5
Sty
2018
0

Śniadaniówka prawdę ci powie

Mam nową idolkę. Jest to Oliwia Misiak z niedawnej audycji w Dzień Dobry TVN. Sugar baby, która ma pracę, prowadzi bloga o swoim stylu życia z poradami dla innych młodych dziewcząt i wchodzi w związki z dojrzałymi, majętnymi mężczyznami, „którzy wiedzą czego chcą” i dzięki którym ma dostęp do ciekawych spotkań towarzyskich, egzotycznych wycieczek i, czasami, ich kart kredytowych.

Internet oczywiście wrze, że to sponsoring (w sumie dla mnie tak, rodzaj sponsoringu, ale nie widzę w tym nic złego) i prostytucja, widziałam też nieprzychylne komentarze o urodzie Oliwii, na zasadzie „co oni w niej widzą”.

Najciekawsza jednak jest rozmowa w telewizji śniadaniowej prowadzących z „ekspertką”, jakąś panią psycholog. Oglądałam na rosnącym wkurwie, bo oczywiście nasłuchałam się mnóstwa uprzedzeń i stereotypów, a – przyznam – wypowiedzi „specjalistów” brałam trochę do siebie, bo odczuwam, że mam z Oliwią wiele wspólnego. Ostatecznie z moimi ulubionymi mężczyznami też wchodzę w związki i co prawda najczęściej dostaję pieniądze za spotkanie (aktualnie mam dwie relacje, gdzie wygląda to inaczej: ciepłe, kilkuletnie już znajomości z rozmowami na poważne tematy, restauracjami, prezentami i bliskością fizyczną, niekoniecznie seksem), ale podejście mamy bardzo podobne. Gdybym nie była escort girl, byłabym sugar baby.

„Ekspertka” z Dzień Dobry TVN z marszu założyła, że to prostytucja, niemoralne, przerażające, a następnie zaczęła w bardzo mądry sposób, z pozycji moralnie światłego autorytetu, naświetlać życie Oliwii. Skoncentrowała się między innymi na przynależności do wspólnoty: jej zdaniem współczesność sprzyja takim „karierom” (cudzysłów zapożyczony), bo młodzi ludzie mają swoje pseudowspólnoty: portale społecznościowe z tysiącem znajomych od imprez, a w razie odrzucenia w każdej chwili mogą się wyprowadzić i zacząć od nowa, przez co nie boją się wykluczenia i mogą podejmować szkodliwe dla siebie decyzje.

Mówiła też, że wspólnota, wraz rodziną i życiem zawodowym, jest tym, co stanowi o wartości rozmówców, podczas gdy Oliwia ma wartość budowaną li i jedynie na atrakcyjności seksualnej i wizerunkowej. Totalnie tego nie pojęła. Nie wiem wiele o życiu Oliwii poza byciem sugar baby, bo wywiad w ogóle tych kwestii nie poruszał (edit: wyklikałam: pisarka, kosmetolożka, masażystka, piękny nerd), ale widać było, że to inteligentna, spokojna, ambitna dziewczyna, która z pewnością ma coś jeszcze do powiedzenia. Doskonale radziła sobie z pytaniami dziennikarza i w ogóle z wystąpieniem publicznym w telewizji. Jej kilkuletni związek z pisarzem i filozofem też sugeruje, że ma w głowie sporo oleju (pisarze, jak znam tę grupę społeczną, raczej nie lubią pustaków). Sugar baby oczywiście może być trzpiotką-idiotką, która ma do zaoferowania tylko urok pierwszej młodości, ale to ewidentnie nie ten przypadek i pani psycholog, gdyby nie patrzyła przez pryzmat uprzedzeń, powinna była to dostrzec.

Pani prezenterka z telewizji śniadaniowej nie była lepsza i nadawała o poczuciu własnej wartości, a raczej jej braku („brakuje jej kotwicy”). Jej zdaniem Oliwia docenia siebie tylko u boku mężczyzny, który będzie z nią chciał spędzić czas. Czyżby? Nic o tym nie wie. Nie ma tego w wywiadzie – czyli to kolejne uprzedzenie. Jak to wygląda u Oliwii, znowu oczywiście nie wiem, ale ja mam od cholery poczucia własnej wartości biorącego się ot choćby z tego, że przeczytałam w życiu dobrze ponad tysiąc książek, jestem inteligentna i wykształcona oraz posiadam sporo talentów, z których jeden macie możliwość zweryfikować na tym blogu: pisanie (moi poloniści piali nade mną z zachwytu, takie rzeczy się pamięta).

Dalej rozmówcy zastanawiali się przez chwilę nad ceną za życie sugar baby, którą trzeba będzie zapłacić, i zgodzili się, że nastąpi to, kiedy ta jedyna wartość Oliwii, jej atrakcyjność wizualna i seksualna, przestanie być wartością. Pokusili się nawet o zastanawianie nad jej przyszłością – co, kiedy zechce założyć rodzinę? Z jej reputacją?

(A jeśli nie zechce? Kocham to sprowadzanie kobiety do roli cnotliwej Matki Polki).

Oczywiście dowiedzieliśmy się też, że Oliwia sprowadza siebie czy swoje ciało do roli przedmiotu i że jej związki to nie są związki, bo związki są partnerskie i podmiotowe, a w relacji sugar baby-sugar daddy o podmiotowości mowy być nie może. Eksperci ze śniadaniówki, pożalcie się bogowie. Było też trochę mądrych słów o zmiękczaniu języka (że to nie prostytucja, mimo że jednak tak), ale to już sobie darujmy.

No i tak. Człowiek się dwoi i troi, żeby przedstawić światu jakiś temat, który zna od podszewki, a Dzień Dobry TVN czy jacyś inni dziennikarze, psychologowie i inni światli ludzie podsumowują to, głosząc w ładnym studio obiegowe opinie.

0

You may also like

Reklamowanie prostytucji i prostytutki…?
„To nie jest praca dla wrażliwych ludzi”?