18
Mar
2019
5

Lista rezerwowa

Jestem ostatnio tak zajęta, że nie mam kiedy kończyć rozgrzebanych wpisów… Zatem poniżej słowa przedawnione, sprzed kilku dni. 

Kalendarz na ten miesiąc pęka mi w szwach. Już pod koniec zeszłego miesiąca miałam zaplanowane na marzec spotkania zapewniające przychody w wysokości takiej, jak w całym lutym, jak na razie prawie nikt się nie odwołuje, a ludzie (nowi i powracający) piszą i dzwonią dalej.

Jutro mam mieć spotkanie z panem, którego widziałam wczoraj na całą dobę, ale nie jest pewne, czy do niego dojdzie – może być zmęczony po realizacji celu podróży do Warszawy. Inny pan cierpliwie czeka w kolejce na liście rezerwowej i od dwóch tygodni co jakiś czas się przypomina z nadzieją, że jednak uda nam się jutro spotkać.

Bez spojrzenia do kalendarza nie umawiam nikogo i niczego, bo nijak nie zapamiętam tych planów. W kwietniu mam już cztery spotkania, a jest połowa miesiąca.

Dwóm panom odpisałam dzisiaj, że przykro mi, ale obecnie nie umawiam się ad hoc, bo po prostu jestem zbyt obłożona spotkaniami. Tym bardziej, że chcę jeszcze odpocząć czy coś, mieć życie prywatne, iść do fryzjera, na pocztę… pouczyć się. No i mieć trochę czasu na maile, smsy, WhatsAppa.

Dzisiaj natomiast w pracy było nietypowo nawet jak na mnie – szybowałam w powietrzu. Pod dachem, ale zawsze. Świetna przygoda! Byłam trochę nieporadna i strasznie szorowałam brzuchem po ziemi, ale na filmie pamiątkowym w ogóle tego nie widać. Było cudownie!

***

Tyle zdążyłam stworzyć, a potem padłam / coś mnie zajęło.

W ciągu ostatniego tygodnia, licząc z dzisiaj włącznie, dostałam trzy zaproszenia do współpracy. Dzisiaj o 20 ruszają zapisy na kolejną konferencję influencerską, zamierzam się zgłosić. A co.

Z panem od doby spotkałam się jeszcze raz, było równie świetnie. Basen w stylistyce SPA, kolacja, a nawet… sesja zdjęciowa iPhonem na stronę, bo wspomniałam mu, że coś mi nie idzie zgranie terminów i znalezienie ładnego pokoju robiącego za tło. Fotki poszły do zaprzyjaźnionego grafika, który je przejrzy i wybierze najlepsze oraz popracuje trochę nad światłem, bo dysponowaliśmy tylko hotelowym półmrokiem. Dziś X wyjechał do ojczystego kraju, ale zanim to zrobił, napisał mi obszernego i niezwykle osobistego, wzruszającego maila z podziękowaniami za cudowny czas.

W kalendarzu na ten tydzień mam pięć randek komercyjnych, pół weekendu z moim chłopakiem, fryzjera celem przycięcia końcówek, terapię, umówienie się na cytologię (chyba na przyszły tydzień, bo w tym już mogę nie dać rady), kawę z koleżanką z branży i wizytę u kolegów. Zamierzam się też wybrać do weterynarza celem zachipowania zwierzaka, bo już mi się to śni po nocach, a także posiedzieć nad pewnym projektem dla organizacji pozarządowej i stałym zleceniem freelancerskim.

Jeśli nie umrę, to tylko dzięki moim bliskim, kawie i dwóm kalendarzom.

5