30
Wrz
2017
0

Ryzyko zawodowe: gwałt i inna przemoc

Dawno, dawno temu, kiedy byłam małym dzieckiem, zapamiętałam, że jeżeli spadnę z huśtawki, to muszę na nią wejść jeszcze tego samego dnia, bo inaczej wykształci mi się uraz do huśtawek.

Kiedy kilka dni temu miałam wspominane już trudne spotkanie z klientem, które wymagało interwencji bliskiej mi osoby, nazajutrz czułam silny opór przed pojechaniem do pracy. Do mieszkania, w którym poprzedniego dnia czułam się zagrożona i z którego musiałam wyjść, żeby zabezpieczyć się przed ewentualną przemocą. Do pozostałości po imprezie, których nie miałam kiedy posprzątać. Do dwóch brudnych kieliszków na stole i butelki niedopitego wina. Do prezerwatywy rzuconej gdzieś na podłodze.

Nawet o nim nikomu nie mówiłam, bo wiedziałam, że albo usłyszę złe „dobre” rady, albo to, co wiedziałam sama: zwalczyć opór w zalążku.

Pojechałam. Posprzątałam. Przyjęłam kolejnego klienta.

Praca seksualna jest bardzo specyficzna. Na ogół jest dobrze, często jest świetnie, ale czasami jest niebezpiecznie. Bywa, że coś się wydarza. Tym razem udało mi się uniknąć niebezpieczeństwa, ale do tej pory dwukrotnie zostałam w niej zgwałcona. (Oraz dwa lub trzy razy w związku, co było zupełnie inne i znacznie gorsze).

Za każdym razem podjęłam pracę jeszcze tego samego dnia. Tak się złożyło, że miałam okazję, więc z niej skorzystałam. Owszem, jedno z tych doświadczeń trochę odchorowywałam. Kilka dni nie byłam w formie, miałam stany depresyjne, nie chciało mi się wstawać z łóżka. Porządkowałam sobie myśli. Przegadywałam sprawę z bliskimi. Dbałam o siebie. Ale nie przesadnie.

Drugie z tych doświadczeń po mnie spłynęło.

Ryzyko zawodowe jest jakie jest. Na budowie możesz spaść z wysokości lub walnąć się młotkiem. W cyrku może cię zaatakować dzikie zwierzę. W dziale obsługi klienta możesz trafić na psychopatę, który zrobi z ciebie galaretkę. W wojsku możesz trafić na front, w policji – wziąć udział w strzelaninie lub oberwać od kibola, a jako strażak – porządnie się poparzyć. Nawet w KFC możesz się oblać wrzącym olejem, jeśli będziesz mieć pecha. A jeśli wybierzesz pracę z młodzieżą, to mogą ci wsadzić kosz na śmieci na głowę, nakręcić to i puścić po świecie.

W pracy seksualnej, gdzie wchodzisz w bardzo intymną relację z randomowym człowiekiem, możesz doświadczyć przemocy, w tym gwałtu. Taki los.

I musisz umieć z tym żyć i pracować.

Przydałoby nam się wsparcie psychologiczne, takie, do jakiego mają dostęp policjanci po udziale w strzelaninie (mają, prawda? na filmach widziałam…). Cykl konsultacji, w których mogłybyśmy brać udział, żeby zamknąć temat i zminimalizować ryzyko traumy i PTSD. Wiele osób nie ma niestety do tego dostępu i są zmuszone radzić sobie na własną rękę, lepiej lub gorzej. To jest do zmiany.

Jednak należy pogodzić się z tym, że takie ryzyko zawodowe po prostu istnieje. Najlepiej jeszcze przed podjęciem pracy w zawodzie.

Wiem, że to co teraz piszę, może dla niektórych brzmieć dziwnie lub przerażająco, ale takie jest życie. Praca seksualna uczy pewnej odporności na doświadczenie przemocy seksualnej – choć oczywiście nie czyni to tej przemocy ani odrobinę mniej złej i obrzydliwej.

Swoją drogą, zadziwia mnie to, że na przykład na kradzież wolno nam reagować bardzo rozmaicie, włącznie z totalnym zlekceważeniem (moja mama miała traumę po tym, jak jakiś człowiek wyrwał jej w nocy torebkę koło domu; przyznam, że byłam tym nieco zaskoczona), a w przypadku niestandardowej reakcji na gwałt możemy spotkać się z poprawianiem nas, że przecież gwałt to trauma.

A co, jeśli czasem nie? Nadal jest to zła rzecz i przestępstwo, ale nie trauma. Nie w tym konkretnym przypadku. Co wtedy?

Co, jeśli ktoś nauczy się szybko przechodzić z fazy „ofiary przemocy” do „survivora” (ocalałego)? Czy to naprawdę czyni gwałt mniej złym…? Poważnie w to wątpię.

Ciekawa jestem Waszych opinii.

0

You may also like

(Nie)Świadomi konsumenci pornografii
Czy Ty też narażasz nas na niebezpieczeństwo gwałtu?