21
Sty
2019
7

ABC zdrowia seksualnego

Jak pewnie wiecie z jednego z ostatnich wpisów, ostatnio odkryłam z ogromnym zdumieniem, że mam wiedzę o zdrowiu seksualnym przewyższającą wiedzę części moich znajomych. Postanowiłam się nią podzielić, bo a nóż widelec Wam też się przyda.

Co warto wiedzieć na start o zdrowiu seksualnym, to że jest strasznie mitologizowane. Mam na myśli stygmatyzowanie infekcji przenoszonych drogą płciową oraz – tak, tak! – HIV. Tak, trzeba o siebie dbać. Tak, lepiej nie podejmować zbyt często zbyt wielu ryzykownych zachowań seksualnych. Ale jak już się coś złapie, to nie jest to koniec świata! Można żyć dalej, tylko czasem trzeba się wyleczyć, a czasem – bardziej o siebie dbać i łykać nieuciążliwe tabletki do końca życia… albo do kolejnego przełomu w nauce. Stygmatyzacja i traktowanie HIV i STI jako straszaka bardzo szkodzą, bo ludzie boją się badać (a nuż się okaże, że…) i w efekcie nieświadomie narażają siebie i innych.

Kiedy dorastałam w latach ’90 i ’00, o HIV mówiło się dużo i strasznie. Dyskryminacja. Stygmatyzacja. Multum tabletek wiele razy dziennie. Choroby. Przedwczesna śmierć. W ogóle się nie dziwię, że ludzie edukowani w tamtych czasach panicznie boją się AIDS, więc przeraża ich diagnoza, więc nie chcą się badać, żeby nie usłyszeć wyroku. Przerabiałam to.

Ale teraz to się bardzo pozmieniało: leczenie jest o niebo lepsze! Znacznie bardziej efektywne i nieporównanie mniej męczące. Ba, od iluś lat (linkowany tekst jest leciwy) kobieta seropozytywna może zajść w ciążę i urodzić zdrowe dziecko! Tylko… musi wiedzieć, że jest zakażona. Najlepiej zanim zajdzie w ciążę. Od niedawna wiemy też, że mężczyzna seropozytywny może w klasyczny sposób spłodzić zdrowe dziecko. Tylko musi się leczyć – tak, aby obniżyć poziom wiremii do niewykrywalnego, niegroźnego dla innych. Czyli znowu: musi wiedzieć, że HIV go dotyczy.

„Wiedzieć” – to jest wyzwanie. Świadomość konieczności robienia badań jest niska. I, paradoksalnie, teraz o HIV mówi się znacznie mniej niż kiedy to była świeża sprawa i dramat dekady. Więc ta nowa wiedza, że to nie wyrok, nie ma jak się rozprzestrzeniać.

Upowszechniło się – i widać to także w anonimowych pytaniach do mnie – przekonanie, że HIV (oraz inne STI, bardzo bagatelizowane) to problem konkretnych grup społecznych. Homoseksualistów. Prostytutek. Narkomanów. (Stygmatyzujący język oczywiście użyty świadomie). To się już dawno pozmieniało. Obecnie coraz więcej zakażeń diagnozuje się wśród zwyczajnych heteryków, bo ci są najmniej świadomi, że problem ich dotyczy. Takich, co to nie widzą sensu się badać, bo „ich ten problem nie dotyczy”. Podobno tylko 9% Polaków zrobiło raz w życiu (!) test na obecność HIV.

Badać powinien się każdy, kto uprawia seks. Regularnie. Na HIV i na inne STI też. Miałeś tylko trzy partnerki w ciągu całego życia? Zbadaj się. Jesteście sobie wierni i zrobiliście sobie wszystkie testy przed rozpoczęciem współżycia dwa lata temu? Gratuluję świadomości, a teraz idź się zbadaj ponownie, bo nawet jeden (1) niezobowiązujący skok w bok może mieć konsekwencje. I tak jak przy jednym razie może Ci się przydarzyć niechciana ciąża, tak przy jednym razie może Ci się przydarzyć problem zdrowotny.

Ogrom ignorancji społeczeństwa uderzył mnie niedawno, gdy odsyłałam znajomego na Jana Pawła II do PKD (Punktu Konsultacyjno-Diagnostycznego, czyli miejsca, gdzie można za darmo i anonimowo przebadać się na HIV, HCV i kiłę). Uprzedziłam go, że zostanie zapytany o swoje dotychczasowe doświadczenia seksualne. „Ee, ja przecież w zasadzie żadnych nie mam”. Przypadkiem wiedziałam, i natychmiast mu przypomniałam, że miał kilka stałych partnerek, a do tego bywa na seks-imprezach oraz uprawia seks z escortkami. Lodzik w gumce? Zapomnij. A ta chusteczka lateksowa, co to w ogóle jest?

(Chusteczka lateksowa służy do położenia na cipce, czyli jest odpowiednikiem prezerwatywy. Tak, bezpośredni kontakt z kobiecą wydzieliną też jest ryzykowny).

Z takich rzeczy, o których ludzie często nie wiedzą, istotne jest jeszcze okienko serologiczne. Dużo moich potencjalnych klientów (nigdy w takich okolicznościach nie dochodzi do spotkania) proponuje okazanie mi badań albo zrobienie ich sobie wspólnie i seks bez zabezpieczenia. Ponieważ sami też ryzykują, to chyba naprawdę wierzą, że badanie = certyfikat zdrowia. A tak nie jest. Badanie na HIV pokazuje tak naprawdę stan zdrowia sprzed wielu tygodni. A więc w momencie, po którym człowiek mógł jeszcze x razy narazić się na kontakt z wirusem. Zakaża się na długo przedtem, zanim da się stwierdzić wirusa lub (to trwa jeszcze dłużej) jego stuprocentowy brak. Dotyczy to też innych problemów ze zdrowiem seksualnym. Dla takiej kiły okienko serologiczne wynosi do miesiąca – dopiero potem wynik jest miarodajny… o ile zachowało się celibat.

Jest jeszcze jeden istotny mit, który wydaje się totalnie irracjonalny, ale ludzie jakoś w niego wierzą: że badań nie trzeba powtarzać. Wielu ludziom jakoś się tak wydaje, że jak już się raz przebadali w 2013 roku, to są zdrowi. Potem co prawda poszli pięć razy do klubu swingerskiego, dwa razy pękła im albo zsunęła się prezerwatywa, z zabezpieczeń podczas seksu oralnego zupełnie zrezygnowali, a ich partner, z którym się nie zabezpieczają, miał dwie kochanki oraz zaczął odwiedzać Asię Lux z Roksy, no ale przecież mają papier, że są zdrowi.

Byli. Sześć lat temu. Jak jest teraz, kto wie…

Dlatego osoby aktywne seksualnie powinny powtarzać badania co jakieś trzy miesiące. Często? No wiem. Ale tak jest bezpiecznie…j. Bo bezpieczny seks to mit. Seks (taki fizyczny seks) może być co najwyżej bezpieczniejszy, z ryzykiem zminimalizowanym, ale nigdy wyeliminowanym. Co więcej, w sytuacjach bezpiecznych jeśli chodzi o HIV, można przekazać na przykład wirusa opryszczki (pocałunek) czy rzeżączkę (wspólne spanie). Również przytulanie się i pieszczoty nie są tak zupełnie bezpieczne. Ba, nawet sauna nie jest (bierzcie ręczniczki).

Teraz już chyba wiecie, dlaczego warto się badać. Na szczęście większość STI jest wyleczalna i, odpowiednio wcześnie wykryta, niegroźna. Aha, ich przebycie nie daje immunitetu. Jeśli raz przechorujesz i wyleczysz kiłę, możesz na nią zachorować powtórnie.

HIV oczywiście nadal jest na całe życie, ale z takich fajnych rzeczy, nie tylko średnia długość życia leczących się osób seropozytywnych dorównała już ponoć długości życia osób seronegatywnych, ale dodatkowo istnieje pewne zabezpieczenie.

Mam na myśli profilaktykę poekspozycyjną (PEP) dla osób już narażonych na kontakt z wirusem HIV i, od niedawna, profilaktykę przedekspozycyjną (PrEP) dla osób, które regularnie podejmują ryzykowne zachowania seksualne. W przypadku PEP łykasz tabletki przez miesiąc na przykład po tym,  jak Cię ktoś zgwałcił albo podarła Wam się prezerwatywa – musisz jednak zareagować natychmiast! Ja miałam dwa lata temu sytuację z wadliwą czy może źle nałożoną prezerwatywą, tego samego popołudnia pojechałam do Szpitala Zakaźnego i bez żadnego trudu dostałam receptę. W przypadku PrEP łykasz tabletki, które stanowią taką tarczę ochronną przed przyszłymi kontaktami z wirusem – to coś jak antykoncepcja, tylko chroni przed HIV. Oczywiście nie chroni przed innymi problemami zdrowotnymi oraz nie daje ochrony stuprocentowej (86-96% mówi prep.edu.pl), ale jeśli ktoś praktykuje ryzykowny seks i może wydać trochę pieniędzy na tabletki i regularne badania, to PrEP jest dla niego. Jeśli nie ominie żadnych dawek, to jest prawie pewne, że będzie bezpieczny. Sama to rozważam – praca seksualna to jedno ze wskazań. Tylko że ostatnio więcej nie pracuję niż pracuję…

Tu znajdziesz listę miejsc, gdzie anonimowo, bezpłatnie i bez skierowania przebadasz się na HIV, a czasem także na inne STI.

7

You may also like

Mieszkanie w Londynie?
Co zrobić, kiedy pęknie prezerwatywa?