Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Jestem ciut zmęczona

Jak można się było spodziewać, wpadłam w wir pracy i zapomniałam o odpoczynku. O częstotliwości mojego bywania w domu niech świadczy otoczenie – dawno nie widziałam u siebie aż takiego bałaganu. Wczoraj jeszcze musiałam się wrócić do mojej garsoniery, bo w drodze do domu przypomniałam sobie, że zostawiłam tam Ekstra Ważną Rzecz. Byłam tak nieszczęśliwa, że jest po 21, a ja stoję na mrozie i czekam bezskutecznie na tramwaj, że zamówiłam sobie Ubera. Uff. Przynajmniej się wyspałam we własnym łóżku i obudziłam w dobrym humorze. Dzisiaj może posprzątam przed pójściem do pracy albo porobię inne konstruktywne rzeczy, na które ostatnio nie mogłam znaleźć czasu.
Kiedy pracowałam w agencji, organizacja czasu przychodziła mi chyba łatwiej. Nie miałam pomysłu, żeby TAM nocować, chyba że w ostateczności. Dzień w dzień wracałam po 23 do domu i wychodziłam o 14 do pracy – no chyba że wieczorem wypadł mi jakiś wyjazd. Jeśli po wyjeździe byłam padnięta, nazajutrz po prostu nie szłam do pracy i nic mi nie przepadało, bo klienci przychodzili z dnia na dzień.
Teraz pracuję z kalendarzem oraz jestem pod telefonem i, paradoksalnie, to mi bardzo utrudnia życie. Nie nabyłam jeszcze wprawy w takiej organizacji czasu i efektem jest zaplanowanie sobie czasu bardzo źle: same spotkania z ludźmi (klientami i bliskimi) i zero czasu na inne zobowiązania, relaks czy ugotowanie obiadu. Tak, zapomniałam, że ludzie zajęci planują dni wolne oraz godziny na relaks i mówią „nie”, kiedy ktoś wtedy próbuje się do nich dobijać. Ilekroć ktoś mnie pytał, czy jestem wolna, patrzyłam do kalendarza, w którym były odnotowane tylko spotkania. Pusta przestrzeń – jasne, przychodź!
Uch. I ja się dziwiłam, że mam wszystkiego dość i chcę wyjechać na San Escobar?
Przetworzywszy kryzys konstruktywnie, podjęłam wczoraj postanowienie: wracam na noc do domu choćby nie wiem co, dzisiaj nie umawiam się z nikim nowym (w kalendarzu dwa spotkania przedzielone kilkugodzinną przerwą – dość, by coś porobić), jutro zaczynam spokojny weekend z, jak to mawiała moja menedżerka, „dobrym znajomym” (w planach m.in. przytulanie się i masaż, więc się zrelaksujemy wspólnie), a potem mam dwa dni wolnego, które spędzę w domu. Zrobię sobie domowe SPA, posprzątam, ugotuję obiad… Takie tam.
Pierwszy wolny termin mam w środę.
Trzeba o siebie dbać. A poza tym… przecież ja nie celuję w masówkę. Niektóre dziewczyny potrafią przyjąć po pięciu klientów dziennie, a nawet więcej (dalej nie wiem, czy dziesięciu – dwunastu, to realizm czy fantazje o zawodzie, ta liczba jest dla mnie niewyobrażalna), ale ja się angażuję emocjonalnie w spotkania i nie dałabym rady. Potrzebuję płodozmianu, a zupełnie o tym zapomniałam.
  • Libertyn

    Nie samą pracą człowiek żyje. Czasem warto pozwolić sobie na spędzenie całego dnia na oglądaniu seriali, graniu w gry czy włóczeniu się po mieście dla własnego relaksu. Nie myślałaś czasem nad outsourcingiem sprzątania?

    • Ciekawe, że o to pytasz, akurat dzisiaj umawiałam się z jedną panią na wtorek…

      • Libertyn

        Hmm. Chyba zostanę wróżką

Close