Sign up with your email address to be the first to know about new products, VIP offers, blog features & more.

Zawiodłam swój pajęczy zmysł

Wakacje najwyraźniej wytrącają mnie z rytmu. Nie dość, że nie mogłam się dzisiaj zebrać, żeby pojechać do pracy przyszykować się na spotkanie, to jeszcze wszystko poszło nie tak. Telefon mi się rozładował i nie było ze mną kontaktu (osoba czuwająca nad moim bezpieczeństwem się wściekła i wcale się nie dziwię), spotkanie się wydłużyło ponad normę, a ja nie wiedziałam co z tym zrobić i jak doprowadzić nas do szczęśliwego zakończenia (gra słów zamierzona), komunikowanie granic i potrzeb poszło zupełnie nie tak (ja wzorem do naśladowania…?) i generalnie jedyne, na co miałam ochotę po wyjściu od pana, to rozpłakać się ze zmęczenia i frustracji. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo to nie w moim stylu, ale napracowałam się jak rzadko, a poza tym… no, tu już właśnie musiałabym wejść w szczegóły i uwiecznić pana i jego zachowanie.

Co mnie zdenerwowało najbardziej, to że przed spotkaniem dwóm osobom powiedziałam, że mam złe przeczucia. Rozmowa telefoniczna wskazywała, że może być ciężko. Niby toczyła się całkiem gładko, ale coś w niej było alarmującego. Coś mówiło mi, że z tym panem łatwo nie będzie. I właśnie to coś zignorowałam i jednak się umówiłam.

Żeby nie było wątpliwości: pan był miły i niewątpliwie miał dobre intencje. Oni w większości tacy są. Raz po raz pytał, czy mi dobrze. Tylko że nie było. Było męcząco i nic z tym nie można było zrobić.

  • Normalne. Człowiek to nie maszyna (na marginesie: dlatego też drażnią mnie mechanistyczne – technokratyczne koncepcje społeczeństwa na Lewicy), – zawsze może się „wypalić”. Potrzebujesz regeneracji. Może pora na wakacje…? 😉