23
Cze
2018
3

Dawno nie pisałam – co u mnie słychać?

Ostatnie dni spędziłam tak aktywnie, że dziś z dużą przyjemnością przejechałam się przez całą Warszawę komunikacją miejską z poczuciem, że nigdzie nie muszę się spieszyć, bo mam (wreszcie) zaplanowany dzień wolny z legalnym nicnierobieniem, nikt na mnie nie czeka i nie muszę brać taksówki, żeby zdążyć na czas i być w świetnej kondycji po przyjeździe na miejsce.

(W ramach nicnierobienia słucham nagrań szkolenia Jasona Hunta o blogowaniu, które kiedyś tam wykupiłam. To takie guilty pleasure, bo normalnie uczestniczę w szkoleniach bardziej bezpośrednio przekładających się na dochody z obecnej i przyszłej pracy, ale w ramach oddechu postanowiłam się porozwijać jako blogerka, a poza tym Tomek ma piękny, radiowy głos, och i ach).

Jestem bardzo zadowolona z tego miesiąca – już teraz wskoczył do mojego Top 3 w karierze, jeśli chodzi o dochody, co jest bardzo pożądane, bo mam na głowie windykację. Poprzednie miesiące były znacznie cięższe (zdrowie, ach zdrowie, nikt się nie dowie…) i zamiast spłacać długi, wygenerowałam sobie nowe. Marzy mi się stan, kiedy wreszcie będę oszczędzać na swoją przyszłość zamiast tylko spłacać zadłużenia i inwestować w rozwój siebie i biznesu.

Również jeśli chodzi o jakość spotkań, było super. Sporo nowych twarzy i poruszających rozmów, wiele hedonistycznych przyjemności w rodzaju dobrego posiłku w restauracji, a nawet szaleńcza orgia ku czci Święta Słońca (nie, nie trafiłam na imprezę dla pogan, sama wymyśliłam sobie taką intencję.Sprawy duchowe są mi dość bliskie). Cudem znalazłam też czas na przesympatyczne spotkanie z koleżanką z branży (pół roku niewidzenia) oraz mam nowego znajomego na Facebooku – polubiłam jego wypowiedź w grupie dla anglojęzycznych profesjonalistów pracujących w obszarze ludzkiej seksualności (pamiętacie pewnie wątek z poprzedniego wpisu) i mnie zagadał. Wymieniamy się teraz opiniami i doświadczeniami. To taka znajomość, która daje ogromną intelektualną przyjemność z rozmów na wspólne tematy i poczucie totalnej akceptacji.

Poza tym muszę się Wam pochwalić. Kolega, o którym kiedyś pisałam, że chwalił moją wiedzę z dziedziny biznesu i marketingu, był na stażu w pewnej firmie i niedawno podpisał z nią umowę z normalnym i wcale niezłym wynagrodzeniem. Czemu? Oczywiście był dobry w tym, co robił, ale dodatkowo podzielił się z nimi pomysłami i wiedzą, które zaczerpnął z konsultacji ze mną. Przyszedł z ideą, zweryfikowałam mu ją, podrzuciłam pomysły i nazwiska i chłopak zabłysnął wskazówkami, jak firma mogłaby się dalej rozwijać i popularyzować swoją działalność. To prawie jakbym ja została zatrudniona ;), choć oczywiście bym nie chciała. Praca biurowa jest tak bardzo nie dla mnie… Natomiast dla niego jest to kolejny szczebelek do kariery oraz stałe wynagrodzenie, więc jesteśmy oboje bardzo szczęśliwi.

3