5
Sty
2018
0

Reklamowanie prostytucji i prostytutki…?

Internet cały czas wrze po materiale w Dzień Dobry TVN z Oliwią Misiak i rozmowie w studiu o niej samej z panią psycholog (psycholingwistką, jak się dowiaduję – rzeczywiście ekspertka…). Czytam artykuły.

Jest więc oburz Karoliny Korwin-Piotrowskiej, że TVN reklamuje prostytucję i odpowiedzi Mateusza Hładkiego i Anny Kalczyńskiej z „Dzień Dobry TVN”, że nieprawda, rozmowa w studiu wyraźnie pokazuje, że nie reklamują (a wręcz potępiają, wybrzmiewa z ich wypowiedzi – i taka też była wszak wymowa tej studyjnej pogawędki) (dyskusja cytowana tu). Podobnie – „przestańcie reklamować tę prostytutkę” – reaguje sporo internautów (źródło).

Święta Ladacznica zalicza więc zgona, bo (kolejny raz) wychodzi na to, że praca seksualna, nawet tak szeroko pojęta, że przechodząca w związki otwarte z bogatszymi panami, jest aż takim tabu, że pokazanie w mediach zadowolonej i spełnionej pracownicy seksualnej to reklama. Bo należy mówić gremialnie, że to zło, niemoralność, zaburzenie ładu społecznego. Bo należy hejtować i wykluczać (psycholingwistka ze studia wyraźnie uważa to za wskazane i korzystne dla społeczeństwa). Bo stygmatyzacja jest dobrem. Bo trzeba straszyć HIV-em i STI, niemożnością założenia rodziny i smutną, samotną przyszłością. Bardzo wyraźnie to wybrzmiewa.  Jest jasny podział na „dobre” i „złe” przedstawienie pracy seksualnej.

(Pamiętacie, że moje pozytywne-i-aseksualne przedstawianie pracy seksualnej na Facebooku skończyło się banem z powodu obscenicznych treści?)

Smutne to potwornie, bo pokazuje, że nawet elity intelektualne są w naszym kraju skrajnie konserwatywne, seks-negatywne i niesłychanie zafiksowane na zachowaniu zaściankowego status quo, zaglądaniu innym pod pierzynkę i osądzaniu od czci i wiary. O ile homoseksualność została już oswojona, a poliamoria czasami przedstawiana jest jako dziwaczny ale w zasadzie tolerowany alternatywny styl życia, o tyle tutaj… Zło. Zło ucieleśnione.

I jeszcze ta pasja, żeby „nazywać rzeczy po imieniu: to prostytucja”. No, nie. Prostytucja to węższe zjawisko, prostytucją zajmuję się ja. Działalność Oliwii polega na czymś zupełnie innym. Mnie na sugar dating szkoda czasu, bo luksusowa wycieczka czy zakupowe szaleństwo nie pokryją mi rachunków, a zanim relacja z Iksińskim dojrzeje do momentu, w którym wybierzemy się w świat, to właściciel mojego mieszkania wywali mnie za nieopłacony czynsz. Oba zjawiska wydają się identyczne: dziewczyna ma korzyści materialne z kontaktów z bogatszym i starszym mężczyzną, ale niestety nie są. Niestety, bo lubiłabym egzotyczne wyjazdy i zakupy w luksusowych sklepach. Ale mój profil zawodowy jest inny i przyciąga innych klientów. Tak, wchodzę z nimi często w relacje, ale one są dodatkiem do wymiany „pieniądze za seks”. A Oliwia robi dokładnie odwrotnie: wchodzi w relacje, w których pieniądze i seks są dodatkami. Najczęściej niezależnymi. Co więcej jeden z nich, seks, nie jest obowiązkowy.

Czytając ostatnie artykuły, dotarłam do starszej publikacji, dość długiego wywiadu z Oliwią w Na Temat. Tytuł jest bardzo nieszczęśliwy, totalny clickbait, ale treść – super. Zobaczcie sami. Przeczytałam uważnie i mam dla tej dziewczyny ogromnie dużo szacunku. A nawet trochę jej zazdroszczę – choć nie, nie zamieniłabym się. Cenię swoją niezależność.

0

You may also like

Śniadaniówka prawdę ci powie