13
Paź
2017
0

Barmankę w Belgii…, czyli nie znam się na sztuce współczesnej

Szukając linków do najnowszych przemyśleń, znalazłam dokumentację performansu Iwony Demko, znanej w kręgach feministycznych rzeźbiarki kobiecej. Iwona Demko afirmuje bardzo intensywnie kobiecą seksualność, tworzy słodkie poduszeczki-waginy (chcę taką!) oraz w bardzo różowy sposób przedstawia różne problemy społeczne. Kiedyś miała fazę na sprzeciwianie się pracy seksualnej, nawet się o nią pokłóciłyśmy, tylko nie zamierzałam się ujawniać jako jedna z seksworkerek. Rozmawiałam z nią prywatnie w stylu „mam koleżankę, która…”. Chyba mi uwierzyła. W koleżankę. Bo na pewno nie w to, co jeszcze jej próbowałam przekazać.

Performans Iwony Demko wyglądał tak:

i była to część akcji sprzeciwiającej się rekrutowaniu kobiet do prostytucji na „barmankę w Belgii bez znajomości języka”.

Osobiście widzę tu fantazję BDSM w wersji Hello Kitty, ale ja się nie znam na sztuce. W każdym razie zastanawiam się, jak wiele osób ten performens podniecił zamiast wzburzyć. Falliczny kształt, chłosta w wykonaniu umięśnionego i zamaskowanego pana, seksownie ubrane lalki (w komentarzach na YouTube zauważyłam żale, że to nie prawdziwe kobiety)… Dziwi mnie wyobraźnia osoby, która dla zwrócenia uwagi na dramatyczny problem stworzyła scenę tak pełną erotycznych podtekstów rodem z „50 twarzy Greya”.

Pod tym różowo-cekinowym cudem są podobno print screeny z wiadomościami dotyczącymi handlu ludźmi, a przechodniom były rozdawane pudełka zapałek z uśmiechniętą dziewczyną na wierzchu i ręcznie przepisanymi wyznaniami autentycznych ofiar w środku (źródło wyznań: La Strada), więc bez wątpienia chodziło o przykucie uwagi i zmieszanie odbiorcy, ale czemu akurat BDSM?!

Integralną częścią projektu jest także, jak mi się wydaje, artykuł Demko poświęcony problemowi i on już nie jest taki zabawny. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jest o handlu ludźmi, zawiera statystyki i zimne fakty. Po drugie, zawiera niebezpieczne manipulacje tymiż faktami.

Zaczyna się na pozór niewinnie:

Według dziennikarki Isabel Pisano, która swoje rozmowy z prostytutkami zapisała w książce „Dziwka” zaledwie 4 procent prostytutek oddaje się dobrowolnie. Reszta z tych kobiet jest do tego zmuszona przez sytuację życiową (najczęściej finansową) lub zmuszana wbrew własnej woli(zwerbowana, kupiona czy przemycona przez mafie handlarzami kobiet).

Mamy tu jednak klasyczny dychotomiczny podział na „dobrowolny wybór | przymus ekonomiczny”, zgodnie z którym ja, zmuszona przez sytuację życiową (potrzebowałam tej pracy na wyjście z biedy i bez niej bieda dopadnie mnie w kilka miesięcy), jestem w jednolitej grupie 96% niedobrowolnych ofiar prostytucji, potraktowana w dodatku na równi z kobietą z handlu ludźmi.

Dalej są fakty, już tylko o handlu ludźmi, a potem niebezpieczna generalizacja:

Wyniki badań amerykańskich dowodzą, że prostytutki mają typowe objawy stresu pourazowego, które dotykają ludzi po gwałcie, katastrofach i innych ekstremalnych przeżyciach. Dręczy je głębokie poczucie winy, które zmniejszają poprzez mechanizmy obronne, takie jak zaprzeczenie.

I znowu o handlu ludźmi, a potem:

Z badań wynika, że z usług prostytutek korzysta co dziesiąty Polak, jak często trafia on na kobietę prostytuującą się wbrew swojej woli, zatem pochodzącą z handlu trudno oszacować…

Przed chwilą „wbrew swojej woli” to był także przymus ekonomiczny, a teraz już tylko handel ludźmi. Najgorsze, że dla Demko to chyba naprawę wszystko jedno, bo w dyskusji ze mną też powoływała się na te 4% Pisano.

Jest jeszcze jeden artykuł Demko poświęcony temu samemu projektowi i on jest już bardzo, ale to bardzo niebezpieczny.

Według psychologów nie ma prostytucji, która by nie odbijała się negatywnie na psychice kobiety. Niezależnie czy kobieta sama podejmuję decyzję o prostytuowaniu się, czy jest do tego zmuszana, efekt jest ten sam. Wyniki badań amerykańskich naukowców dowodzą, że prostytutki mają typowe objawy stresu pourazowego, które dotykają ludzi po gwałcie, katastrofach i innych ekstremalnych przeżyciach. Dręczy je głębokie poczucie winy, które zmniejszają poprzez mechanizmy obronne, takie jak zaprzeczenie. Dlatego te, które pracują w tym zawodzie dobrowolnie, zapytane, zaprzeczają temu. Twierdzą że taka praca nie stanowi dla nich problemu.

Czyli jeśli twierdzę, że nie mam poczucia winy, to przemawia przeze mnie mechanizm obronny? Gdybym była Iwoną Demko, poruszyłabym ten problem poprzez ociekający różową seksualnością projekt przedstawiający zakneblowaną kobietę… Kiedy czytałam to pierwszy raz, trafił mnie szlag. To z powodu tego knebla „zaprzeczenia” nie ujawniłam się przed artystką.

Z artykułu Demko mogę też się dowiedzieć, że „według badań prostytutki są gwałcone średnio raz w tygodniu” oraz że „co trzeci klient jest zaburzony”. To pierwsze jest śmieszne: gwałciciele stanowią promil moich klientów. To drugie mnie niepokoi. Co to znaczy „zaburzony”? Czy jak ma zaburzenie erekcji, to jest zaburzony? Czy jak hołubi moje stopy, to jest zaburzony? Czy jak ma ochotę na głębokie gardło, to jest zaburzony? Czy jeśli cierpi na problemy natury psychologicznej, o których ja najczęściej nie mam pojęcia, albo jest chorobliwie nieśmiały, to jest zaburzony? Mnóstwo ludzi „jest zaburzonych”. Wytykanie im tego to stygmatyzacja. (Notabene dopiero co był Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego).

Dalej w tekście jest stek bredni i stereotypów, których powielanie przyczynia się do naszej stygmatyzacji:

Nierzadko ma się do czynienia z klientem, który wzbudza obrzydzenie lub jest brutalny. Aby poradzić sobie w takiej sytuacji, kobieta prostytuująca się musi odciąć się od własnych emocji. Musi traktować seks jedynie jako akt fizjologiczny, musi uprzedmiotowić swoje ciało, aby przestać odczuwać wstręt czy ból. Zdecydowanie łatwiej przychodzi to pod wpływem różnego rodzaju używek, które pomagają wyłączyć negatywne emocje. Kobieta powoli traci szacunek do siebie. Prostytutkom towarzyszy nieustannie strach, gdyż nigdy nie wiadomo na jakiego klienta trafią. Jej ryzyko zawodowe to gwałt, poniżenie, możliwość zakażenia chorobą. To wszystko w konsekwencji może prowadzić do depresji czy nerwicy. Oprócz tego dochodzi lęk przed odkryciem prawdy przez bliskich czy znajomych. Lęk ten towarzyszy im do końca życia. Dopóki panuje ostracyzm w stosunku do prostytutek, lęk ten nigdy nie przestanie istnieć. Nawet kobiety, które zostały zwerbowane do prostytucji wbrew własnej woli noszą piętno stygmatyzacji. Mimo wszystkich konsekwencji nie jest łatwo zerwać z prostytuowaniem się. Psychologowie twierdzą, że prostytucja uzależnia tak jak alkoholizm, można łatwo w nią wejść, ale potem trudno się wycofać.

Z tego co wiem, Iwona Demko nieco zmieniła swoje podejście do pracy seksualnej pod wpływem wielu rozmów i chwała jej za to, ale te teksty i dzieła nadal są dostępne w sieci i nadal budzą moje, hmm, zmieszanie.

0

You may also like

Co najczęściej robię z moimi klientami?
„Warto rozmawiać” 21.05 – niby z nami, a jednak bez nas