10
Mar
2017
0

Jestem uprzywilejowana i czasem o tym zapominam

Ostatnia dyskusja z przyjacielem o moim tekście o dekryminalizacji uświadomiła mi po raz kolejny, że nie jestem typową przedstawicielką swojej branży.

Jestem całkiem dobrze wykształcona, pochodzę z inteligenckiej rodziny, przeszłam ostry trening świadomości swoich praw i odebrałam przyzwoitą edukację seksualną, otaczają mnie kulturalni ludzie. Jestem też w miarę atrakcyjna i naprawdę lubię seks oraz jestem z pokolenia, które biegle posługuje się komputerem i mediami społecznościowymi. Znam też angielski. W przyszłości będę prowadzić biznes albo pracować na rzecz jednej z moich koleżanek.

To takie osoby jak ja kiedyś będą stanowić o przyszłości pracy seksualnej, bo to my umiemy się wypowiadać dla mediów, to nami kieruje chęć zmiany świata, to my będziemy mieć narzędzia zmiany. Będziemy się kontaktować z podobnymi sobie jednostkami i zapewniać się o słuszności naszych przekonań.

Mam nadzieję, że kiedy już ruch na rzecz naszej grupy powstanie, nie zapomnimy, żeby kontaktować się z ludźmi, którzy myślą inaczej. Z działaczami na rzecz Nadieżdy, uzależnionej od alkoholu imigrantki z Ukrainy (16 lat w branży i brak innego pomysłu na siebie), i Klementyny, bezrobotnej piećdziesięcioparolatki, która – utraciwszy przyzwoite stanowisko – nie chciała przekwalifikować się i zostać opiekunką do osób starszych czy sprzątaczką, a sprzedawanie seksu wydało jej się mniej paskudne i poniżające. Nadieżda i Klementyna nie są ponadprzeciętnie inteligentne, nie mają wiele do powiedzenia i nie potrafią zadbać o siebie. Gdyby potrafiły, z pewnością byłyby teraz w innym miejscu.

Nadieżda i Klementyna nie są bezwolnymi ofiarami i nie należy wrzucać ich w taką narrację, ale politycznie są całkowicie zależne od innych ludzi. I może rozwiązania najlepsze dla nas – młodych, zdolnych, wygadanych – nie sprawdzą się w odniesieniu do nich.

Widziałam już aktywizm, który działał na rzecz aktywistów, zapominając o przeciętnych beneficjentach, i nie chcę powtórki z tej godnej pożałowania rozrywki. A jednak najłatwiej jest przecież pomyśleć o sobie. I przejąć dyskurs w całości, zapominając zupełnie o zwykłym człowieku o przeciętnej inteligencji, bez ambicji, bez planów. Takim, z którym elita nie bardzo ma o czym rozmawiać.

Jestem  bardzo zadowolona, że pracowałam w przeciętnej agencji, bo przynajmniej poznałam osobiście taką Nadieżdę i taką Klementynę. Mam świadomość ich istnienia.

Chociaż naprawdę nie wiem, jak do nich dotrzeć…

0

You may also like

„The Florida Project”. Spojlerowe refleksje poseansowe
Dlaczego chcę pełnej dekryminalizacji usług seksualnych