20
Lut
2015
0

Spotkanie z oszustem

Jednego z pierwszych dni pracy natknęłam się na oszusta, który chciał ode  mnie wyłudzić najwięcej jak się da, a następnie nie zapłacił. Była to jedna z tych sytuacji, które czekają młode, naiwne dziewczyny w branży i być może natnę się jeszcze kilka razy, zanim nauczę się instynktownie unikać podejrzanych typków.
Ten człowiek wydawał się bardzo fajnym klientem. Byłam tak przekonana, że czeka mnie ciekawa noc (i w sumie tak było), że zignorowałam sygnał wskazujący, że facet coś kręci: nie chciał, żeby kierowca wchodził do niego do mieszkania, „bo dyskrecja jest dla niego bardzo ważna”, ale nie miał nic przeciwko temu, bym przyszła do niego ubrana bardzo odważnie i przyznał, że kręci go seks w miejscu publicznym. To się wyklucza i powinnam była to zauważyć – ba, dostrzegłam niespójność, ale o nią nie zapytałam.
Poza tym typek wydawał się doświadczonym klientem, na pewno dobrze znał warunki mojej pracy i wiedział, co się z czym je. Był dużo bardziej w temacie niż ja. Pewnie celowo zadzwonił właśnie do mnie, bo (słusznie) założył, że nowa osoba w branży nie będzie ostrożna i łatwo da się ją omotać. Pewnie był rozczarowany, że jednak trochę się pomylił – uwzględniłam to, że może być niebezpieczny i nastawałam na spełnienie warunków, które umożliwiłyby mi zadzwonienie do kierowcy, że wszystko jest OK. Nie zamierzał ich spełnić (wtedy musiałby zapłacić), więc udało mu się wyłudzić tylko troszeczkę. Bo na pewne przesunięcia granic niestety się zgodziłam – poszłam z nim w inne miejsce niż prosto do mieszkania, pozwoliłam się dotykać i dotykałam jego zanim zapłacił…
Dla niego to jest pewnie nic, ot, była okazja, to skorzystał. Pewnie racjonalizuje sobie, że też mi się podobało, a to w sumie nic, więc nie musi za to płacić. Albo myśli, mniej pochlebnie, że przecież sama chciałam, etc. Ten typ tak już ma. Żeby doszło do oszustwa, musi istnieć okazja, motywacja i właśnie – racjonalizacja.
Dla firmy to strata blisko 300 zł – stówy dla mnie, stówy dla kierowcy, stówy dla samej agencji. Dla mnie to również wyjazd do niego w sytuacji, gdy mogłabym przyjąć na miejscu jednego albo dwóch innych klientów i zarobić tyle co mogłabym z nim (gdyby był uczciwy), lub nawet więcej.
Nie jestem zła o wyłudzenie kontaktu fizycznego, bo rzeczywiście to było przyjemne, ale jestem zła o oszukanie nas wszystkich i zmarnowanie czasu i energii kilku osób.
Oczywiście wszystkie dane oszusta zostały zachowane. Więcej pod ten adres nikt z agencji nie pojedzie, menedżerka już o to zadbała. Chciałabym jednak, żeby w Warszawie istniała ogólnodostępna czarna lista wyłudzaczy, żartownisiów i przemocowców. Wiem, że niektóre miasta (nie w Polsce) takie mają, jednak w obecnym klimacie prawno-politycznym, przy tylu przestępstwach okołoprostytucyjnych, pewnie nie jest to realne. Szkoda.
0