14
Lip
2016
0

Czym się zajmujesz?

Zajrzałam do pliku „pomysły na wpisy”, który utworzyłam sobie ponad rok temu, kiedy jarało mnie bycie w agencji i chciałam napisać o wszystkim, wszystkim co mi się przydarzało. Pragnęłam udokumentować każdy wycinek swoich doświadczeń, ale oczywiście nie starczyło mi pary i szereg zagadnień jedynie wymieniłam po przecinku, a potem nigdy ich nie poruszyłam. W wielu przypadkach nie mam pojęcia, o czym chciałam napisać. Co na przykład kryje się pod hasłem „brakująca grupa klientów”? A „spotkanie z Hiszpanem i rozmowa przy kawie”? Najwidoczniej było to jakieś wyróżniające się spotkanie, którego już sobie nie odtworzę… Nie robiłam, niestety, notatek ze spotkań i w większości zatarły się w mojej pamięci. Pamiętam jakieś kilkanaście, może dwadzieścia, a było ich grubo ponad sto.
Teraz na przykład nie pamiętam już dokładnie, jak wyglądała typowa rozmowa przez telefon z potencjalnym klientem. Pamiętam, że był to schemat, że kilkanaście razy dziennie (jeśli telefon dzwonił) recytowałam listę usług, starając się tylko nie brzmieć jak automat. Kiedy poszłam do drugiej agencji, z ambicjami, pierwsze, czego się oduczyłam, to właśnie schematu. Posłuchałam kilku rozmów szefowej oraz koleżanki i, trochę poddenerwowana własnym zmanierowaniem, „włączyłam” indywidualne podejście.
Obecnie czasami dostaję pytania „co oferujesz w godzince” (ja: „ee…”) czy wariację „ile razy można się z tobą kochać?”, ale większość panów już tak ze mną nie rozmawia. Tekst ogłoszenia robi swoje.
To, co się nie zmieniło, to zainteresowanie panów moim życiem. Będąc w agencji, błyskawicznie zorientowałam się, że panom zależy na tym, by spotykać się z dziewczyną, która poza burdelem ma swój świat. Sama gładko opowiadałam o tym, co lubię robić, jak sobie dorabiam, jakie mam plany na przyszłość, ale zastanawiało mnie zawsze, co odpowiadają dziewczyny, które mieszkały w agencji i od kilkunastu lat były dostępne przez 23 godziny dziennie oraz te, które wpadły w marazm. Pewnie kłamały, idiotkami nie były… ok, większość nie była.
Wyobrażam sobie, że z perspektywy mężczyzny dużo bardziej atrakcyjna jest kobieta z własnym życiem niż taka burdelowa laska bez żadnej przyszłości. Oprócz tego oczywiście była to okazja do nawiązania rozmowy i uczynienia sytuacji bardziej ludzką. Sama często używam tego pytania, żeby zagaić rozmowę.
No, przypomniałam sobie Hiszpana. Miał wykształcenie medyczne i zaprosił mnie do siebie do pracy. To był chyba jakiś znajomy szefowej, bo pamiętam, że nie umawiałam się z nim bezpośrednio: będąc na wyjeździe dowiedziałam się, że teraz mam jeszcze jedno spotkanie. Siedzieliśmy u niego w gabinecie i przez całą godzinę tylko rozmawialiśmy. Nic więcej. Płynnie mówił po polsku i chyba brakowało mu towarzystwa, bo pamiętam, że coś wspominał o regularnych spotkaniach, ale – jak zwykle – nigdy więcej go nie spotkałam.
To była moja jedyna godzina bez jakiejkolwiek formy kontaktu fizycznego wykraczającej poza powszechnie przyjęte normy.
0