14
Paź
2018
2

Blogerka bez social mediów, czyli czytam Tomka Tomczyka

Czytam właśnie, po raz trzeci w życiu, znakomitą książkę Tomka Tomczyka aka Jasona Hunta o blogowaniu: „Bloger i social media”. Za pierwszym razem, kiedy do niej sięgnęłam, miała jeszcze inny tytuł i była znacznie krótsza. Przeczytałam ją z zainteresowaniem, odłożyłam czytnik na półkę i tyle. Wprawdzie miałam wtedy jakiegoś bloga, ale Kominek (tak się wówczas prezentował) ze mną nie zarezonował. Za drugim razem było to papierowe wydanie z 2014 roku (zostało ponownie zaktualizowane) i wprawdzie miałam już niniejszego bloga od dwóch czy trzech miesięcy, ale nie traktowałam go poważnie. Sił próbowałam w zupełnie innym blogasku, na którego pies z kulawą nogą nie zaglądał i nie zagląda nadal. „Bloger i social media” był dla mnie wtedy inspiracją, rozmawiałam o nim z każdym, ale jakoś nie szło mi zastosowanie wiedzy w praktyce. Zakładam że dlatego, że cały czas nie umiałam znaleźć swojego głosu. Do znudzenia kopiowałam innych. Miałam kilka dobrych wpisów, ale zaginęły w chaosie.

Trudno mi określić, kiedy bloga escortowego zaczęłam traktować serio, nie jako odskocznię od pracy tylko coś, co się liczy – dla mnie i dla innych. Chyba w drugiej połowie 2016 roku, kiedy zaczęli się pod nim intensywnie wypowiadać pierwsi czytelnicy i zobaczyłam, że nie piszę już do słynnej szuflady. Prawdziwy przełom nastąpił z przeniesieniem się na własną domenę i rozkwitem działalności społecznej (początek 2017 roku), gdy nagle blog stał się moją platformą do zabierania głosu w ważnych sprawach, statystyki skoczyły w kosmos: z kilkudziesięciu czytelników miesięcznie zrobił się pierwszy tysiąc, a moją osobą zainteresowały się media.

Teraz sięgnęłam do Tomka Tomczyka ponownie, bo szukam inspiracji do własnej książki – „Bloger…” jest cenionym przeze mnie subiektywnym poradnikiem autobiograficznym i kompendium wiedzy o blogosferze, ja zamierzam napisać coś na odwrót: autobiografię będącą równie subiektywnym kompendium o branży (całej się nie ujmie obiektywnie w jednej książce, nie mam co do tego żadnych złudzeń).

Czytam, jestem prawie w połowie i widzę, że tak naprawdę – nie potrzebuję już tej książki. Gdyby pojawiła się jakaś kryzysowa sytuacja w rodzaju „ktoś chce mnie pozwać o zniesławienie” albo „ktoś ukradł mój tekst”, to tak, zajrzałabym, choć przede wszystkim zadzwoniłabym do mojego doradcy prawnego. Ale tak żeby blogować… to nie. Mam swój styl, wiem, co się u mnie sprawdza, a co zwyczajnie nie jest moje. Nie chcę swoim blogiem podbić świata. Nie wierzę, że z tak kontrowersyjną tematyką i to przedstawianą w skrajnie feministyczno-lewicowo-liberalny sposób zdobędę 100 000 czytelników miesięcznie, a równocześnie nie zamierzam się zmieniać w celu osiągnięcia takiej popularności, bo przestałabym się czuć tutaj jak u siebie. Co prawda z przeciętną liczbą notek na miesiąc i brakiem współprac jestem, jak to ujmuje Tomek, „niedzielną blogerką”, ale co tam – grunt, że naprawdę lubię to miejsce i że Wy, społeczność, też je lubicie.

Nie zmienia to faktu, że do książki wróciłam z dużą przyjemnością. Lubię tego gościa i szanuję. Nie zawsze się zgadzamy, ale mamy podobne wartości: on też stawia na niezależność i życie na własnych zasadach. A poza tym jest cholernie cierpliwy i umiał przetrwać chude lata, robiąc swoje z nadzieją na sukces.

Jeśli chodzi o inspirację do książki, to jestem mądrzejsza niż kilka lat temu. Szukam swojego sposobu na napisanie tej książki, na kompozycję treści (bo w strategię „siądź i pisz”, zastosowaną zanim będę mieć jakiś precyzyjny zamysł na całość, nie wierzę) i wiem, że cudze metody to nie są moje metody. Kopiowanie się nie sprawdza – mnie z tym niewygodnie, a czytelnik widzi fałsz lub, co gorsza, plagiat. Natomiast lubię spojrzeć, jak ktoś inny uporał się z tym problemem, więc teraz czytam publikacje eksperckie znanych mi blogerów, powtarzając sobie, że ja nie chcę napisać poradnika. I to, co widzę fajnego, to że blogerzy zachowują swój styl w książkach. Gawędzą. Są subiektywni. Kreują opinie. Zarażają postawami. Opowiadają o swoim życiu i o doświadczeniach innych znanych im osób z branży. Prezentują wartości, którymi się kierują. A nawet w jakiś sposób książka jest przedłużeniem ich bloga, jeśli chodzi o tę nieszczęsną konstrukcję. To jest bardzo, bardzo dobra wskazówka.

2