9
Wrz
2017
3

Zbawić dziwkę

„Save us from saviors”, głosi jedno z haseł na transparentach seksworkerskich z całego świata. Pojęcie „zbawiciela” do niedawna było dla mnie czysto teoretyczne, aż tu nagle los pokarał mnie w dwójnasób.

W niedługim czasie byłam dwukrotnie nawracana na „właściwą” ścieżkę. I mi się nie podobało!

Szlag mnie trafia, kiedy katolik lub inna umoralniona istota wciska się ze swoimi wartościami do mojego życia, ogląda je (obowiązkowo powierzchownie) i wyrokuje, że pomogłoby mi, gdybym znalazła sobie inną pracę. Pardon, pracę, jakąkolwiek, bo teraz przecież nie pracuję.

Ja katolika nie nawracam na poliamorię czy cokolwiek w tym stylu. Rozumiem, że pewnego muru nie przeskoczy i oczekuję jedynie pokojowej koegzystencji. Ale niektórzy nie potrafią koegzystować. Muszą wypuszczać niechciane macki „pomagania”. Tak jakby w ogóle byli kompetentni.

Powiedzcie mi, jaką wartość ma wskazówka Wujka Dobra Rada, żebym poszła do jakiejkolwiek pracy, nawet za 1300 zł, skoro to nie pokryje nawet 1/5 moich miesięcznych kosztów utrzymania? Ach, bo Wujek myślał, że ja śpię na pieniądzach, które przepuszczam następnie na byle co… No, nie. Tak jakoś.

Dochód = Przychód – Koszty. K-o-sz-t-y.

No to do korporacji, zaproponował Wujek Dobra Rada 2. Tam zarobię więcej… i umrę jako korposzczur. Tak się składa, że nadaję się do korpo mniej więcej tak, jak do opery, czyli w ogóle. Jestem skrajną indywidualistką i nie umiem się przystosowywać do reguł, które obowiązują „bo tak”, a równocześnie łatwo popadam w pracoholizm. Ale on oczywiście dopisał sobie inną historię.

Problem ze „zbawianiem” jest taki, że oni w ogóle nawet nie zapytali mnie o moje cele, potrzeby, zainteresowania. Po prostu założyli, że źle prowadzę swoje życie i oni – mniej lub bardziej obcy mi mężczyźni – teraz mi je naprostują.

A ja nie chcę. Mam dokładnie przemyślane i rozpisane, co chcę osiągnąć i w jakiej kolejności. Śmiem twierdzić, że przewyższam tym większość ludzi, bo większość żyje bez planu, kierując się na przykład… potrzebą pójścia do jakiejś pracy (jakiejkolwiek) czy potrzebą zawarcia związku małżeńskiego z jakąś osobą (pierwszą, która się napatoczy).

Nienawidzę podważania moich kompetencji oceny, czy jest mi dobrze w życiu, czy podejmuję dobre wybory itd. Naprawdę dobrze sobie radzę, przynajmniej jak na warunki, które były mi dane (niezbyt sprzyjające). I mam alergię na stereotyp „tej biednej dziwki, która utknęła w seksbranży i nie widzi dla siebie innych opcji”.

Wiecie, że dostałam sugestię ubiegania się o darmowy kurs czegoś, czego mogłabym się z łatwością nauczyć  ze źródeł dostępnych w Internecie gdyby tylko mi na tym zależało? Poczułam się naprawdę dotknięta. Nie zależy mi, bo to strata czasu. Wolę w tym czasie uczyć się czegoś, co przybliży mnie do wymarzonej przyszłości. Ale nie, niech „biedna dziwka” uczy się alternatywnego zajęcia i dołączy do grona niskoopłacanych prekariuszy, na pewno będzie jej lepiej i szybciej osiągnie swoje cele…

…ale zaraz, jakie cele? Jakie „szybciej”?

Widzicie, mam wrażenie, że dla niektórych nie liczy się, by człowiek był szczęśliwy tylko aby żył według odgórnie określonych zasad i wartości. Nieważne, że to nie są uniwersalne zasady i wartości, bo tym ludziom wydaje się, że powinny być. Że skoro im życie w ten sposób daje spełnienie lub jego ułudę, to inni też tak muszą.

Tak więc moje osobiste wartości i ambicje nie są ważne. Ja jako człowiek, indywidualność, nie mam znaczenia. Ważne jest tylko, żebym przestała już być biedną dziwką i aby zbawiciel mógł pogłaskać z dumą swoje skromne, wolne od pychy ego.

Jestem rozgoryczona, zawiedziona i zła.

3

You may also like

Mansplaining w wykonaniu feministki