Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Moja praca to mój lifestyle

Spędziłam dzisiaj przyjemny wieczór czatując z jednym z moich panów o ostatnich wydarzeniach z życia i o doświadczeniach, które ostatnio miałam jako escort girl (w roli sekskoleżanki). Okazało się, że mój rozmówca podziela moje marzenie: żeby zgromadzić w jednym pokoju wszystkich moich wspaniałych mężczyzn, pozwolić im rozmawiać przy dobrym alkoholu i służyć im w dowolny sposób. Mam przeczucie, że przypadliby sobie nawzajem do gustu – gdyby nie to, że większość z nich to samotne wilki i nie chcą się mną dzielić z innym mężczyzną.
Rozmówca poprosił mnie więc o zastanowienie się, czy znam może jakiegoś mężczyznę, a najlepiej parę, żeby się spotkać w większym gronie. Podobne prośby (czy znasz kogoś, kto…) słyszałam już kilkakrotnie i zaczynam myśleć, że warto byłoby je spisywać i rzeczywiście zacząć ze sobą poznawać tych wszystkich ludzi.
Choć staram się oddzielać pracę od życia prywatnego (nie umawiam się w domu, używam innego imienia, robię sobie dni wolne, nie zrywam się jak pies Pawłowa na dzwonek telefonu), stopniowo zacierają się granice pomiędzy życiem zawodowym a czasem wolnym. Moje relacje z panami stają się głębsze, a znajomości są utrzymywane poza opłaconym czasem. Kilku panów ostatnio wsparło mnie w trudniejszym czasie na równi z moimi bliskimi przyjaciółmi. A czas spędzany z nimi to niby wciąż praca, ale jednak przede wszystkim – czysta przyjemność.
Tak, relacje wciąż są biznesowe, bo chodzi o pieniądze, ale moi panowie to nie klienci w rozumieniu „przychodzę po seks jak po mięso do supermarketu”. To znacznie wyższy poziom, gdzie pojawia się autentyczne zaangażowanie między dwojgiem ludzi. Jeżeli kojarzysz sytuacje, gdzie dwóch biznesmenów spotyka się na kolacji lub polu golfowym i rozmawiając, dopytują o zdrowie swoich bliskich, a zawierana transakcja schodzi na dalszy plan… to coś w tym stylu.

Jest mi dobrze.

Chciałabym w przyszłości mieć właśnie takie relacje biznesowe na innym polu. Te wszystkie integrująco-handlowe kolacje… bardzo fajna sprawa, a ja chyba się do tego nadaję. Jestem reprezentatywna, angażuję się w sprawy, z którymi jestem związana, umiem rozmawiać z ludźmi… Gdybym miała wolną rękę i mogła podejmować spontaniczne decyzje, swobodnie negocjując warunki zawieranej mimochodem umowy – naprawdę dobrze bym się bawiła.
Ach, i potrafię być naprawdę przekonująca. Mój entuzjazm jest podobno zaraźliwy.