30
Gru
2018
4

Nie chcę pochwał i rekomendacji na Garsonierze

W anonimowych pytaniach do mnie pojawiła się ciekawa kwestia: słabej reprezentacji na Garsonierze fajnych, godnych polecenia pań, „które dobrze obsłużą”. I tego, że jeśli ktoś odkryje przypadkiem skarb, to woli go zachować dla siebie, żeby się nie rozeszło, że pani X jest taka zajebista – bo gdyby się do niej ustawiały kolejki, to byłoby się ciężko dobić, a może nawet podniosłaby ceny. Przedstawione to było w tonie „no i szkoda, nie macie rekomendacji”. Przynajmniej tak ja to odczytałam. Oryginał macie tu.

Ja bym nie chciała występować na Garsonierze. Garsoniera jest użyteczna, żeby się nie naciąć i wielu moich klientów na nią zagląda, ja też sprawdzałam tam escortki wybierane do trójkąta przez mojego klienta, ale recenzje spotkań są… ble. Nigdy ich nie lubiłam, choć kiedyś z innych powodów.

Ogólnie spotkanie ze mną to coraz częściej obiad albo kolacja w miłej restauracji lub spacer po mieście i kawa, a potem przejście do hotelu na bardziej intymne chwile (a czasami i to nie). Ewentualnie spotykamy się na drink lub obiad w apartamencie. Prawie zawsze najpierw dłużej rozmawiamy. Kilka dni temu miałam krótką, nawet nie godzinną sesję, która też była satysfakcjonująca, ale był to stały i zaufany klient o szczególnych upodobaniach. Czasy szybkich, identycznych numerków i szablonowych rozmów („ile razy mogę dojść w godzince?”) generalnie minęły.

Tymczasem klienci piszący na Garsonierze często lubią właśnie szybkie numerki. Nawet moje ukochane GFE rozumieją jako jakieś przytulanko, pocałunki i small talk. Często przychodzą „na sapera”, bo ich ciśnie i chcą rozładować napięcie. I niby często chcieliby przy tym głębi i jakości, ale od początku podążają nie tą drogą.

Moi idealni klienci, tacy, do których kieruję ogłoszenie (pamiętacie z lekcji marketingu? wyobraź sobie idealnego klienta, sprofiluj go i zaprojektuj marketing pod niego), nie piszą recenzji na Garsonierze i choć może na nią zaglądają, żeby upewnić się, czy nie jestem naciągaczką, to – zakładam – wcale nie chcieliby przeczytać recenzji na mój temat.

No bo taki pan najczęściej jest inteligentny, kulturalny i chciałby randki. Rozmowy. Indywidualnego podejścia. Czasem przychodzi z kwiatami albo jakimś upominkiem. Przeważnie, jak pisałam, zaprasza mnie na kolację do fajnej restauracji, która bynajmniej nie musi być bardzo droga i wielogwiazdkowa, ale nie jest też fast foodem (chyba że nam wyjdzie, że mamy dziką ochotę na kebaba – to też mi się zdarzyło) albo kupuje wino, żeby było przyjemniej. Zamiast na wyglądzie i „fbg 10/10” zależy mu w pierwszej kolejności na tym, czy umiem być zajmującą rozmówczynią z miłą i ciekawą osobowością, która naprawdę ma na to ochotę.

Opowiadanie porno o mnie i obcym mu mężczyźnie, z graficznymi szczegółami… no, nie. Nie pasuje do powyższego obrazka. Nijak.

Nie ta nisza.

4