3
Wrz
2017
1

Mogę sobie na to pozwolić

Mówi się, że prostytutka tym różni się od sponsoretki, że musi umawiać się z każdym. To pic na wodę i fotomontaż, przynajmniej w przypadku osób niezależnych.

Kilka lat temu, gdy byłam na mojej pierwszej w życiu sesji coachingu, usłyszałam „nie współpracuję z każdym”. Rozmawiałyśmy o obsłudze klienta biznesowego (chciałam wówczas uruchamiać własną działalność) i moja coach wyjaśniła mi, że nie wszyscy, którzy się do niej zgłaszają, zostają jej klientami.

Przyznam, że byłam porządnie zaskoczona. Jak to, to ona wybiera sobie klientów? I mogłaby na przykład mnie odrzucić, gdyby nam się źle rozmawiało? Jej stwierdzenie i postawa były czymś, co utkwiło mi w pamięci bardziej niż temat, który omawiałyśmy (z biznesu zresztą nic nie wyszło, ale na szczęście nie utopiłam w nim wiele gotówki).

Po tych kilku latach sama działam według tego schematu. Mam swoje standardy i jeżeli jakiś mężczyzna je przekracza, na przykład odzywając się do mnie brzydko, nie umawiam się z nim. Często też celowo zniechęcam do siebie rozmówców, którzy mi się nie spodobają: to subtelna gra. W szczególnie trudnych sytuacjach odmawiam wprost.

Nie każdy musi być moim klientem i nie potrzebuję gotówki każdego, kto chce ją u mnie zostawić. Nie chcę sprzedawać swojego komfortu za X00 zł/h. Zarabiam akurat tyle, żeby czuć się w miarę bezpiecznie. Zapewne gdybym zagryzała zęby i wychodziła z założenia, że „klient ma zawsze rację” i „klient nasz pan”, byłabym nieco bogatsza materialnie, ale czy to pokryłoby straty moralne? Wątpię.

W praktyce trzymanie się swoich założeń bywa trudne. Najciężej jest mi stawiać granice klientom kiedy w portfelu pustki, zbliżają się terminy płatności, a telefon milczy. Wtedy pojawia się presja na przyjmowanie każdego, kto zadzwoni – tym bardziej złośliwa, że nie zawsze jestem jej świadoma. Ale powoli uczę się działać słusznie i w takich sytuacjach.

1

You may also like

Co wspólnego ma wytrysk z etyką zawodową?
Sztuka mówienia „nie”