26
Sie
2016
7

Dobry seks jak pięciogwiazdkowa restauracja

Zdałam sobie ostatnio sprawę z tego, że miałam już tylu najrozmaitszych partnerów seksualnych (150? Chyba coś koło tego), że zmienił mi się sposób myślenia o seksie. O roli seksu. O jakości seksu. O tym, czy chcę seksu.
Zacznijmy od tego ostatniego. Trudniej mnie do seksu skłonić. Mam na myśli seks za darmo, i zwróćcie uwagę za dobór słów. Seks pozazawodowy, na który miałabym ochotę, staje się czymś wyjątkowym. Nie kieruję się potrzebą rozładowania napięcia czy niedosytem, czy niespełnionymi fantazjami. Częściej „akurat mi się nie chce” i trzeba się napracować, żeby mi się chciało. Akurat z nim. Musi się zadziać To Coś.
Ostatnio się zadziewało i nie zadziewało.
Z kimś się zadziało w trakcie, pojawiła się chemia. Gdyby była okazja, to bardzo chętnie… tak trochę z ciekawości: jak z tobą jest? Ale okazji nie było, zresztą z nim akurat tempo było powolne, więc może za jakiś czas, ale nie tak na już… nie.
W innym momencie mi się nie chciało. „Wszyscy” wokół coś seksualnego robią – takie miejsce, taki czas – a ja sobie siedzę i patrzę. Bo niech oni korzystają z okazji, ja nie muszę. Ja mam inne okazje. Mnie się akurat w tym momencie nie chce. Więc po co się zmuszać?
Rola seksu. Seks, ten poza pracą, schodzi na dalszy plan. Skoro już mam rozładowywane na bieżąco napięcie seksualne, skoro większość fantazji spełniam sobie mniej więcej na bieżąco, to o wiele ważniejsze stają się inne czynności. Wspólny czas razem. Inteligentna, pasjonująca rozmowa. Dobry posiłek zjedzony wspólnie. Przytulanie się. Czy czas samotny, z książką, z ulubionym serialem, ze swoimi myślami. Czy rozmowa z bliskimi przyjaciółmi. (Moje potrzeby towarzyskie też się zmieniły, stałam się trochę bardziej selektywna i wyciszona, nie we wszystkim chce mi się brać udział. Często chcę sobie odpocząć, doładować akumulatory).
Równowaga praca – dom. To ważne.
(Inną zmianą jest rozbudzanie się kobiecości. Dawniej miałam inny styl, teraz trochę wzrosło moje zainteresowanie ładnym wyglądem, lepiej mi z podkreślaniem sylwetki, z komplementami).
I jakość seksu. Rzadko porównuję kochanków czy aktywności seksualne, że to jest lepsze, a to gorsze. Stałam się smakoszką-kolekcjonerką. Cieszy mnie różnorodność seksualnego kontaktu z wieloma ludźmi: każdy ma swój styl i swoje preferencje oraz pomysły na to, jak spędzić nasz seksualny czas, a mnie większość tych pomysłów się podoba.
Lubię to, że mam seks z wieloma ludźmi, bo to jakbym jadła potrawy złożone z wielu różnych składników. Gdybym teraz miała się na zawsze ograniczyć do jednej osoby, umarłabym. Ze znużenia. Bo to tak, jakbym do końca życia miała się żywić tylko ziemniakami. W różnych formach. Frytki, puree, w sałatce, w zupie, zapiekane, w mundurkach, z sosem – ale zawsze, w każdej potrawie zjedzonej do końca życia, musiałyby być ziemniaki. Nie, dziękuję, tak nie umiem. Nie wiem, co musiałoby się stać, żebym zaczęła znowu tak umieć. Mam już inną perspektywę.
Myślę sobie, że o to chodzi często ze zdradą: ktoś mówi, że potrzebuje odmiany, stała partnerka się stroi, eksperymentuje – ale to nie o nią chodzi, ona jest w porządku jaka jest, ale nadal jest sobą (ziemniakiem) i tego nie przeskoczy…
Miało być o jakości, a ja nawijam o różnorodności. Ale to jest ze sobą nierozerwalnie związane. Ja już nie poruszam się w kategoriach „ty jesteś dobry, a ty jesteś zły”. Nie. Nie muszę, bo nie jestem skazana na jedną osobę. Nie muszę wybrać tej najlepszej osoby (do końca życia ziemniaki w każdej postaci czy pomidory w każdej postaci? co jest dla mnie lepsze?), bo mogę się kierować nastrojem i apetytem. Dzisiaj to, jutro tamto. Ten styl albo tamten. Ta aktywność albo tamta.
To tak, jakbym jadała w wielu różnych miejscach, doceniając to i owo. Dzisiaj pięciogwiazdkowa restauracja, jutro bar chiński na końcu ulicy, pojutrze BurgerKing. Mój apetyt się zmienia. Mam swoich ulubionych kochanków i razem składają się na fantastyczne doświadczenia – nie chcę ich ze sobą porównywać, bo to byłoby krzywdzące. Naprawdę nie zawsze mam ochotę na wyrafinowaną specjalność szefa kuchni z najsłynniejszego miejsca w mieście. Czasami chcę prostego fast foodu. Też mi smakuje.
Rewelacyjną minetkę – podobnie jak rewelacyjne founde – można zrobić na wiele różnych sposobów. Cenię to, że przeżyłam ich w życiu wiele. I nie ma większego znaczenia, że w czyimś menu nie ma minetki (albo fetyszy, albo seksu klasycznego, albo…). Mogę akurat nie mieć na nią ochoty. Jak będę miała, to… och, przecież pamiętam, do kogo na przykład mogłam się zwrócić.
A na wyjątkowe przeżycia składa się nie tylko sam seks. Przecież „oprawa” też jest ważna. Wszystko, co dzieje się podczas randki, jest ważne. Seks nie musi być NAJ, żebym miała cudowne wspomnienia i chciała więcej. Mogę doceniać inne aspekty spotkania. Nasze małe wspólne rytuały. To, że się o mnie dba. To, że jestem rozpieszczana. To, że między nami jest To Coś. Fantastyczne dyskusje na różne tematy. Fajne pozaseksualne sposoby spędzania czasu. Itd. Mówi się, że seks zaczyna się w głowie, a nie między nogami. To prawda.
Tak więc jestem inna niż byłam półtora roku temu… to już półtora roku.
7