19
Gru
2018
3

Odpowiedzialność własna za aftercare

Wątek na Fetlifie (dla nieuświadomionych: Fetlife to taki Facebook, tyle że dla osób związanych z BDSM / poliamorią / etc.) zainspirował mnie do wpisu o aftercare.

Aftercare to pojęcie odnoszące się do bezpiecznego BDSM: po sesji następuje wyciszenie i powrót do rzeczywistości. Jeśli było szmacenie, to przypominamy osobie uległej, że jest ważna. Jeśli było bicie lub inne ciekawe aktywności fizyczne, to opiekujemy się ciałem. Rozmawiamy. Przytulamy się. Itp. Różne są metody, różne są potrzeby.

I różny jest poziom świadomości. Niektórzy nie wiedzą o aftercare. Ja sama musiałam, jako początkująca uległa, edukować wspomnianego na blogu Tima, że takie coś istnieje i jest mi potrzebne – on był jeszcze bardziej początkujący. I trochę za mało, jak na mój obecny gust, zaangażowany w poszerzanie wiedzy. Potrzebowałam więcej… Z doświadczenia mogę powiedzieć, że za mało aftercare (kiedy jest niezbędne, bo na sesji coś się wydarzy) może bardzo osobie uległej zaszkodzić.

Kiedy pracuję i oferuję sesje uległości profesjonalnie, nie mogę jednakże liczyć na porządne aftercare ze strony klienta. Przeciętny klient wychodzi z założenia, że to ja jestem od zaspokajania jego potrzeb, nie on od zaspokajania moich. Może też być nie w temacie. Może wcale nie mieć ochoty na bliskość. Przeważnie jest jakieś sprawdzenie, czy wszystko w porządku, jakiś small talk czy podsumowanie sesji w dwóch zdaniach, ale bywa, że to naprawdę wszystko. Oczywiście są też bardzo profesjonalni Masterzy, którzy zaopiekują się uległą escortką, przyniosą jej wody, przytulą, nawet pojadą do apteki po maść na przypadkowe zranienie (przykład z życia), a jeśli sesja obudzi jakieś traumy, to to dokładnie przegadają (znowu z życia). No ale, jak mówię, nie mogę się tego spodziewać po każdej sesji. Szczególnie tego ostatniego. Typowy klient nie po to płaci za ostry seks SM, żeby zbierać usługodawczynię szufelką.

Zatem musiałam zacząć sobie radzić sobie sama. Na przykład nauczyłam się, że lubię się czegoś napić po i to u mnie „kończy” całą scenę i studzi emocje. Dlatego, jeśli sesja jest u mnie, szykuję sobie zawczasu wodę, sok lub herbatę. Jeśli u klienta, też staram się zostawić coś w kieliszku. Mam naładowany telefon, żeby mieć jak zadzwonić po awaryjne wsparcie do bliskich. Staram się też zarządzać emocjami – bywa, że przekładam je na później, gdy jestem już w domu albo przynajmniej w jakimś ustronnym miejscu, z dala od klienta i z dala od innych ludzi, i mogę odreagować w bezpiecznych warunkach.

A jeśli jest wszystko OK, to wystarczy właśnie napój, zaparzenie herbaty po wyjściu klienta, krótki telefon, że wszystko było dobrze, i powrót do książki albo komputera.

Escortki muszą być silne. I dbać o siebie.

3