5
Lut
2019
5

Striggerowałam swoją pracą inną mniejszość seksualną

Udzielam się od jakiegoś czasu na portalu dla kinksterów, czyli ludzi lubiących nietypowy seks. Jest tam w teorii miejsce dla każdego: są grupy stricte BDSM, grupy podzielone ze względu na orientację, kilkanaście opcji płciowych do wyboru, fora wyłącznie dla seksworkerów, poliamorystów etc. Portal jest międzynarodowy, więc są też grupy po polsku.

I właśnie na polskiej grupie napisałam to, co mam jawnie w profilu tam, czyli że oferuję seks komercyjnie i mogę wypowiadać się z własnego doświadczenia.

Ludzie dostali histerii, zrobiło się straszne zamieszanie, nieprzyjemne komentarze, prywatne wiadomości z wyrazami wsparcia (<3), wmawianie mi, że nie mam pojęcia jak wygląda praca seksualna (oni wiedzą, bo czytali Garsonierę oraz myślą logicznie) oraz że na pewno piszę nieprawdę o pociągu do moich klientów, bo mój otwarty udział w dyskusji to ostentacyjne szukanie klientów… Na fali jednej dyskusji bardzo szybko powstała druga, również intensywna, choć już beze mnie w centrum uwagi.

I właśnie w tej drugiej nie wyrobiłam, bo moderatorka, która zresztą założyła temat, napisała sobie, że „kurwa jest kurwą”, „ona nazywa rzeczy po imieniu” i „niech się branża broni”. A ja wcale nie chcę się bronić, zwłaszcza jak ktoś mnie wyzywa. Po co? Mam dużą tolerancję na hejt, ale każdy ma swoje granice – ja się zwyczajnie przeciążyłam – i czasami lepiej sobie po prostu pójść. Co mam się męczyć, jak ludzie wyraźnie chcą rozmawiać o pracy seksualnej bez wcinających się w słowo pracownic seksualnych i wielokrotnie to sygnalizowali.

A swoją drogą, Garsoniera robi trochę szkody branży. Widać to czasem na moim blogu, widać było i w tamtej dyskusji. Na podstawie dyskusji dość wąsko sprofilowanej grupy klientów agencyjno-mieszkaniówkowych ludzie wyciągają wnioski o wszystkich pracownicach i wszystkich klientach. Pomijając to, co robią inne nisze, jak to wszystko wygląda od strony pracownic i jak wyglądają klienci, którzy NIE zabierają tam głosu.

Następny wpis będzie prawdopodobnie o micie braku selekcji klientów, bo ktoś napisał w dyskusji o typowej ustawce: dwa krótkie telefony i wielka niespodzianka dla pracownicy. Aha, aha.

edit, bo ważne: Od czasu napisania tego wpisu dostałam jeszcze cztery wiadomości prywatne z wyrazami wsparcia oraz dwa zaproszenia do znajomych. Mrr. Wiara w ludzkość przywrócona!

5