Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Ścieżka kariery, czyli awans w branży

Rok temu, kiedy pracowałam w agencji, na ogłoszeniach z Odlotów, a stali klienci byli umawiani przez szefową, nie miałam prawie nic do powiedzenia. Nawet nie do końca mogłam decydować o swoim wyglądzie, bo szefowa czasami umawiała mnie z ludźmi, pod których musiałam się „zrobić” w określony sposób, z założeniem znienawidzonej platynowej blond peruki włącznie. Wyglądałam w niej jak kretynka, ale kogo to obchodziło, skoro można było na tym zarobić 100 zł?
W drugiej agencji było już lepiej. Na wyższą stawkę dzwonili inni klienci, a recytowanie zakresu usług było niemile widziane: klienta należało uwieść. Miałam do dyspozycji swój telefon (to znaczy, mogłam z nim wyjść do domu) i mogłam odpisywać na maile. Odchodząc, spisałam sobie kilka kontaktów.
Choć moja przygoda z tym miejscem nie trwała długo, dała mi bardzo dużo. Zrelaksowałam się i odeszłam od schematu „schematyczna ustawka i 2-3 klientów dziennie”. Odkryłam też nowe miejsca w sieci…
W pracy na własną rękę wyszłam oczywiście od tego, co umiałam. Przez pierwsze miesiące praktycznie nie miałam stałych klientów – odbierałam telefon, jechałam we wskazane miejsce, świadczyłam usługę, inkasowałam kwotę i na tym się relacja kończyła. Chyba robiłam takie jednorazowe wrażenie… Ale powoli, powolutku, zaczęli pisać i dzwonić ci sami ludzie. Najpierw jeden, potem drugi… Teraz mam całą listę kontaktów. Z panem X widuję się raz na tydzień, z panem Y raz na miesiąc, z panem Z jeszcze rzadziej – ale pamiętamy o sobie, wymieniamy maile i smsy, rozmawiamy o wydarzeniach z życia. Nieodzownym elementem mojej pracy jest odzywanie się do ludzi w celach innych niż stricte biznesowe, takie po prostu „co słychać?”.
Z czasem przestałam dbać o widoczność mojego ogłoszenia, bo telefon dzwonił i tak. W pewnym momencie moje główne ogłoszenie nie było widoczne przez miesiąc, a ludzie odzywali się pomimo to.
Wiele spotkań wykroczyło poza schemat. Randki, zakupy, wyjazdy do innych miast i krajów, czy spotkania w większym gronie – coś się dzieje. Muszę też pamiętać o indywidualnych warunkach finansowych i preferencjach moich panów. Można powiedzieć, że indywidualność to słowo klucz do sukcesu. No i traktowanie każdego z moich panów jak VIP-a. Co przychodzi mi z łatwością, bo mam szczęście znać samych świetnych ludzi. Nie sposób nie czuć do nich sympatii i przywiązania.
Jakiś czas temu pogrzebałam w internecie i znalazłam międzynarodowe strony sponsoringowe dla bogatych panów, którzy chcieliby mieć swoje podopieczne, towarzyszki w podróży itd. W takich relacjach seks i pieniądze są elementami znajomości, ale niekoniecznie wychodzą na plan pierwszy. Właśnie jestem przed pierwszym spotkaniem zapoznawczym. Trochę się stresuję, bo warunki są boskie i jeśli mi się uda, to będzie to ogromny skok. Podróże po całym świecie: ciepłe kraje, narty, nurkowanie, kontakt z wysoką kulturą… Wymarzone życie dla kogoś, kto jeszcze nie tak dawno nie miał nic.
Śmiało mogę mówić, że robię to, co kocham.
W ramach ciekawostki powiem Wam, że jeśli chodzi o finanse, wcale nie trzepię grubej kasy. Nie chcę się nią zachłysnąć i przepuścić wszystkiego na głupoty, wolę raczej powoli polepszać swoją sytuację materialną – spłacić długi, zainwestować w siebie i zaoszczędzić trochę na przyszłość. W moim przypadku gwałtowne wzbogacenie się to porażka: raz już dostałam do ręki grubą kasę – naprawdę grubą – i bardzo szybko się jej pozbyłam. Zatem teraz stopniowo edukuję się finansowo, nie wpadam w pracoholizm i, jak wspominałam, ustalam indywidualne warunki. Wychodzę na tym całkiem dobrze 🙂