9
Lip
2018
3

Wywiad Wojtka Borowicza: Body of Work/Work of a Body. Wersja polska

Jesienią ubiegłego roku wzięłam udział w pewnym projekcie – cyklu wywiadów Wojtka Borowicza zatytułowanym Does Work Work… and what we would do without it?, który został niedawno opublikowany po angielsku na stronie Medium.com. Za sprawą nieocenionej pomocy jednej z czytelniczek i komentatorek, Warszaśki (DZIĘKUJĘ!), która pracowicie opracowała oryginalne pytania i odpowiedzi na wzór gotowej anglojęzycznej wersji oraz przełożyła wstęp Wojtka, możecie teraz zapoznać się z wywiadem po polsku.

***

V: Body of Work/Work of a Body

He tells her that the earth is flat —
He knows the facts, and that is that.
In altercations fierce and long
She tries her best to prove him wrong,
But he has learned to argue well.
He calls her arguments unsound
And often asks her not to yell.
She cannot win. He stands his ground.

The planet goes on being round.

Wendy Cope, Differences of Opinion

Prostytucja jest równie wiekowa jak idea handlu, ale wciąż pozostaje tak delikatna jak części ciała z nią związane. Jest nierozłączna z prawnymi aspektami i społeczną stygmatyzacją. Niewielu ludzi przyznaje się do korzystania z usług seksualnych, a jeszcze mniej seksworkerów jawnie przyznaje się do ich świadczenia. Seksworking to także arena sporów pomiędzy decydentami a aktywistami, na której wszyscy uparcie trzymają się swoich racji niezależnie od politycznych preferencji. Na domiar złego, sami seksworkerzy są bardzo rzadko uwzględniani w tej dyskusji. Wszyscy są przekonani, że znają dobre odpowiedzi, nie zadając nawet pytań.

Nie może istnieć jedna, powszechnie stosowana perspektywa dotycząca życia zawodowego osób zajmujących się usługami seksualnymi. Zgodnie z raportem z 2010 roku, na całym świecie jest 40 do 42 milionów prostytutek, a jest to szacunek dość konserwatywny, bo nie wszyscy seksworkerzy to prostytutki, a metodologia wielu badań statystycznych dotyczących tematu jest beznadziejnie zła. Ponadto, państwa po prostu nie mają danych. To niezwykle złożona grupa – od luksusowych eskortów po nieletnie ofiary handlu ludźmi. Ale udało mi się nieco uchylić rąbka tego tajemniczego świata. Udało mi się skontaktować z polską escortką i seks-blogerką – Świętą Ladacznicą i zgodziła się ona podzielić opiniami o pracy w najstarszym zawodzie świata. Rozmawialiśmy o prawnych i społecznych uwarunkowaniach, ale podeszła wyrozumiale zarówno do konserwatystów jak i samozwańczych feministycznych sprzymierzeńczyń.

Na Twoim blogu natknąłem się na coś co mnie zszokowało. Piszesz, że w pracy takiej jak Twoja gwałt jest po prostu ryzykiem zawodowym. Nie sądzisz, że takie nastawienie normalizuje przemoc wobec pracowników seksualnych?

Spotkałam się z tym zarzutem, ale przyznam, że jest on dla mnie zaskakujący. Bo co to znaczy „normalizować przemoc”? Przemoc nigdy nie jest czymś w porządku, czymś prawidłowym i pożądanym. Żadna, w tym oczywiście przemoc wobec pracownika czy pracownicy seksualnej. To powinno być dla każdego oczywiste i nie podlegać dyskusji. Niestety żyjemy w świecie, w którym ta przemoc zdarza się każdego dnia. Codziennie oglądamy ją w wiadomościach i filmach sensacyjnych, słyszymy agresywne wypowiedzi ze sceny politycznej i powielamy język nienawiści w rozmowach, nie reagujemy na krzyki za ścianą, a kary za stosowanie przemocy są bardzo niskie lub żadne. Jeżeli cokolwiek normalizuje zjawisko przemocy to właśnie takie sytuacje.

Żyjemy w kulturze gwałtu. Przemoc seksualna wobec kobiet i w ogóle osób słabszych (np. niepełnosprawnych) jest na porządku dziennym. Na pewnym szkoleniu usłyszałam, że za gwałt w dużym stopniu odpowiadają błędne, seksistowskie przekonania, a nie zła wola sprawcy. Wiara w kupowanie prawa do zrobienia z nami, czego się chce, jest jednym z takich szkodliwych przekonań, tak samo jak to, że kobieta mówi „nie”, a myśli „tak”. Jestem wściekła, kiedy słyszę, jak ludzie bezmyślnie powtarzają ten stereotyp jako coś oczywistego, zamiast reagować wkurwem na to, że ktoś ma czelność tak myśleć lub tak postępować.

Wchodząc do branży, trzeba się liczyć z tym, że prawdopodobnie prędzej czy później doświadczy się przemocy seksualnej. I trzeba umieć się po niej w miarę szybko pozbierać. Wielokrotnie podkreślam, że to nie jest praca dla każdego, podobnie jak nie jest nią praca policjantki czy strażaka. Nawiasem mówiąc, policjant też musi się liczyć z tym, że ktoś go zaatakuje w pracy, ale zimne uprzedzanie o tym fakcie nowicjuszy nie spotyka się z zarzutem „normalizacji przemocy” wobec policjantów. Wyraźnie widać tutaj podwójne standardy.

Nazywasz się feministką, choć wiele feministek uważa że praca seksualna to narzędzie opresji patriarchatu. Jak łączysz feminizm z prostytucją?

Kompletnie odcinając się od „narzędzi opresji patriarchatu”. To nie moja bajka. Nie walczę z patriarchatem – zabiegam o równość. To różnica. Wychodzę z założenia, że feminizm jest za równością i przeciw dyskryminacji kogokolwiek. Wierzę, że musimy działać intersekcjonalnie, żeby wspierać osoby o innym kolorze skóry, z niepełnosprawnością fizyczną, intelektualną czy zaburzeniem psychicznym, osoby LGBT+, różnego wyznania oraz niewierzące, czy właśnie pracujące seksualnie. Nie pozbędziemy się nierówności, jeśli nie pozwolimy każdej z tych grup samostanowić o sobie.

Być może rzeczywiście nie miałabym pracy, gdyby patriarchat nagle zniknął, ale na to się nie zanosi, możemy tylko gdybać. Na razie głównym problemem pracownic i pracowników seksualnych w Polsce nie jest patriarchat tylko kryminalizacja tak zwanego „kuplerstwa”, czyli świadomego i regularnego czerpania zysku z ułatwiania komuś świadczenia usług seksualnych. Przez to nie możemy się bezpiecznie zrzeszać, tworząc niezależne spółdzielnie, pracować w duecie czy odpłatnie dzielić się doświadczeniem. Po przyłapaniu na tym poniosłybyśmy i ponieślibyśmy karę pozbawienia wolności do lat trzech! Nie możemy też legalnie wynająć sobie kierowcy czy ochroniarza – popełniają oni w Polsce to samo przestępstwo kuplerstwa. Jesteśmy pozbawieni wsparcia przez polski kodeks karny. Niektórzy ludzie, nie rozumiejąc przepisów, w ogóle boją się nam pomagać, nawet za darmo lub jednorazowo. To chore.

Jestem też za dekryminalizacją „sutenerstwa” i mówieniem o naszych pracodawcach po imieniu: szef, szefowa. Wiadomo, że niektórzy pracodawcy w każdej branży stosują mobbing i wyzyskują swoich pracowników, ale dlaczego pracodawca z branży seksualnej miałby być traktowany gorzej z założenia, jeśli praca seksualna to praca?

Dlatego właśnie chcemy móc mówić własnym głosem o naszych potrzebach, bo są zupełnie inne niż wydaje się osobom, które podobno chcą dla nas jak najlepiej. Feministki-abolicjonistki przecież autentycznie przejmują się naszym losem, chcą dobrych rozwiązań – tylko nie rozumieją kontekstu, w którym działamy. Wprowadzając swoje rozwiązania, tylko pogarszają sytuację osób, które chcą bądź muszą pracować w tej branży i nikogo przy tym nie ratują.

Ale przecież argumentem przeciwko prostytucji jest to, że nawet jeśli jest ona świadomym wyborem niektórych kobiet, jako zjawisko samo w sobie dalej prowadzi do opresji, seksualizacji i uprzedmiotowienie kobiet. Nie masz z tym problemu?

Przede wszystkim większość kobiet świadomie wybiera ten zawód. Niekoniecznie z pasji, często z pobudek ekonomicznych, ale świadomie. Osobiście wolałam zaryzykować przemoc, STI i ostracyzm społeczny niż żyć dalej tak, jak żyłam kilka lat temu – w chronicznym stresie, że za kilka dni nie będę miała co jeść albo że nie zapłacę kolejnego z rzędu czynszu i stracę dach nad głową, z przemakającymi zimą starymi butami i z podejmowaniem decyzji typu „opłacić prąd czy leczenie”. Tak się złożyło, że polubiłam swoją pracę, ale nawet gdybym traktowała ją jak zło konieczne, to wciąż byłaby to moja autonomiczna decyzja. Nie róbmy z osób pracujących seksualnie bezwolnych ofiar losu – to nam wcale nie pomaga w podejmowaniu dalszych decyzji o tym, co zrobimy ze swoim życiem! Empowerment jest najważniejszy.

Wracając do Twojego pytania, opresja, seksualizacja i uprzedmiotowienie kobiet to coś tak przezroczystego w naszej kulturze, że ciężko mi się do tego odnieść. Natomiast nie czuję się ofiarą żadnego z tych zjawisk. Nie doświadczam opresji, chyba że ze strony osób odnoszących się negatywnie do mojej pracy – i nie, nie są to klienci, przeważnie są to abolicjonistki, czyli przeciwniczki pracy seksualnej. Nie jestem też traktowana bardziej przedmiotowo niż ktokolwiek inny, kto sprzedaje jakiś produkt czy usługę, powiedziałabym nawet, że nieporównanie więcej klientów widzi we mnie człowieka teraz, gdy sprzedaję seks ze sobą, niż kiedy stałam na kasie lub parzyłam kawę. Kupowanie seksu znacznie częściej prowadzi do dostrzeżenia człowieka, z którym się go ma niż ma to miejsce w przypadku nabywania odkurzacza, papieru toaletowego czy usługi strzyżenia.

Co zaś się tyczy seksualizacji… Teoretycznie tak, moja wartość jako osoby sprzedającej usługę jest zależna od mojej atrakcyjności seksualnej, ale należy pamiętać, że ja pracuję w sektorze seksualnym. Większym problemem jest dla mnie seksualizacja poza branżą, na przykład w teledyskach muzycznych albo na koncertach czy w reklamach. Nie podoba mi się, że kobiety spoza branży często wyglądają bardziej dziwkarsko niż ja, kiedy czekam na mojego klienta. To nie jest właściwe. Uważam, że atrakcyjność seksualna powinna pozostać w sferze seksualnej – do której przynależę, kiedy wchodzę w rolę zawodową. Tymczasem seks współcześnie jest wszechobecny. I to w złym wydaniu, bo – jako społeczeństwo – nie jesteśmy wolni i swobodni seksualnie, afirmujący swoje potrzeby, tylko sprowadza się nas do przedmiotów przynoszących konkretne zyski finansowe. To nie jest właściwe i praca seksualna nie jest za to odpowiedzialna – ona była od tysiącleci, a zjawisko seksualizacji stało się problemem stosunkowo niedawno.

Jak dbasz o swoje bezpieczeństwo? Czy ryzyko bycia ofiarą przemocy to najgorsza rzecz w tym zawodzie?

Nie chcę mówić o konkretnych technikach dbania o moje bezpieczeństwo, bo ich skuteczność polega w dużej mierze na niejawności. Ale mogę powiedzieć, że zawsze informuję o swoich planach zaufaną osobę. Ważnym elementem składającym się na moje bezpieczeństwo jest też doświadczenie – im dłużej pracuję w branży seksualnej, tym lepiej radzę sobie z trudnymi sytuacjami i nie przyczyniam się do zaognienia konfliktu. Nazywam to profilaktyką przemocy, co też wzbudza straszne kontrowersje, bo ludziom momentalnie kojarzy się z obwinianiem ofiary za to, co się stało. To bez sensu. Umiem się dogadać z napalonym klientem i jestem doświadczoną negocjatorką granic w seksie, ale jeżeli ktoś świadomie postanowi je przekroczyć albo skrzywdzić mnie w inny sposób i coś mi się stanie, to jest to wyłącznie jego wina.

Na pewno bycie ofiarą przemocy jest jedną z najgorszych rzeczy w zawodzie, ale trudne jest także przywiązywanie się do klientów, którzy nagle – z jakiegoś powodu – znikają z życia. Nudzą się, przestają mieć pieniądze na spotkania, zmieniają miejsce pobytu. Formalnie nie jesteśmy niczym związani, nie ma między nami zobowiązań, ale w każdych okolicznościach buduje się jakaś zażyłość między dwojgiem ludzi. Stresuje mnie też podwyższone ryzyko zajścia w ciążę – ilekroć spóźnia mi się okres (co u mnie jest chlebem powszednim) i robię test ciążowy, bardzo to przeżywam. Oczywiście stosuję zabezpieczenia, ale nie mam do nich stuprocentowego zaufania.

Co jest najlepszą rzeczą w Twojej pracy?

Możliwość uszczęśliwiania ludzi i przeżywanie z nimi cudownego czasu. Wielu mężczyzn uwielbia moje towarzystwo i często oboje, on też, staramy się, by nasze chwile – czy to jest szybki numerek, czy romantyczna randka, czy podróż – były czymś wyjątkowym. Bywam w różnych ciekawych miejscach, czasami takich, do których inaczej bym się nie dostała. Mam okazję rozmawiać z osobami, których inaczej bym nie spotkała. Poznałam też w ten sposób kilkoro ludzi, którzy stali się dla mnie bardzo ważni – przyjaciół, kochanków, partnerów. Dla osoby, która uwielbia nawiązywanie pogłębionego kontaktu z człowiekiem i to, że każdy dzień jest inny, to idealna praca. Bardzo cenię też to, że sama ustawiam sobie grafik i nie muszę zrywać się do pracy o 5.30 rano. Zawsze nienawidziłam pracy na etacie i nie zamierzam do niej wracać.

Dlaczego jej nienawidzisz?

Z powodu mobbingu, marnych zarobków, braku możliwości awansu, wykonywania prac pozbawionych sensu, monotonii, stresu, nudy… A także podupadłego zdrowia, przez które nie nadaję się do pracy zmianowej czy w wymiarze 40 godzin tygodniowo. Bywały okresy w moim życiu, że w ogóle nie mogłam pracować „normalnie” – wtedy raz zdecydowałam się na escorting, a raz popróbowałam swoich sił na kamerkach. Escorting się sprawdził i do niego wróciłam „na pełen etat”, za to do kamerek zabrakło mi osobowości medialnej. Nie umiałam animować swoich transmisji i kanał wiał nudą.

Próbowałam też pracować jako freelancerka, ale to zajęcie dorywcze, z którego mogę się co najwyżej utrzymać na powierzchni. Chcę rozkręcić swój biznes, mam na niego pomysł i wytrwale zdobywam kwalifikacje, ale jeszcze nie stać mnie na zmianę branży.

W jakim wieku pracownice seksualne odchodzą z zawodu? Co potem?

Pracownice seksualne odchodzą z zawodu w bardzo różnym wieku. Po 35. roku życia teoretycznie cena za spotkanie spada, ale po pierwsze jest bardzo dużo pracownic seksualnych po pięćdziesiątce, a nawet starszych, a po drugie, można się wyspecjalizować w konkretnym typie usług. Słyszałam o sześćdziesięcioparoletniej Dominie, do której ustawiają się kolejki. Ma pokończone różne certyfikaty i w pełni wyposażone studio z wieloma salami tematycznymi. Jest świetna. Ale nie pochodzi z Polski. Mam też na Facebooku znajomą z branży, około pięćdziesięcioletnią, która jest emerytowaną gwiazdą filmów pornograficznych oraz również sporo w siebie zainwestowała – ona też nie narzeka na brak zainteresowania. Zrobiła dodatkowe certyfikaty i teraz oferuje swoim klientom również coaching seksualny.

Jestem ciekawa, jak to będzie ze mną. Lubię swoją obecną pracę, w ogóle lubię branżę seksualną, dobrze się w niej czuję. Ale mam inny pomysł na siebie. Niedawno zaczęłam dopuszczać myśl, że jakoś to wszystko połączę, ale to tylko taki zarys pomysłu, żaden plan. Warto wspomnieć o tym, że praca seksualna, jak każda intensywna praca z człowiekiem, może z łatwością doprowadzić do wypalenia. Trzeba bardzo dbać o higienę psychiczną. Nie brać na siebie zbyt wiele, mieć swoją odskocznię i dobrze się relaksować, a w razie trudności – natychmiast poszukać wsparcia.

Czy Twoi przyjaciele i rodzina zadają dużo pytań o Twoją pracę?

W zasadzie nie zadają mi pytań. Rodzina nic nie wie, choć może się domyślają. Od pewnego czasu nie pytają mnie o pracę, więc chyba żyjemy w myśl zasady „don’t ask, don’t tell”. Większość znajomych nie dręczy mnie pytaniami, co najwyżej czytują bloga. Jeżeli już coś mnie drażni, to założenie, że skoro sprzedaję seks, to śpię na pieniądzach.

Aha, i niedawno jeden z moich znajomych próbował mnie nawrócić na „normalną” pracę. Oczywiście nie miał dla mnie żadnej sensownej alternatywy, która byłaby zgodna z moimi preferencjami i zaspokajała moje potrzeby finansowe. To częsty problem u „zbawców” – najpierw proponują coś bezwartościowego, a potem piszą, że to uzależniająca praca albo że jesteśmy niewdzięczne.

Skoro już wspomniałaś o pieniądzach to porozmawiajmy o tym. Prostytucja jest często utożsamiana z marginesem społecznym, ale Ty na pieniądze chyba nie narzekasz?

Narzekam, jak najbardziej narzekam. Wywodzę się z rodziny, która wpadła w spiralę długów i w dziesięć lat wypadła z dobrze sytuowanej klasy średniej (miałam komputer jako druga w klasie) na wspomniany przez Ciebie margines. Do tego dołożyły się moje problemy ze zdrowiem… Zarabiam sporo, ale zdecydowaną większość pieniędzy wydaję. Na pracę, na zadłużenia, na pomoc dla rodziny, na ustawienie sobie życia z powrotem. Żyję skromnie, jedynym pozazawodowym luksusem, na który sobie pozwalam, jest codzienne picie kawy z ekspresu (najtańszego jaki był). Wyjście z biedy to bardzo kosztowna inwestycja.

Jak wygląda Twoja pracownicza codzienność: ile godzin pracujesz tygodniowo? Rozliczasz się z podatków? Ile z tego co zarobisz musisz zainwestować z powrotem w siebie jako pracownicę czy przedsiębiorczynię?

Pracuję w godzinach popołudniowych i wieczornych, około 36 godzin tygodniowo, ale co najmniej połowa tego czasu to szykowanie się do spotkań i czekanie pod telefonem na klienta. Dziennie przychodzi do mnie jeden, dwóch, z rzadka trzech mężczyzn. Praca seksualna w Polsce jest nieopodatkowana, bo sprzedaż seksu nie może być przedmiotem legalnej umowy (ma to plus, bo mogę swobodnie odmówić wykonania usługi osobie, która mi się nie spodoba i nikt mnie za to nie pociągnie do odpowiedzialności).

Reinwestuję w siebie i swoją pracę około 1/3 moich przychodów. To są koszty wynajmu mieszkania do pracy, rachunków, ubrań i bielizny (majątek wydaję na rajstopy i pończochy), dobrych jakościowo kosmetyków i czasami zabiegów kosmetycznych, a także, oczywiście, reklamy. Oprócz tego wzięłam udział w wielu szkoleniach – polskich i zagranicznych – poprawiających moje umiejętności zawodowe: komunikacja, asertywność, stawianie granic, rozwój własnej seksualności. Muszę tu wspomnieć brytyjską The School of Erotic Mysteries, prowadzoną przez parę pracowników seksualnych. Ich warsztaty, skierowane do powszechnego odbiorcy zainteresowanego rozwojem seksualnym, bardzo wiele mi dały.

Powinnam inwestować w swoją pracę jeszcze więcej, to by mi dało dużego kopa i pozwoliło podnieść ceny, ale tymczasowo mam za dużo innych bieżących wydatków.

Jak wygląda praca prostytutki w Polsce w porównaniu z zachodem Europy?

Jeśli chodzi o pracę seksualną, nie ma czegoś takiego jak „zachód Europy”, są poszczególne kraje z różnymi kontekstami prawnymi. Weźmy za przykłady Holandię, Wielką Brytanię i Szwecję. W Holandii praca seksualna jest rozpoznawana jako praca, można założyć własną działalność, płacić podatki i mieć dostęp do ubezpieczenia, jeśli by się tego chciało. To dość dobry kraj dla pracownic i pracowników seksualnych, choć nigdzie nie jest idealnie. Tu na przykład bardzo trudną sytuację mają migranci i migrantki – ich możliwości podjęcia pracy seksualnej legalnie są bardzo ograniczone, więc siłą rzeczy prawo spycha je w nielegalność.

W Wielkiej Brytanii jest mniej więcej tak jak u nas, trzecie strony są skryminalizowane (sutenerstwo i kuplerstwo), czyli gdybym chciała zatrudnić się w agencji dla escortów, żeby to oni szukali dla mnie klientów i dbali o moje bezpieczeństwo, to mój kontekst pracy byłby skryminalizowany i pracowałabym w szarej sferze. Miałabym trudności z upominaniem się o swoje prawa, nie mogłabym na przykład iść do sądu pracy w razie niesprawiedliwego potraktowania, bo na drodze sądowej jedynie wysłałabym szefa do więzienia, więc musiałabym go naprawdę nienawidzić. Różnica między UK a Polską polega na tym, że tam mogłabym legalnie pracować jako samozatrudniona – tu nie.

W Szwecji jest znacznie gorzej niż w Polsce: skryminalizowane są nie tylko trzecie strony, ale i klienci. Oznacza to zejście branży jeszcze głębiej do podziemia i narażenie nas na konieczność przyjmowania tylko tych klientów, którzy nie boją się popełniać przestępstw. Jeśli pracuje się z domu, można stracić mieszkanie, więc osoby sprzedające seks jeżdżą do klientów, którzy nie są sprawdzeni. Klienci, obawiając się policji, nigdy nie podają żadnych prawdziwych danych, więc pozostają anonimowi – w razie przemocy utrudnia to identyfikację i dochodzenie swoich praw. To wszystko czyni pracę seksualną w tym kraju bardzo niebezpieczną. Poza tym zakłada się, że nikt nie świadczyłby pracy seksualnej dobrowolnie, czyli jeśli jakaś pani ma dzieci i zostanie zidentyfikowana jako pracownica seksualna, może je stracić jako „zaburzona i autodestrukcyjna”. Niestety model szwedzki jest uważany za postępowy i staje się coraz popularniejszy w Europie – ostatnio przyjęła go na przykład Francja.

Wracając do Polski, w ostatnich latach nasza branża się bardzo zmieniła na korzyść. W wielu miastach pracuje się mniej więcej „jak na Zachodzie”, mafia nie ma nad nami władzy, a polscy klienci nie odbiegają klasą i kulturą od zagranicznych. Choć są jeszcze takie regiony Polski, gdzie jest inaczej.

Myślisz, że doczekamy czasów, w których sprzedawanie seksu przestanie być tabu?

Chyba nie w Polsce, na razie nasz kraj staje się coraz bardziej konserwatywny. Mam tu na myśli nie tylko prawą stronę sceny politycznej, która nienawidzi seksu i kobiet. Szkodzą nam także osoby o nastawieniu feministycznym, lecz nastawione do pracy seksualnej abolicjonistycznie. Rozpowszechniają one wiele fałszywych stwierdzeń o moim zawodzie i o pracownicach seksualnych (w tym ten stereotyp o kupowaniu prawa do zrobienia z nami, czego się chce) oraz często postulują kryminalizację klientów, czyli jedno z najgorszych rozwiązań poza skryminalizowaniem samej pracy seksualnej (takie rozwiązanie funkcjonuje na przykład w Serbii). Abolicjonistyczne feministki lubują się też w kneblowaniu pracownic seksualnych, które zabierają głos w swojej sprawie, sprowadzając nasze wypowiedzi do „nie znasz się” „twoje doświadczenie jest jednostkowe” lub „jesteś uprzywilejowana, bo skoro lubisz swoją pracę, to sama ją wybrałaś, nie masz prawa wypowiadać się w imieniu osób zmuszonych do podjęcia tego zawodu”. Podczas gdy większość z nas ma swoje bardzo konkretne powody, dla których wybrała pracę seksualną. Takie podejście również spycha nas głębiej do podziemia. Jest to bardzo przykre, bo nasze potencjalne największe sojuszniczki – osoby przejęte naszym losem – zagrażają nam pogorszeniem sytuacji.

Zakończmy lżejszym tematem. Rozmawiałem ostatnio z przyjaciółką, zatwardziałą feministką. Poprosiłem o sugestię o co zapytać w wywiadzie z prostytutką. Powiedziała: czy zdarza jej się wyjść po zakupy w dresie i bez makijażu?

Ach, ten słynny stereotyp wyglądania zawsze jakby się właśnie wróciło z pracy. Dres zakładam tylko na siłownię, na co dzień wolę T-shirt i dżinsy. Maluję się niemal wyłącznie przed spotkaniem z klientem oraz na prywatne randki i inne większe wyjścia. Na zakupy często wychodzę w pierwszych lepszych ciuchach, nie odczuwam potrzeby pokazywania się. Codzienne ubrania kupuję w szmateksach i tańszych sieciówkach. Prowadzę spokojny tryb życia, relaksuję się z książką i Netfliksem. Pomijając swobodę seksualną i brak uprzedzeń wobec fetyszystów, „nie wyglądam na prostytutkę”. Zresztą idąc do klienta do hotelu, też tak nie wyglądam. Przecież bałby się ze mną pokazać. Nie wyróżniam się wizualnie na tle moich rówieśniczek. To samo dotyczy moich koleżanek z branży, z którymi czasami zdarza mi się spotykać. To zupełnie zwyczajne dziewczyny.

3