26
Kwi
2018
1

„Dziewczyny z Dubaju” to chłam

Chłam to ostra ocena, ale oddajmy głos autorowi:

Dlaczego handlowały swoim ciałem? Ekskluzywne dziwki. Mroczna strona [pracownic; to o ich pracy]. Kurewstwo. Anonimowa dziwka. Korzyści z nierządu. Nie śmierdziała groszem. Burdelmenedżerka. Seksafera. „Towar” z pierwszej ręki. Tryby kurewskiego świata. Piękna kurewka. Dziewczyny, dziewczynom, dziewczynami, dziewczyn… Podwójne życie dziwki. Swoje [menedżerki] dziewczyny. Zarobione na nierządzie. Wciągnęła do kurewskiego interesu. Obnażanie się przed obiektywem to ich powołanie. Kurewska maszyna. Przyszłe kurewki. Zabawki, jednorazowe narzędzia rozkoszy. Kurewski świat. Jeśli dziewczyna pochodziła z jej stajni. Dziewczęta. Nowy, atrakcyjny „towar”. Sprawdzone kurewki. Świeży, ale też zdecydowany na wszystko „towar”. Te, które coś sobą reprezentowały. Nowy, piękny „towar”. Czarnulka. Kurewki. Dziewczyny i ich panowie. Inni mogą z nich [pracownic seksualnych] skorzystać. Korpoburdel. Seksspotkanie. Najbardziej rozgarnięte prostytutki. Z troską w głosie zachwalała swój „towar”. Jest tak odważna jak zdjęcia, na których pozuje. Kurewska kariera. Oddawały się rozkoszy. Sekswyjazdy. O mało nie skończyły jako kurwy. Na rurce wyginała się tylko jedna dziewczyna. Dziewczyny przechodziły z rąk do rąk. Nie dostali dziewczyn, za które zapłacili. Dziewczyna sama go bierze w obroty. Panienki. Zechcą się zabawić z dziewczynami. Świeżutki, gorący „towar”. Musiała się prostytuować.

Jestem w połowie, dalej na razie nie zabrnęłam. Gdyby nie kolorowy zakreślacz, którym odreagowuję, zaznaczając kolejne seksizmy autora (przytoczonych wypowiedzi bohaterek książki nie tykam), byłoby trudno…

Ten człowiek, autor książki, traktuje pracownice seksualne jeszcze gorzej niż menedżerki, które przynajmniej przeważnie liczą się z zatrudnianymi przez siebie kobietami (choć między sobą też nazywają je towarem). Jego język jest – jak sami widzicie – pełen pogardy i przedmiotowego traktowania, a poza tym kojarzy mi się z brukowcami – dużo prostych, potocznych sformułowań i te „seksafery”, „sekswyjazdy”, „seksspotkania”. I on się dziwił, że pracownice nie chciały z nim rozmawiać?

Słowa, które powtarzają się w nieskończoność, to „dziewczyny” i „burdelmenedżerki”. Nie „burdelmamy”, bo, cytuję, „zasługują one na bardziej ‚ekskluzywne’ określenia niż zwykła burdelmama”. Czyli nie docenia pracy także tych kobiet (notabene nienajciekawszych, bo z książki wynika, że notorycznie okłamywały zachęcane przez siebie celebrytki, mówiąc, że chodzi o zawód hostessy). Choć „burdelmenedżerki” przynajmniej nazywa czasem „kobietami”, łaskawiec. Pracownice seksualne to jedynie, notorycznie, „dziewczyny”. W najlepszym razie. Bo, jak widzicie, mogą też być „kurewkami”, „dziwkami” i „‚towarem'”. A także, bardzo często, „prostytutkami” i niekiedy jeszcze „modelkami”. Nigdy nie widziałam określenia „młoda kobieta”. Słowa „dziewczyna” autor potrafi użyć nawet trzy razy w trzech linijkach tekstu, tak mocno ugruntowało się w nim przekonanie, że wolno i należy w ten sposób mówić o bohaterkach książki. Fakt faktem, my tak o sobie nawzajem mówimy. Ale nam wolno się ze sobą spoufalać, jesteśmy koleżankami z pracy i (najczęściej) naturalnymi sojuszniczkami. On jest obcym człowiekiem i powinien odnosić się z szacunkiem.

Co do treści, jest to potwornie nudna rzecz. Nic tylko organizacja wyjazdów, problemy z rozliczeniami, werbowanie świeżych twarzy dla klientów (z czym jest potwornie dużo pracy – to akurat autor dobrze ukazał) i znowu: organizacja wyjazdów, problemy z rozliczeniami… Komuś zaginęły pieniądze. Ktoś się nie rozliczył z napiwku (że co proszę?! 20% napiwków dla organizatorki wyjazdu?). Komuś książę nie chciał zapłacić za wyjazd w ogóle (wrrr), a komuś innemu zaproponował do wyboru: powrót do Polski albo pracę za pół umówionej ceny. I tak dalej.

Jestem też bardzo rozczarowana brakiem jakiejkolwiek psychologii postaci, to znaczy wglądem w osobowość bohaterek reportażu. O ile o menedżerkach się czegoś tam dowiadujemy i są w sumie głównymi osobami dramatu, o tyle pracownice seksualne są potraktowane bardzo po łebkach. Po prostu się tam przewijają. Co więcej, mimo zapewnień autora, że pokaże ich „podwójne życie”, książka mówi tylko o jednym życiu – zawodowym. Imprezy, wyjazdy, pieniądze, przytoczona w całości rozmowa o fetyszu (autor wybrał scat – to bardzo dobrze ilustruje poziom książki). Nic o tym, co robiły w wolnym czasie, kiedy klienci nie wymagali ich towarzystwa. Nic o zainteresowaniach, wartościach, celach. Za to sporo o wyglądzie. Efekt jest taki, że mam wrażenie, jakbym czytała o pięknych pustakach, którym w głowie tylko imprezy, seks i kasa. Witamy w świecie stereotypów. A przecież choćby z wymienionej listy zawodów można wywnioskować, że wiele z tych pracownic seksualnych miało coś do powiedzenia. Tam była wspomniana prezenterka telewizyjna!

Jak na razie utkwiła mi w głowie jedna historia: dwie młode dziewczyny zwabione na pracę kelnerek do klubu, gdzie miały namawiać klientów do zakupu drinków, tańczyć i uprawiać seks na zapleczu. Można powiedzieć, że większa krzywda im się nie stała: do seksu je raczej namawiano niż zmuszano i do niczego nigdy nie doszło, koniec końców właściciel pogodził się ze stratami, bez większych problemów wróciły do domu za pieniądze pożyczone od koleżanki – nawet przed powrotem przechowały u właściciela bagaże, bo chciały sobie pozwiedzać egzotyczny kraj. Tylko jedna rzecz… One nie powiadomiły bliskich i nie poprosiły o pomoc w natychmiastowym powrocie, bo się wstydziły powiedzieć, że chodzi o pracę seksualną! Mogły się skontaktować (nie były porwane), ale tego nie zrobiły. Jestem w szoku. Gdybym ja została w coś wrobiona, jasne, byłoby mi głupio, że dałam się oszukać, ale natychmiast zadzwoniłabym do mojej zaufanej osoby z prośbą o pomoc. A te się wstydziły i koniec końców pomogła im koleżanka z branży… Tabu usług seksualnych jest olbrzymie i jest to rzecz straszna i niebezpieczna.

Drażni mnie też hasło sprzedażowe na okładce. „Kulisy dziennikarskiego śledztwa”. Jeśli dobrze rozumiem użyte tu słowo, w tej książce nie ma kulis dziennikarskiego śledztwa. Nie widzimy pracy dziennikarza, nie czytamy jak krok po kroku pozyskiwał informacje. Widzimy kulisy branży ekskluzywnych usług seksualnych. No ale zarówno „kulisy” jak i „dziennikarskie śledztwo” przykuwają uwagę. A target tej książki raczej nie czepia się słówek.

Jeśli chodzi o publikacje tego typu, to niestety, ale dla „Dziewczyn z Dubaju” przerwałam lekturę najnowszej książki Justyny Kopińskiej, „Z nienawiści do kobiet”. To antologia reportaży o różnych brudnych, niepokojących lub w najlepszym wypadku ciężkich sprawach: pedofilia, molestowanie seksualne, wierzący geje, choroba psychiczna. Niby tematy podobnego kalibru, równie emocjonujące. A jednak Kopińska ujęła je o kilka klas lepiej i bardzo podniosła Krysiakowi poprzeczkę.

1

You may also like

Węgle jak węgle, czyli o przeżywaniu w pracy
Nowa książka o pracownicach seksualnych