21
Wrz
2017
0

Skoro robisz to za pieniądze, to wcale nie masz na to ochoty!

Ukazał się nowy wywiad z pracownicą seksualną: Rozbieranie się przed kamerką jest dla mnie siłą, nie opresją. Kitty Tease, bo któżby inny, jak zawsze mówi z dużym sensem i jeszcze większym zacięciem feministycznym.

Z tej okazji na grupie Dziewuchy Dziewuchom dyskusja Polek z Polkami. Czy prostytutka (ludziom się wyraźnie miesza terminologia) może być feministką i dlaczego nie. Przeczytałam fragmenty, nie wiedząc, czy się śmiać, czy może płakać nad głupotą ludzką.

Szczególnie głupi wydał mi się komentarz jednej pani, która upierała się, że jeśli prostytutka uprawia z kimś seks za pieniądze, to znaczy, że nie ma na to ochoty. Bo gdyby miała, to by robiła to za darmo.

Proszę pani i wszystkich, którzy myślą, że ma to sens. Seks = praca, tak? Przynajmniej dla pracownicy seksualnej. Więc czemu miałaby to robić za darmo?

Równie dobrze można upierać się przy myśli, że skoro profesjonalistka-graficzka żąda pieniędzy za narysowanie komuś portretu, to nie lubi rysować. Bo gdyby rysunek był jej szczerą pasją, to sportretowałaby cię za darmo.

Można też się upierać, że opiekunka do dziecka nie lubi swojego podopiecznego, bo gdyby go lubiła, to zajmowałaby się nim za darmo.

Bardzo logiczne, prawda?

Otóż tym różni się profesjonalistka od amatorki, że za tę samą czynność, często wykonaną z tym samym zacięciem i tej samej jakości, ta pierwsza bierze pieniądze, a ta druga raczej tych pieniędzy odmówi. Wydaje się to oczywiste, ale kiedy rozmowa zbacza na temat pracy seksualnej, ludziom nagle mózgi odmawiają współpracy i zaczynają pleść trzy po trzy.

Jak już tu pisałam nie raz, często mam spotkania z panami, których nie wygoniłabym ze swojego łóżka. Ale praca to praca. Na tej samej zasadzie, gdybym była graficzką czy opiekunką do dziecka, nie pracowałabym za darmo „po znajomości” czy „do portfolio”, czy „w czynie charytatywnym”… no dobrze, to ostatnie chyba jednak tak, przecież jestem urodzoną działaczką. Ale mimo wszystko – nie robiłabym za darmo tego, za co biorę pieniądze i nie ma to nic wspólnego z chceniem. To czysta ekonomia. Rachunki się same nie popłacą. Jest kilka osób, które płacić nie muszą, ale można je policzyć na palcach jednej ręki ser Davosa z „Gry o tron”.

A propos aktywizmu, skontaktował się ze mną zespół badawczy DESIrE: Demand for Sexual Exploitation in Europe. O tym międzynarodowym projekcie możecie posłuchać pod koniec wywiadu ze Zbigniewem Lasocikiem dla TokFM. Jestem bardzo ciekawa rozmowy (będę w niej brała udział jako jedna z przedstawicielek Sex Work Polska), choć projekt wydaje mi się z lekka kontrowersyjny. Albo może właśnie dlatego.

0