4
Sie
2017
0

Bawimy się odpowiedzialnie!

Kiedy nie chce mi się jechać do pracy z powodu złej pogody (np. piekarnika za oknem albo sauny), mogę być pewna, że szanse na dochody są niewielkie. Podziwiam każdego, kto – niezrażony palącym słońcem, burzą z piorunami, obrzydliwą pluchą czy trzaskającym mrozem – dociera na spotkanie, aby zrealizować swoje seksualne pragnienia. Kto nie wierzy w ogromną potęgę libido, chyba nigdy z nim nie pracował. Niemniej jednak żywioły natury wygrywają, przynajmniej według mojego portfela.

Są zatem upały, a ja mam problemy finansowe. Surprised, anyone? Powinnam zapieprzać, ale nie mam z kim… Za to intensywnie udzielam się na Ask.fm, dzielnie wspieram rodzinę (ach, te poświęcenia), korzystam ze wsparcia przyjaciół i aktywnie zmieniam swoje życie na lepsze. Hura.

Mam też trochę czasu na rozwój własny. Dokonałam ostatnio pewnej przebudowy swoich planów na przyszłość i trochę zaczęłam się martwić, czy aby na pewno nie ładuję się do gniazda węży. Ale, jak ostatnio usłyszałam, o przyszłości decydujemy tu i teraz, działając na dostępnych opcjach – wybieganie myślą do przodu i snucie dalekosiężnych planów to słaby pomysł, szczególnie jeśli zanadto żyje się przyszłością, a za mało teraźniejszością. Więc chyba powinnam przestać martwić się na zapas i zatroszczyć o te opcje.

Z newsów zawodowych: wczoraj zaliczyłam wtopę. Alkoholową, a zatem potencjalnie niebezpieczną. Zwykle bardzo pilnuję ilości wypijanego alkoholu, ale podczas ostatniej randki miałam pusty żołądek (błąd!) i byłam spragniona (błąd!), więc zamiast rozluźnienia odczułam szumienie w głowie i przytępienie zmysłów. Z nowym klientem (BŁĄD!). Wydawał się w porządku, budził zaufanie, ale okazał się osobą, której należało stanowczo acz miło wyjaśnić podstawowe zasady gry. Czyli że nie ma przedłużania spotkania, chyba że za uzgodnioną dopłatą, i że nie spotkaliśmy się, aby się upić (pan też trochę przesadził).

Normalnie, jak sądzę, nie miałabym z tym żadnych problemów: jestem już dobra w stawianiu granic i proponowaniu satysfakcjonujących rozwiązań. Po alkoholu te problemy się pojawiły i klient trochę wlazł mi na głowę, a ja naprawdę nie miałam pomysłu, jak zareagować. Próbowałam myśleć, a tu szumy i złe pomysły w rodzaju dalszych ustępstw – ewidentny wpływ jednego kieliszka za dużo. Koniec końców klienta strząsnęłam z siebie z siebie za późno i za ostro. Skończyło się obopólnym niezadowoleniem ze spotkania. Pan z całą pewnością już nigdy do mnie nie wróci. Mogę sobie wmawiać, że i tak było zbyt ciężko, ale… sama na to zapracowałam. Na trzeźwo inaczej pokierowałabym spotkaniem i pewnie byłoby przyjemnie.

Chociaż może niekoniecznie. Teraz przychodzi mi do głowy, że ostatnia niesympatyczna sytuacja, sprzed ponad miesiąca, też miała miejsce, kiedy pan wypił za dużo i przedłużał spotkanie. Ja trzymałam się coli. Pan był zadowolony ze spotkania na tyle, że chciał kolejnego, ale mu odmówiłam – wcale nie chciałam powtórki. Więc chyba wstawieni klienci to moja słaba strona i powinnam pomyśleć na sucho, jak sobie z nimi radzić (zakazać picia…?). Nie, nikt nie był agresywny, ale alkohol jakoś bardzo utrudnia trzymanie się granic. Człowiek naciska, manipuluje i chce więcej, i więcej… W każdym razie zachowanie trzeźwości własnej to podstawa!

Może macie jakieś pomysły, jak radzić sobie z klientem, który upija się w trakcie spotkania? Chętnie przyjmę porady i sugestie.

PS. Na Asku odpowiadam na pytanie, czy praca seksualna jest dobrym lekarstwem na nieśmiałość w kontaktach męsko-damskich.

0

You may also like

Co wspólnego ma wytrysk z etyką zawodową?
Trigger: upicie się w sztok