14
Maj
2018
2

Chyba się nie doceniam

Mój kolega powiedział mi dzisiaj, że gdyby miał taką wiedzę o seksie jak ja, to mieszkałby w centrum Londynu („czemu tam?” „bo to dobre i drogie miejsce”), bynajmniej nie w wynajmowanym mieszkaniu. Tymczasem ja mam wrażenie, że moja wiedza i doświadczenie to takie… no, podstawy. Że każdy to wie. Nie czuję się sekspertką. Choć zauważam, że zadajecie mi sporo ciekawych pytań, nie tylko o branżę, czyli chyba widzicie we mnie jakieś źródło wartościowych informacji, a może otwartej postawy?

Wypowiedź była osadzona w szerszym kontekście, czyli mojego przyszłego biznesu, który nadal niestety jest w fazie preraczkującej. Można go wręcz nazwać niewypałem. Nie dlatego, że coś się nie udało. Dlatego, że coś się nie zadziało na samym początku. Możliwe, że wybrałam złą branżę albo zły model biznesowy.

Stąd też propozycja: „A może zajmiesz się dla odmiany czymś, na czym się naprawdę znasz?”.

Cóż. Nie da się ukryć, że po ponad trzech latach utrzymywania się głównie ze sprzedaży seksu, znam się na sprzedaży seksu. Oraz trochę na seksie, a także na sprzedaży usług. O ile sprzedawania seksu uczyłam się głównie praktycznie, o tyle w przypadku seksualności i umiejętności biznesowych przerobiłam sporo szkoleń, webinarów i książek oraz dołączyłam do iluś grup na Facebooku, przez co mam poczucie, że rynek jest zapełniony oraz że wciąż jest tyle rzeczy, których nie wiem i w których ci „inni” są lepsi… Przy czym biznes zostawiłabym innym, natomiast seks… mogłabym uszczknąć kawałek tortu. Seks jest, co tu dużo mówić, sexy.

Problem w tym, że kiedy myślę, co i w jakim stylu mogłabym robić, do głowy przychodzą mi albo Proseksualna, albo Seksmasterka – nie moje własne idee i kreacje. Tak więc na razie zostaniemy przy blogu. Może coś się wykluje samo.

Przyznam, że w głowie mam tę australijską byłą seksworkerkę, o której wspominałam ostatnio: poza byciem pilotką, zajmuje się pracą z ludźmi w obszarze związków i intymności, napisała książkę o swojej pracy i nie ukrywa tego faktu (a także imponującej ilości mężczyzn, z którymi miała seks) w swoim bio na autorskiej stronie. Jest to jakiś model biznesowy.

„Choć to może zabrzmi zabawnie, dla wielu ludzi – mężczyzn i kobiet – pracownica seksualna jest większym autorytetem z dziedziny seksu niż edukatorka seksualna”, cytując mojego kolegę. I choć znam/kojarzę wiele świetnych edukatorek i edukatorów, którzy w ogóle nie kryją się z byciem istotami seksualnymi, to rzeczywiście mnóstwo specjalistów od seksu wydaje się mieć z nim do czynienia tylko na papierze. Bo wiecie, seksuolog to zawód zaufania publicznego, nie można go skazić skojarzeniami z osobą o jakiejś biografii erotycznej, preferencjach i antypreferencjach!

2