4
Gru
2016
1

Gra w uwodzenie i przepływ energii

Przyszło mi dziś do głowy, że mężczyźni potrzebują usług seksualnych między innymi z tego powodu, że kochają cały ten rytuał: nawiązanie kontaktu, uwiedzenie i, na deser, seks.
Feministyczne założenie równości trochę ten rytuał zaburza, przesuwa akcenty. Jak to każdy płaci na randce za siebie? I żadnych prezentów?!
Mężczyźni, których znam, kochają hojność, kochają dawać, kochają rozpieszczać, usługiwać i podbijać serca. Rozumiem to uczucie, też się cieszę, gdy mogę być darczyńcą, gdy ktoś inny się uśmiecha – i jeśli dla kogoś to uczucie jest tak wplecione w seksualność jak dla mężczyzn (przynajmniej tych powyżej czterdziestki, bo nie wiem jak z młodszymi), to będą chcieli móc dawać i zdobywać. A współczesna kobieta nie zawsze na to pozwala, z wielu powodów.
Kiedyś od jednego pana dostałam pieniądze „na zakupy”. Potem mieliśmy się jeszcze spotkać wieczorem, więc wiedziałam, że będzie chciał wiedzieć, co sobie kupiłam. I to nie mogło być nic w stylu brakujących uszczelek czy świetlówki albo dresu na siłownię. Kupiłam same „babskie” rzeczy: markowe kosmetyki do makijażu, elegancką sukienkę, bluzkę. Zajrzałam też do księgarni, ale wyszłam z niej z tym, co pasowało do mojego wizerunku: książką jakiejś stylistki czy projektantki mody i publikacją o seksualnych pragnieniach kobiet. Potem oczywiście pokazałam wszystko mojemu mężczyźnie. Podobała mu się ta krótka rewia mody i to, że na kolację poszłam w ubraniach „od niego”.
Takie rzeczy mają znaczenie i mam wrażenie, że im bardziej kobiety będą o tym zapominały, tym trudniej im będzie uwodzić swoich mężczyzn.
Kryzys męskości teoretycznie nie jest czymś, co mnie interesuje, ale… zawdzięczam jej pieniądze na czynsz. Przepraszam, na kosmetyki.
…albo na studia. Bo są także mężczyźni, którzy lubią inwestować w rozwój młodych kobiet i ich ambicje. Autentycznie sprawia im to satysfakcję. To też rozumiem: miło jest wejść w rolę kogoś, kto pomaga innym. Sama jestem najbardziej czuła na punkcie tych, którzy potrzebują środków do życia, ale patronat też jest ważny.
Podoba mi się, że w tej branży, owianej tak złą sławą, jest miejsce na tyle pozytywnych emocji i dobrych intencji. Także tam, gdzie kontakt jest zbyt przelotny, by pojawiła się autentyczna bliskość i zaangażowanie, często nie chodzi tylko o uprzedmiotawiające (czyżby?) poruchanie sobie.
Ostatnio ktoś zapytał mnie, czy jestem z tych, które do zawodu popchnął przymus ekonomiczny, czy korzyści finansowe albo przyjemność. Odpowiedziałam szczerze, że z początku chodziło o przetrwanie, ale obecnie to najlepsza praca, jaką mogę mieć w tym momencie życia: dochodowa i satysfakcjonująca.
Z kolei na niedawnym warsztacie miałam napisać, co najbardziej lubię w mojej pracy. Korzystając z tego, że miało to być tylko dla mnie, zapisałam całą stronę najrozmaitszymi cechami i korzyściami.
Jestem całkowicie, niemożliwie zdemoralizowana i już nigdy nie założę porządnej, katolickiej, bogobojnej rodziny kultywującej tradycyjne wartości. Oj.
1