W marzec wkroczyłam z zaplanowaną połową miesiąca – w kalendarzu mam porezerwowanych jakoś niesamowicie dużo spotkań. Chyba tyle, ile miałam łącznie w lutym. Wszystko zapisuję, ale nie chce mi się sprawdzać. A to dopiero pierwsza godzina miesiąca, kiedy piszę te słowa… Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i że nie będę musiała niczego odwoływać.

*

Za radą płynącą z trzech różnych, totalnie niezależnych źródeł, wprowadziłam usługę VIP. Jest nią coś, co oferowałam do tej pory: uległość. Tylko że poszłam po rozum do głowy i pomyślałam sobie tak: BDSM jest bardziej wymagające emocjonalnie, fizycznie i finansowo, wiąże się z większym ryzykiem, a ja jestem wyjątkowa (na Fetlifie znawcy niedawno stwierdzili, że komercyjne uległe nie istnieją).

Będąc już prawie zdecydowaną, aby podnieść ceny za uległość, obejrzałam sobie jeszcze raz ogłoszenia innych pań z Warszawy na Odlotach i Roksie. Nie znalazłam ani jednego, które mogłoby konkurować z moim.

Są panie, które oferują seks na ostro. Klasyczny, analny i oralny (głębokie gardło). „To jest BDSM? O czymś nie wiem?”, skomentował kolega, który ma nieco większe oczekiwania.

Są panie, które można podobno zerżnąć/zgwałcić jeszcze w drzwiach, a potem zrobić z nimi bliżej niesprecyzowane wszystko. Nudne to strasznie, jak się czyta te ogłoszenia po kolei wszystkie, a poza tym miałam kiedyś rozmowę z mężczyzną, który wybrał się do jednej z takich pań. No i cóż. Po krótkiej rozmowie o kompatybilności okazało się, że z BDSM zgadzają się tylko zabawki, zaś preferencje pani były stricte waniliowe.

Są wreszcie pozornie niezłe ogłoszenia, tylko jak się doczyta, to się okaże, że panie switchują. A ja kilka dni wcześniej dostałam feedback od nowego klienta, że ze switchką to jednak nie to i że jak cudownie, że ja jestem naprawdę uległa…

Do tego oczywiście wszystkie ogłoszenia były tworzone na jedno kopyto. Słowo-klucz: wulgarne. Zarówno opisy, jak i zdjęcia. Mało co przykuło moją uwagę. Oczywiście takie ogłoszenia przyciągają dużo ludzi, tylko bardzo trudno wyróżnić się nim na tle konkurencji inaczej niż licytacją na to, kto pokaże czy zaoferuje więcej. Kogo ja zapamiętałam? Tę jedną panią, która nie napisała „zerżnij mnie w drzwiach” tylko „zgwałć mnie w drzwiach”. No dzięki.

Tak więc idę w unikalność i zobaczymy, co z tego będzie.

Na razie mam taki plan, żeby w marcu dokupić jakiś nowy gadżet BDSM-owy albo może mały komplecik gadżetów. Coś w dobrym stylu, małego, lekkiego, do kobiecej torebki wypełnionej pozostałymi akcesoriami – i obowiązkowo takiego, żeby nikt mi tym nie zrobił większej krzywdy. Rozważam rzeczy „soft”: ozdobne klamerki na sutki, piórko do łaskotania i stylowy marker do pisania po ciele sprośnych rzeczy. Bo taki bazowy zestaw „medium” już mam i co najwyżej mogłabym go odświeżać w razie zużycia (skórzane kajdanki są już trochę przetarte na krawędziach), zaś „hard”… nie chciałabym nim kusić losu. Niektórzy nie umieją w bezpieczne BDSM, brak im doświadczenia-i-wiedzy teoretycznej lub są aroganccy i wiedzą lepiej. Pojechanie do kogoś takiego z elektrowibratorem Mystimu, który u mnie byłby aktualnie soft limit przy zaufanej osobie… no, nie.

W ramach ilustracji: trzy lata temu zaufałam pewnemu klientowi, że uderzenia trzcinką w jego wykonaniu zostawią mi ślady na góra dwa-trzy dni. Męczyłam się z ukrywaniem ich pod pończochami przez dobrych kilka tygodni. Po tym wydarzeniu wykluczyłam zupełnie używanie trzcinki oraz cokolwiek innego, co zostawia jakiekolwiek ślady, a i tak miewam dyskusje z ludźmi, którzy upierają się, że oni przecież mają lata doświadczenia i dobrze wiedzą, jak moje ciało na co zareaguje.

*

W maju jadę na ważne wydarzenie dla blogerów, instagramerów i youtuberów. Nazywa się Influencer Live Poznań (dawniej: Blog Conference Poznań). Bardzo głośna rzecz. Będę wysłuchiwać prelekcji i integrować się z innymi blogerami.

I tak, jadę jako Święta Ladacznica, więc ojejku jej. Może schowam identyfikator w torebce? 😉 Zobaczymy.

Już zarezerwowałam sobie hotel, a właściwie „apartament” w kamienicy. Skromny, niedrogi, za to dobrze oceniany, z aneksem kuchennym i – najważniejsze! – spacerkiem od miejsca konferencji, którym są Międzynarodowe Targi Poznańskie, więc w ogóle szaleństwo, bo to w samym centrum, przy dworcu i w ogóle. W Poznaniu byłam w zeszłym roku i dość dobrze pamiętam okolice. Jeśli przyjadę odpowiednio wcześnie, to spełnię swoje marzenie i wybiorę się do ich ZOO.

*

Dostałam na maila wyniki ostatnich z najnowszych badań na STI, o których trąbiłam tydzień temu w Insta Stories. Wszystko w porządku. Kilka tygodni temu byłam zdrowa.

A propos, dostałam też kilka dni temu kolejną propozycję „zrobimy sobie razem badania i będziemy uprawiali seks bez gumki jak będziesz u mnie”. Aha, aha, tylko że wyniki nie pokazują, że teraz jesteś zdrowy. One pokazują, że byłeś zdrowy jakiś czas temu. No a powiedzieć, że od tego czasu żyło się sterylnie i nie uprawiało seksu, to każdy potrafi.

*

Wczoraj wybrałam się do Madame Q na debatę o pracy seksualnej (czy burleska to praca seksualna? czym burleska różni się od striptizu, jeśli czymkolwiek? jakie konsekwencje ma wprowadzenie w Stanach ustaw SESTA/FOSTA?) oraz pokazy Julii Tramp i Red Juliette. Było bardzo ciekawie, obie panie tańczą niesamowicie, a w kuluarach rozmowy toczyły się aż do północy.

Bardzo mi się spodobała refleksja jednej pani z publiczności, że jeśli burleska i striptiz to praca seksualna, to ona i pozostali będą wkrótce jej odbiorczyniami, a zatem w pewnym sensie są klientkami i klientami pracownic seksualnych. W kontekście skrajnego tabuizowania oraz kryminalizowania klientów – odważna myśl.

*

Idzie wiosna!

3