam milion dolarów, tym lepiej. A wyglądam, jakby mnie strzygła pijana kosiarka!

W poniedziałek albo wtorek idę do innego fryzjera prosić o nadanie resztek włosów jakiegokolwiek przyzwoitego kształtu. Szacuję, że od mojej sprawdzonej fryzurki dzielić mnie będą wtedy co najmniej cztery miesiące zapuszczania włosów.

Dramat.