3
Kwi
2018
11

Chłam sprzedaje się najlepiej

Mój dobry kolega, który kończy studia z zarządzania i robi jakieś staże studenckie w korporacjach i z którym sporo rozmawiam o swojej pracy i jego studiach, ostatnio stwierdził całkiem serio, że jego zdaniem o marketingu itp. wiem więcej niż niejeden kiepski menedżer zatrudniony w poważnej firmie. Oczywiście jego ekspertyza nie jest super wiarygodna, a porównanie do „kiepskiego menedżera” niezbyt budujące, ale to taka miła ilustracja, że sprzedając seks na własną rękę, nie stoję w miejscu – oraz potwierdzenie tego, że to dobry początek kariery jako bizneswoman.

Gwoli uczciwości, nie działam tak zupełnie sama. Mam coś w rodzaju darmowych mastermindów i analizujemy sobie czasem we dwoje, co robię dobrze, a co mogłabym poprawić oraz jak zareagować na zmiany na rynku usług seksualnych.

Ostatnio mieliśmy zabawną rozmowę, bo z głupia frant rzuciłam pomysł otworzenia w Warszawie pewnego miejsca na poziomie z zupełnie neutralnej branży, a mój rozmówca na to, że nie ma kultury, nie ma popytu, to na siebie nie zarobi i – „wyobraź sobie, że otwierasz luksusowy burdel, wielka, piękna przestrzeń, usługi wysokiej klasy, wysokie stawki…”. Cóż. Oboje świetnie wiemy, że przez chwilę w takim miejscu pracowałam: było bardzo przyjemnie, ale ani ja nie mogłam się utrzymać, ani firma nie dała rady przetrwać. Nawet znalezienie pracownic na odpowiednim poziomie graniczyło z cudem.

 – Może chcesz u nas pracować? – zapytałam kiedyś koleżankę koleżanki, która nas odwiedziła pod nieobecność menedżerki. Była ładna, młoda, inteligentna, kulturalna…

…i niezależna.

Odmówiła. Nie minęły dwa tygodnie, a zrozumiałam dlaczego i sama odeszłam.

To smutne, ale często/przeważnie/zawsze (?) najlepiej zarabia się na chłamie oraz usługach i produktach przeciętnej jakości. Koneserów i bogaczy, którzy zapłacą więcej i będą żądali jakości jest ograniczona ilość, a resztę zadowoli byle co i jeszcze będą się upierali, że ten chłam jest zarąbisty.

Teoretycznie to rozumiem, ale kiedy przychodzi co do czego i próbuję postawić pierwsze kroki w nowym biznesie, włącza mi się perfekcjonizm. Nie umiem wyprodukować chłamu. Ja nawet nie rozumiem oczekiwań ludzi, którzy tego chłamu pożądają. Nie umiem się wstrzelić w oczekiwania. Gdybym pisała powieść i miała ku temu talent (a niestety nie mam), skończyłabym jak mój były. „Proszę pana, to jest znakomite, cudowna rzecz, ale to się nie sprzeda, ludzie tego nie zrozumieją. Z żalem musimy odrzucić pańskie dzieło”.

Miałam w Sylwestra ambicje, żeby w tym roku przenieść się do bardziej luksusowego apartamentu, zainwestować w wygląd więcej pieniędzy (nie, nie mam na myśli spalenia się na solarium i silikonów ;)) i podnieść stawki, ale już widzę, że to się nie sprawdzi. Znowu się nie wstrzelę. Gdybym miała 18-21 lat, to może. Ale apartament z widokiem na Pałac Kultury i kilku klientów na godzinę dziennie (codziennie) to nie do końca moja bajka, szczególnie w obliczu zmian w polskiej gospodarce (ludzie wydają zauważalnie mniej pieniędzy), a podniesienie stawek się wyraźnie nie sprawdziło.

Kombinuję dalej.

11