11
Paź
2017
1

„Szanuję prostytutki, ale ich proceder jest obrzydliwy”

Dzisiaj porozmawamy sobie o dziwkowstręcie (whorephobii). Często w internetowych dyskusjach z naszym udziałem słyszę ripostę, że same pracownice i samych pracowników to ktoś przecież szanuje, ale… Zawsze jest to „ale”.

Jak pewnie wiecie z NLP, a jeśli nie wiecie to zaraz się dowiecie, użycie słowa „ale” ma taką magiczną moc, że kasuje w naszym mózgu wszystko, co zostało powiedziane wcześniej. Na przykład „jesteś zdolna, ale brzydka” lub „generalnie wszystko zrobiłaś dobrze, ale mam jedno zastrzeżenie„.

Tak więc z tym szacunkiem do nas to różnie bywa. Przyjrzyjmy się teraz kilku skojarzeniom z prostytutką.

Bardzo często mówi się o pracy seksualnej, że to upodlenie kobiety. Ostatnio, wśród komentarzy do mojego tekstu „To nie jest lekka praca”, przeczytałam, że ktoś „tak bardzo nie rozumie, jak osoby piszące takie rzeczy – hint: to o mnie – mogą mówić o godności i wolności”.

Nie jesteś uprzedzony, ale Święta Ladacznica jest niegodna, tak? Brakuje mi godności, bo podjęłam się takiej a nie innej roboty, od czasu do czasu niebezpiecznej. Zastanówmy się. Czy ktokolwiek chciałby usłyszeć o sobie, że nie ma godności? Czy dasz radę szanować osobę, która w twoich oczach jest niegodna?

Kiedyś  słyszałam, z ust streetworkerki i właśnie a propos pracy seksualnej, że „nie da się unurzać w szambie i nie śmierdzieć”. Baba miała czelność mówić o „przywracaniu nam szacunku do siebie”. Co robiła jako streetworkerka, nie mam pojęcia. Chyba reperowała sobie samoocenę.

Aczkolwiek powiedzenie jest nieprzyjemne, dobrze ilustruje pewną myśl: nie sposób szanować kogoś, o kogo pracy myśli się tak źle. Analogicznie jest z osobami LGB: sporo homofobów niby to ich szanuje, ale uważa homo/biseksualność za zło. Takie podejście automatycznie przekłada się na dyskryminację i wykluczenie społeczne grupy. W przypadku osób LGB jest to na przykład brak równości małżeńskiej. W naszym – kryminalizacja.

Kolejne skojarzenie z prostytucją to patologia społeczna i margines. Nie da się rozdzielić tu oceny pracy seksualnej od oceny pracowników i pracownic. Jesteśmy zwyrodniałe, robiąc coś tak poniżającego. Chore, jeśli to lubimy, i godne litości, jeśli musimy (ponownie przypomnę, że ten podział jest sztuczny).

Nie ma więc sensu dbać o nasze lepsze warunki pracy, bo to nie o to chodzi. Szczytem świadomości i humanitaryzmu jest troska o to, by nas wyrwać ze szponów patologii (plus taki, że niektórzy rzeczywiście potrzebują wsparcia do zmiany zawodu).

W oczach wielu ludzi nasza praca po prostu przekreśla nasze człowieczeństwo. Margines to już nie ludzie, margines to jakaś inna kasta, nad którą nie chcemy się nawet zastanawiać.

Prostytutka jest „brudna”, „skalana”. Dla wielu ludzi z naszej kultury seks, zwłaszcza ten bez zobowiązań, wciąż jest czymś nieczystym i grzesznym. Osoba, która „puszcza się na prawo i lewo” jest więc tym seksem skażona. Tu zwykle pojawiają się wyobrażenia tzw. Januszów, nieumytych członków, przepoconych podkoszulków. Uczucie, które temu towarzyszy, to obrzydzenie.

Dodajmy jeszcze, że seks jest za pieniądze, a mam wrażenie, że pieniądze w naszej kulturze, te duże szczególnie, też są „brudne”. W każdym razie rzadko mówi się o nich dobrze.

Gdybym miała się ujawnić przed kimś, kto rzekomo szanuje prostytutki, ale nie uważa pracy seksualnej za pracę, obawiałabym się oceniana i traktowana z góry. Przypuszczałabym, że ta druga osoba będzie się nade mną litowała albo mną pogardzała (te uczucia są zresztą do siebie zbliżone). Wiedziałabym, że nie tylko ten ktoś ma w głowie pełno bzdur na mój temat, ale jeszcze uważa te bzdury za prawdę oraz zastrzega sobie prawo do własnego zdania (homofoby i rasiści też chcą je mieć). Oczywiście nie miałabym pewności, że zachowa moje sprawy dla siebie.

Nie chcę być tak postrzegana. Mam swoje życie mniej więcej pod kontrolą, podejmuję świadome decyzje, dobrze zarabiam. Mimo przeciwności losu wytrwale dążę do celu. Domagam się autentycznego szacunku, a nie litościwego uważania mnie za tę, której się nie powiodło i trwania przy swoich bzdurnych wierzeniach o brudzie, upodleniu i marginesie społecznym.

Dziwkowstręt jest na razie wszechobecny. Ludzie są tak pouprzedzani i tak przekonani o swojej najświętszej racji, że nie są w stanie dopuścić głosów ze środowiska, mówiących coś zupełnie przeciwnego do tego, w co wierzą.

Z czasów szkolnych pamiętam jak osoba uważana przeze mnie za światłą mówiła, że mogłaby się przyjaźnić z gejem, ale tylko dlatego, że nie ma dzieci. A gdyby miała syna, to ona nie wie… To było gdzieś przed kampanią „Niech nas zobaczą” i przed założeniem Kampanii Przeciw Homofobii.

Byłam młodziutka, głupiutka i pomyślałam sobie, że łał, oto moja starsza koleżanka poruszyła takie tabu, rzeczywiście podniosła ważną kwestię, ale jaka ona jest otwarta i tolerancyjna.

Dziś wiem, że moja już była koleżanka „szanowała homoseksualistów, ale…”. Najbardziej szanowała tego jednego, który „żył w czystości”. Dziś nie mamy chyba wątpliwości, że jej postawa była homofobiczna.

Chciałabym, żeby dziwkowstręt był równie dobrze rozpoznawalny.

1

You may also like

Co najczęściej robię z moimi klientami?
Dynamika władzy w usłudze seksualnej