7
Sty
2019
0

Taki miałam sen dzisiaj

Szósta dziewiętnaście nad ranem, Święte Ladacznice zwykle smacznie o tej porze śpią. Ja się obudziłam z koszmaru.

Pojechałam we śnie na spotkanie w znane mi miejsce (zmieniało się w trakcie snu, ale generalnie chodziło o sekspozytywność), spotkać się ze znajomymi i znajomymi znajomych. Wzięłam ze sobą laptopa i póki inni ludzie się nie zebrali, pracowałam na blogu, odpowiadając na anonimowe pytania.

Kiedy ktoś obcy wszedł do pokoju, mignęła mu nieopacznie wyświetlona strona główna.

– Dlaczego ty czytasz Świętą Ladacznicę? – zapytał natarczywie.

Uśmiechnęłam się w odpowiedzi, moim zdaniem nazbyt znacząco, i wzruszyłam ramionami.

Kędzierzawy blondynek kontynuował, opowiadając, że bardzo lubi mojego bloga, ale czyta go głównie w samochodzie, z telefonu, bo nie wie, co ludzie powiedzą – i wolałby nie wiedzieć.

Spotkanie trwało. Mnie korciło raz po raz, żeby się ujawnić, ale twardo się trzymałam, mimo że to bardzo ograniczało, o czym mogłam mówić. Zobaczyłam, że przyszli autorzy pewnego fanpage’a, którzy są parą męsko-męską i których strona na Facebooku istotnie wyświetliła mi się wczoraj. Po drodze wszystkie nasze telefony zostały zebrane przez dawną znajomą, żebyśmy się socjalizowali z ludźmi, a nie z elektroniką. W pewnym momencie odkryłam, że wypadła mi z telefonu bateria (we śnie baterie były przypięte na zewnątrz, jak w laptopie) i zaordynowałam szukanie. Nikt jej nie znalazł przez godzinę i mocno się zdenerwowałam: to był służbowy telefon! Przy okazji poszukiwań zobaczyłam, jak na mój zwykły telefon przychodzi ewidentna dla każdego odpowiedź na ogłoszenie (ee, jakim cudem) i trochę się zestresowałam, że ktoś to może zobaczyć.

W końcu znalazłam baterię, we własnym plecaku. Alarm odwołany. Wzięłam spóźnione tabletki i wróciłam do życia towarzyskiego.

I się zaczęło, bo moja dawna znajoma zaczęła coś opowiadać o nieogarniętych życiowo ludziach, ja na to rzuciłam coś tam o przyjacielu, jej się pomyliło z moim dawnym przyjacielem i…:

– On jest jedynym powodem dla którego nie jestem za zamknięciem tych całych Odlotów. Powiedział mi, że to by zaszkodziło tym kobietom, choć nie wiem dlaczego.

Wypowiedź wyrwana z kontekstu, ale nie mogłam zignorować, nie? Zaczęłam tłumaczyć i się zrobiło emocjonalnie. Dawna znajoma (wspominałam, że zanurzona głęboko w politykę?) poprawiła mnie w pewnym momencie, że chodzi o kobiety, bo mężczyźni nie sprzedają seksu, ja ją odesłałam na portale gejowskie i zaczęłam wymieniać nazwy, a potem nagle większość ludzi chmarą zebrała się do wyjścia.

W drzwiach ktoś jeszcze mi powiedział:

– To jest grono feministyczne, my tego nie popieramy.

Mnie niestety odebrało fizycznie głos, ale dałam radę wyszeptać obelgę, że chyba konserwatywne.

Potem jeszcze w słusznym oburzeniu tłumaczyłam przyjacielowi przez telefon, że dawna znajoma woli ślepo posłuchać jakiegoś niezwiązanego z branżą (acz słusznie mówiącego) typa zamiast zapytać co myślą autentyczne pracownice seksualne i wyrobić sobie stanowisko, w międzyczasie mignął mi jakiś hejt w SMS-ie a propos spotkania, źle pojechałam tramwajem – i się obudziłam.

0