2
Sie
2018
2

Wytrwale do celu, choć nie po trupach

Nie chwaliłam Wam się wcześniej, ale już wkrótce zacznę realizować swoje ogromne marzenie – formalne zdobywanie nowych kwalifikacji zawodowych. W tym drugim zawodzie, który będę wykonywać w przyszłości. Wiąże się to z ogromną ilością nauki, ale wierzę, że dam sobie radę – tym bardziej, że będzie to kształcenie w indywidualnym tempie, bez egzaminów co sesję i bez wkuwania na pamięć głupiej teorii. Miejsce mam już praktycznie zaklepane (nie ma jak budowanie marki), muszę tylko zebrać pieniądze. To zawsze było największą przeszkodą, ale trochę podziałałam i teraz wreszcie mój cel jest w zasięgu ręki.

W programie Pospieszalskiego, o którym nie tak dawno temu pisałam, prowadzący zapytał pracownicę seksualną, czy gdyby dostała ofertę „normalnej” pracy, w której zarabiałaby tyle co teraz i która zaspokajałaby jej wszystkie potrzeby, to by ją przyjęła. Pracownica seksualna, zgodnie z oczekiwaniami, powiedziała, że tak.

Ja bym nie umiała. Umarłabym. Dzisiaj znowu śniły mi się broszury drukowane w firmie, dla której męczyłam się za najniższą krajową (plus niewielka „premia” pod stołem) lata temu. Gdybym zarabiała w niej tyle, ile zarabiam teraz, nadal bym tam umierała. Gdybym pracowała za tyle samo pieniędzy w korpo i miała sporo czasu na scrollowanie Facebooka czy nawet bardziej ambitne zajęcia w stylu czytania ukradkiem książki, też bym umierała. Organicznie nie umiem być trybikiem. Nienawidzę głupich procedur, głupich przełożonych i integrowania się z losowo dobranymi współpracownikami. W agencji jeszcze jakoś to przetrwałam, ponieważ tam tak naprawdę pracowałam wyłącznie mając kontakt z klientem, a reszta czasu była wolna, w dodatku szefowa (mimo pewnych wad) była naprawdę sensowną babką, ale teraz posmakowałam wolności i nawet do tego nie chciałabym wrócić.

„Co gorsza”, mam jasno sprecyzowane zainteresowania i dość konkretną wizję siebie i swojego miejsca pracy. Nawet ją niedawno spisałam w ramach jakiegoś ćwiczenia coachingowego. Dokładnie wiem, czego chcę w życiu i nie zamierzam z tego rezygnować. Dopuszczam przestrzeń dla ewolucji samej siebie (pod wieloma względami jestem bardzo zmienna), słucham sugestii ludzi, którzy dobrze znają mnie lub branżę, lub realia przedsiębiorczości, lub wszystko naraz, ale nie zamierzam żyć cudzym życiem. Zbyt intensywnie pracuję ze zgodą na coś tak delikatnego jak seksualne aktywności (konsensualnością), żeby umieć zmusić się do robienia czegoś, czego robić nie chcę.

Praktycznie nie mam przez to wyboru, ale też nie muszę go mieć, bo już wybrałam.

Dziś akurat temperatura przekroczyła wartość krytyczną (32 stopnie w cieniu!) i prawie nic nie zrobiłam w ciągu dnia, ale ogólnie systematycznie się uczę, żeby wkrótce jak najlepiej sobie poradzić z nowymi wyzwaniami.

W ogóle to dzisiaj sobie uświadomiłam, że zamierzam wejść z moim biznesem na rynek międzynarodowy. Jakoś to do mnie nareszcie dotarło – bo cóż, nie po to studiuję realia działania online, szlifuję angielski, buduję międzynarodowe relacje i wybieram edukację od najlepszych na świecie, żeby pracować tylko na rzecz Polaków, nie? Po co się ograniczać, skoro współcześnie sky is the limit?

2

You may also like

Rola inwestycji w siebie
Jak nauczyłam się przechodzić od Ogólnego Celu do codziennych kroczków