4
Paź
2018
6

Zapowiada się ostra harówka

Ostatni tydzień spędziłam w domu, chora na dostatecznie dokuczliwe przeziębienie, żeby nie móc pracować. Telefon – jak zwykle w takich sytuacjach – po prostu się urywał. Najgorzej było, kiedy dogorywałam w łóżku: miałam chyba z sześć kuszących propozycji na każdy wieczór. Musiałam też odwołać umówione już spotkania. Zawiedzione oczekiwania, straty finansowe… Nie ma jak sezon na katar!

Teraz już jest sporo lepiej, ale jeszcze wczoraj pogoda nie bardzo zachęcała do eksperymentów z wychodzeniem z domu – porywisty zimny wicher, opady…. Uch. Na szczęście idzie ocieplenie, a ja mam dzisiaj leniwą randkę i co prawda biorę na nią kilka paczek chusteczek do nosa, ale powinno być dobrze.

W trakcie choroby włączyłam z ciekawości pewne live na Facebooku, to się chyba nazywa Poranny Rozruch z Kołczem Majkiem, i jak przystało na pracowitego widza, zrobiłam ćwiczenia dołączone do wywodu. Sfrustrowana chorowaniem, na wpół nieprzytomna i na wpół pobudzona po całej nocy przewracania się z boku na bok (pseudoefedrynka kochana), dostałam Objawienia: jestem w mocy, aby napisać książkę o swoich doświadczeniach. Już teraz. Nie za ileś lat, jak będę mądrzejsza (i pozapominam dobrze ponad połowę z tego, co teraz bym mogła w niej zawrzeć). Kołcz Majk nazywa to „opakowywaniem wiedzy”.

Spisałam więc listę pomysłów, o czym miałaby ta książka być oraz co chciałabym w niej przekazać i aktualnie importuję do Evernote mojego bloga, notka po notce (jest ich ponad 300…). Myślałam, że napiszę książkę z głowy, ale – po kilku dniach zmagań z lukami w pamięci i brakiem weny oraz „o rany, jaki to wielki projekt, a ja umiem pisać tylko małe formy, aaa” – uświadomiłam sobie, że przecież mam kopalnię inspiracji tu, na blogu. Zapomniane już anegdotki, dane finansowe, komentarze na bieżąco do wydarzeń społeczno-politycznych ubiegłego roku…

Roboczy tytuł książki brzmi: „Seksbiznes i ja. Moja droga do bycia profesjonalną seksworkerką”. Czyli z grubsza to, co tutaj: autobiografia, kulisy branży i osobisty przepis na sukces. Tylko że tym razem podane w uporządkowanej i kompletnej formie. No i w papierze. Zamierzam też uwzględnić ten rozdział mojego życia, który nie załapał się na bloga: pierwsze, kompletnie amatorskie spotkania z klientami z czasów przedagencyjnych. Ileż ja wtedy błędów popełniłam!

Kupilibyście mnie? 🙂 Libertyn pisał kiedyś, że tak, a pozostali z Was?

PS. W zasadzie to mam też pomysły na drugą i trzecią książkę… Zawojuję księgarski rynek!

6