24
Wrz
2017
1

Dwa oblicza samca alfa i kupowanie seksu przez kobiety

Kilka dni temu miałam niemiłą przygodę, która na szczęście skończyła się dobrze. Pamiętacie może, że czasami piszę, że w tej pracy ważna jest profilaktyka przemocy: jeśli pojawia się potencjalnie agresywny klient, to nie należy go prowokować ani eskalować konfliktu, za to warto jak najszybciej udać się w miejsce publiczne (nawet wspólnie) i tam pożegnać, najlepiej pod jakimś pretekstem.

Pożegnałam się zatem ładnie i wszystko się dobrze skończyło, ale po drodze nieźle spanikowałam. Gdyby nie to, że cały czas byłam w kontakcie z zaufaną osobą, która mi podpowiadała następne działania, to może – może – coś by się stało.

To pierwsza od bardzo dawna taka sytuacja. W pewnym sensie: niestety, bowiem nie do końca mam wdrożony skrypt działania. Naprawdę potrzebowałam wsparcia z zewnątrz, bo mój spanikowany umysł generował zbyt wiele scenariuszy. Poza tym ciężko mi się myśli na włączonym alarmie.

Niestety w tej pracy zdarzają się trudni klienci. Większość z nich nie ma złych intencji, ale po prostu mają zakodowane skrypty agresywnych reakcji i niejako je narzucają drugiej stronie. Ten konkretny klient był bardzo dobry w narzucaniu się drugiej osobie. Typowy patriarchalny samiec, który nie kontroluje swojej męskości. Niedojrzały i niebezpieczny. Tykająca bomba pod cienką warstewką szarmancji.

Wczoraj za to miałam przesympatyczne spotkanie z mężczyzną, który swoją męskość doskonale rozumie i wyraża w konsensualny sposób. Również dominujący, ale z wdziękiem kulturalnego badboya. Choć ocieka testosteronem, to w jego przypadku jest to zaleta, która sprawia, że mnie miękną kolana, bo on cały czas działa w obopólnie uzgodnionych granicach i nie jest seksistą. Naprawdę lubię spędzać z nim czas. Jest chodzącym dowodem na to, że można być samcem alfa i nikomu nie zagrażać, a swoją siłę wykorzystywać do chronienia siebie i bliskich oraz słabszych. Bardzo lubię ten gatunek człowieka – niestety w dobie kryzysu męskości jest on na wyginięciu. A szkoda. Gdyby wszyscy mężczyźni byli jak on, feminizm prawdopodobnie nie byłby już potrzebny.

A propos feminizmu, ostatnio zobaczyłam krytykę tego, że nikt nie kwestionuje „męskiego prawa do kupowania kobiet”. Chodziło oczywiście o to, że mężczyźni wciąż stanowią większość klientów w branży seksualnej. I rzeczywiście, ten temat jest rzadko poruszany przez osoby popierające prawa sekspracownicze. Czemu? W moim przypadku: bo moim zdaniem każda pełnoletnia osoba ma prawo do kupienia sobie seksu co jakiś czas. Mężczyzna, kobieta, osoba transpłciowa… każdy. Jestem za totalnym równouprawnieniem.

Niestety większość kobiet w ogóle nie dopuszcza tej możliwości. Wspólnie zamówić kogoś do trójkąta: tak, to już się zdarza. Szczególnie jeśli chodzi o poszukanie kobiety dla partnera. Ale tak dla siebie, egoistycznie, pod kątem własnej przyjemności? Przecież zadbanie o siebie to wyzyskiwanie kogoś innego. Nawet jak mam się spotkać z parą, to raczej jest to pod kątem pana, a jeśli pod kątem kobiety… to zawsze dzwoni partner. I prawie nigdy nie dochodzi do spotkania. Rozmawiałam kiedyś z młodym heteroseksualnym escortem i mówił, że ogłasza się na portalach dla homoseksualnych mężczyzn, bo z samych usług dla pań by się nie utrzymał.

Trochę szkoda. Znam mnóstwo mężczyzn, którym największą przyjemność sprawia dawanie przyjemności. Niektórzy nawet chcieliby robić to za pieniądze, tak dla frajdy i łatwiejszego dostępu do różnorodności kobiecych ciał i osobowości. Czasem rozmawiam o tym z klientami. Co któryś nawet zamieścił ogłoszenie, ale oddźwięk… ech, szkoda gadać. Wśród kobiet jeszcze nie rozwinęła się kultura klientek – nie mają pojęcia, co i jak. Choć ostatnio jednej coś tam podpowiedziałam, więc powoli raczkujemy w kierunku obopólnego dostępu do płatnego seksu 😉

1