30
Sie
2018
4

Nie jestem prawdziwa

Ponieważ pracuję na własną rękę i już nie działam społecznie, prawie nie mam kontaktu z innymi escortkami. Mój seksworkerski świat ogranicza się do kilku zaprzyjaźnionych wideomodelek, dosłownie jednej escortki z zagranicy i śledzenia artykułów pojawiających się na polubionych stronach na FB czy subskrybowanych przez Google Alerts. Dlatego, mimo najszczerszych chęci, jestem teraz trochę odcięta od środowiska i nie za dobrze wiem, co w trawie piszczy.

Mimo to ostatnio dotarły do mnie wieści o odbiorze mojego bloga w środowisku innych pań do towarzystwa. I nie jest to odbiór zbyt przychylny, co trochę mnie zasmuciło – w taki rozumiejący sposób.

Wiecie, ja zawsze byłam trochę inna. W podstawówce nie do końca miałam z kim rozmawiać, szczególnie odkąd drogi moje i ulubionej koleżanki rozeszły się z okazji zmiany szkoły. Później, jako nastolatka, wsiąkłam w świat fanów literatury fantasy – niby się gdzieś odnalazłam, ale nie był to mainstream. Jako działaczka bywałam krytykowana za nie dość prawidłowe poglądy. I tak dalej. Przełożyło się to na świat usług seksualnych. W agencji nr 1 czułam się jak kosmitka. W agencji nr 2 najlepszy kontakt złapałam z szefową. Jako streetworkerka znowu nie potrafiłam się odnaleźć, bo nie była ze mnie ani osoba z zewnątrz, ani koleżanka odwiedzanych pracownic (pracujesz SAMA? nie BOISZ SIĘ?).

Tak więc naprawdę nie zdziwiło mnie, że inne pracownice seksualne nie przepadają za moim blogiem. Uważają go, jeśli dobrze zrozumiałam, za niewłaściwy. Odzierający kunszt zawodowy z tajemnicy. Nie zgadzają się w wielu sprawach. Mają inną perspektywę wynikającą z innych doświadczeń (na moim blogu jest za mało patologii i traum) i prawdopodobnie ambicji, bo ich zdaniem moją prawdziwość jako escortki totalnie przekreśla to, że zamierzam kiedyś odejść z tej branży – a one się w nią całkiem zanurzyły. Więc niby jestem autentyczna, ale nie rasowa. Takie nie-wiadomo-co.

No i cóż. Jestem z tym od paru dni. Jest mi trochę smutno, bo wolę, kiedy inni mnie lubią i doceniają. Trochę też unieszczęśliwia mnie to, że nie umiem wejść do głów tych krytyczne nastawionych pracownic i zrozumieć, co złego widzą w informowaniu innych o realiach pracy seksualnej konkretnej osoby, zwłaszcza że przecież widać po Garsonierze, że to nie są żadne sekrety. Lubię rozumieć o co chodzi.

Jednak nic to nie zmieni. Pobędę po prostu z tym głosem. Lubię pisać bloga, zauważyłam też, że dla wielu ludzi ma on znaczenie. I uważam, że jest potrzebny. Żadna ze mnie liderka społeczności, skoro nie stoją za mną inne dziewczyny, ale to zawsze wkład w odczarowanie branży. A ja absolutnie nie chcę, żeby była zasnuta mgłami, tajemnicza i pełna sekretów oraz w izolacji – bo to stąd właśnie biorą się najczęściej patologie, w które wpadają inne osoby.

4