Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Kobiece zarządzanie czasem a praca seksualna

Odkryłam wczoraj, że nie umiem pracować seksualnie, mając grafik wypełniony wieloma różnymi aktywnościami. O co chodzi?

Wyobraźcie sobie zorganizowaną bizneswoman, która wstaje o 7.15, po godzinie jest gotowa do wyjścia i podróżuje po mieście, załatwiając sprawy zgodnie z kalendarzem i cały czas odbierając telefon służbowy. O 15 ma zaplanowany późny lunch, o 16 dojeżdża do pracy, szybko się odświeża, poprawia makijaż, przebiera i przyjmuje zaplanowanego klienta o 16.30, żeby następnie na 18 pojechać na wernisaż czy inne spotkanie towarzyskie, z którego pojedzie prosto do hotelu na kolejne umówione spotkanie o 21.

To nie jest Święta Ladacznica. Święta Ladacznica w dniu, kiedy pracuje, musi mieć mało zobowiązań, czystą głowę i dużo przestrzeni dla siebie, przede wszystkim na ładowanie akumulatorów. Gęste upakowanie dnia mi nie służy.

Ostatnio miałam taki właśnie zabiegany dzień, w ramach którego chciałam jeszcze upchnąć pracę, „bo przecież trzeba zarabiać”. Przyjechałam więc do mojego mieszkanka, poczułam, że wreszcie mam chwilę oddechu do czasu aż zadzwoni telefon i umówię randkę, zeszło ze mnie napięcie i… usnęłam na kanapie.

Czytam bloga Pani Swojego Czasu i Ola Budzyńska podkreśla, że musimy dopasowywać zarządzanie sobą w czasie do własnych potrzeb, które to potrzeby u kobiet są często inne niż u mężczyzn. Nie jestem wzorem produktywności, ale w sumie robię sporo rzeczy, tylko że próba wprowadzenia męskiego modelu zarządzania

(bezduszne reguły, techniki i metody naszpikowane słowami „musisz”, „powinnaś”, „rób”, „nie rób”. (…) świat tabelek, sztywnych reguł, godzin i dyscypliny)

spala u mnie na panewce. Ja tak nie umiem.

Oli Budzyńskiej zawdzięczam to, że zamiast sobie to dalej wyrzucać (ty leniwa, niezorganizowana beznadziejo!), jestem bardziej uważna na swoje potrzeby. Muszę mieć czas na ładowanie bateryjek w swoim domu. Bez tego nie jestem pozytywnie nastawiona do swojej pracy. A to ważne. W pracy emocjonalno-seksualnej nie chodzi przecież o pojawienie się w biurze o danej godzinie i mozolne odhaczanie zadań z checklisty, gdzie pozytywne nastawienie nie ma znaczenia i liczy się tylko fakt „zrobione/niezrobione”. Chodzi o bycie tu i teraz z klientem, odczuwanie flow, entuzjazm i umysł wolny od stresu.

Każda mądra książka o seksualności kobiet mówi, że dla nas ważne jest poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa oraz wewnętrzne wyciszenie i po dniu pełnym obowiązków najczęściej nie mamy ochoty na seks. Dlaczego pracownica seksualna miałaby mieć inaczej?

Oczywiście mogę do tego podejść… nasuwa mi się słowo „profesjonalnie”, ale brzmi jak kpina w tym kontekście… technicznie, jak robot. I odbębniać trzy stosunki dziennie bez względu na to, co robiłam wcześniej. Ale klient odczuje, że jestem nieobecna, zmęczona, pozbawiona werwy i entuzjazmu. Więc to bez sensu.

Dlatego wczoraj zrobiłam sobie dzień wolny, spisałam listę rzeczy do zrobienia, odhaczyłam jedną czy dwie pozycje, kilka spraw popchnęłam do przodu – a dzisiaj mam moją codzienną rutynę. Niedługo pojadę do pracy. Z entuzjazmem.

Macie pomysły innych zawodów, gdzie nie da się pracować w biegu?

  • zaciekawiony

    pisarz-amator? hehe; choć to właściwie nie zawód

  • angelinecontiz

    You must make your partner comfortable and relax when you’re with them.
    especially in bed.
    NYC escorts

  • Libertyn

    Właściwie może to być każda profesja wymagająca wysiłku psychicznego lub kontaktu z drugą osobą