6
Paź
2017
0

Jestem częścią przygody

Już po opublikowaniu ostatniej notki o ryzyku zawodowym miałam przyjemność spotkać się z panem pracującym w zawodzie, który z tym ryzykiem wiąże się nieodłącznie.

Porozmawialiśmy sobie trochę. Rozmowę, z zachowaniem anonimowości klienta, można streścić do:

– Lubisz swoją pracę?
– Tak. Każdy klient jest inny, zawsze coś się dzieje. A ty lubisz swoją?
– Tak. Zawsze coś się dzieje i nigdy nie jest tak, jak poprzednio.

Wygląda na to, że nie jestem jedyną osobą, dla której różnorodność doświadczeń i ich nieprzewidywalność (mimo pewnych schematów działania) jest atutem przewyższającym obawy, że coś się nam kiedyś przydarzy złego. Adrenalina. Przygoda.

Różnica polega na tym, że jego zawód jest ceniony społecznie, a mój stygmatyzowany oraz bagatelizowany (bo kto doceni osobę, która sprzedaje przyjemność?). Dlatego kiedy mówimy o ryzyku, on jest odważny i bohaterski, a ja… ostatnio słyszałam gdzieś, że autoagresywna. A już na pewno dziwna.

Rzeczywiście z cudzej perspektywy, kiedy kieruje się innymi wartościami, czyjeś podejście do swojej pracy może zadziwiać, a nawet szokować. Jak można tak lekko mówić o tym zagrożeniu czyhającym na biednego pracownika? Jak można myśleć o nim jak o ryzyku zawodowym czy innym dobrodziejstwie inwentarza (np. obcowaniem z trupami przez patologa), na zimno, bez popadania w histerię?

Są prace, w których nigdy nie umiałabym się odnaleźć. Nudne, powtarzalne, wymagające skrupulatności i bez pogłębionego kontaktu z drugim człowiekiem. Dla mnie to ucieleśnienie koszmaru. Próbowałam, byłam tragiczna. Z drugiej strony, bałabym się też pracować  na wysokości, gasić pożary, działać w policji. Są ryzyka, które mogę ponieść i takie, których nie toleruję. Potrzebuję przygody, ale nie aż takiej, żeby ktoś do mnie strzelał.

Ryzyko związane z pracą seksualną jestem skłonna tolerować. Zawsze, kiedy otwieram drzwi nowemu klientowi, czuję lekki niepokój, ale wierzę w siebie, w swoje doświadczenie (obecnie duszę w zarodku większość sytuacji konfliktowych zanim jeszcze je zauważę) i w statystykę: tylko kilka procent to niemiłe spotkania, na ogół jest miło i nic mi nie zagraża.

Do wielu ludzi to nie dociera. Nie rozumieją, że interesująca praca, będąca nierzadko przygodą, pozwalająca obracać się w dobrym towarzystwie i dawać przyjemność oraz rozrywkę innym, może być czynnikiem przeważającym. Dla nich liczą się tylko minusy. Te kilka procent, kiedy jest nieprzyjemnie i na które ja na co dzień nie zwracam uwagi.

*

Ostatnio jakaś Razemitka odkryła skrajnie insajderski tekst kierowany do osób rozważających podjęcie pracy w moim zawodzie i mający na celu przybliżenie minusów. Udostępniła wyselekcjonowane fragmenty w kontekście „reklamy prostytucji jako pracy jak każda inna” i posypał się hejt ze strony ludzi, którzy nic o pracy seksualnej nie wiedzą, traktują ją jak zło, nie rozumieją naszych wartości, nie znają idei profilaktyki przemocy (mówienie o jej istnieniu to „obwinianie ofiary”) i reagują histerią na słowa „przemoc seksualna, gwałt”. Zupełnie wyłączył im się mózg. Wyczytałam tam naprawdę dziwaczne rzeczy, włącznie z tym, że – jako pracownica seksualna – nie traktuję już mojego ciała jak własność, ponieważ uprawiam seks bez więzi emocjonalnej. Ale przede wszystkim poszło o to, że nie podeszłam do zagadnienia gwałtu od strony teoretyczno-feministycznej (kolejny tekst o tym, że patriarchat be, kultura gwałtu be, mechanizmy takie i takie) tylko praktyczno-seksworkerskiej (nie ma sensu mówić, że żyjemy w patriarchacie i kultura gwałtu obowiązuje, weź po prostu pod uwagę, że pewnie ktoś cię kiedyś zgwałci, czy nadal chcesz zatrudnić się w tej branży?).

Cóż. Założyłam, że odbiorcą tekstu jest inteligentna osoba, która rozważa pracę seksualną i nie przyszło mi do głowy, że dobiorą się do niego abolicjonistki, które nie zrozumieją, że nie są odbiorczyniami czy że bycie doświadczoną seksworkerką zmienia podejście do różnych rzeczy. Efekt ich hejtu jest taki, że nie wiem, co zrobić, bo ten tekst jest konieczny ZWŁASZCZA w kontekście depatologizowania pracy seksualnej, ale jest też wodą na młyn dla takich kretynek (kretynek nie z powodu poglądów tylko dlatego, że przerosło je przeczytanie ze zrozumieniem dwóch tysięcy słów). Może macie jakieś pomysły?

*

Z panem od ryzyka zawodowego rozmawiałam sporo o niebezpieczeństwach związanych z jego pracą. Na chłodno. Ma do nich cholernie dużo dystansu. Ja bym na jego miejscu wariowała ze strachu, że coś mi się stanie, że zrobię sobie krzywdę…

…ale na jego miejscu nie jestem. Więc zachowałam swoje myśli dla siebie.

Ostatnio miałam też bardzo miłego klienta-cudzoziemca, który po wszystkim powiedział mi „Uczyniłaś pewnego człowieka bardzo zrelaksowanym i szczęśliwym. Dziękuję. Tego właśnie potrzebowałem”.

I to jest moja perspektywa.

***

PS. Rewelacyjny materiał o taksówkarzach, w tym profilaktyka przemocy, czyli jak zadbać o swoje bezpieczeństwo. Podlinkowuję, bo często mnie wożą tu i tam, a poza tym panowie mówią sporo o pracy seksualnej.

0

You may also like

(Nie)Świadomi konsumenci pornografii
Czy Ty też narażasz nas na niebezpieczeństwo gwałtu?