30
Mar
2019
1

Mimo że mnie nie było, to jednak się działo!

Coś przegapiłam na moim rynku. Odezwał się do mnie potencjalny klient zza granicy i podejrzliwie zapytał, czemu moje usługi są takie tanie i czy mogę mu dostarczyć jakieś referencje. Zajrzałam na Odloty i Roksę, przejrzałam oferty osób koło trzydziestki, no i wnioski są takie, że jak tylko dostanę moje nowe lepsze zdjęcia (trzeba je przebrać i zanonimizować), wymieniam je i podnoszę ceny. 400 zł za godzinę w wersji standardowej i jakieś 450 zł za BDSM. A jak trochę poćwiczę i zrzucę zimowe wałeczki, to znowu będzie podwyżka. I musowo podnoszę cenę za noc.

Co ciekawe, warszawskie podwyżki cen dotknęły tylko Odloty. Na Roksie nadal dominuje stawka 300 zł. Druga ciekawa obserwacja – na Odlotach są dwie agencje VIP, które reklamują swoje dziewczyny jako „Iksińska Independent” z opcjonalnym dopiskiem „GFE”. Skąd wiem? Czytam opisy. Jestem trochę zła, bo to jest idealny opis mnie – no ale one zdominowały rynek i nie chcę być interpretowana jako „kolejna dziewczyna z tej agencji” przez klientów.

W ostatnich dniach (tygodniach?) byłam niedostępna, bo umarł mi komputer, a z telefonu… no cóż, lubię mój smartfon, nawet jeśli wyłącza się sam z siebie kilka razy dziennie, ale pisać na nim nie sposób. Mój mózg jakoś inaczej podłącza się do klawiatury ekranowej telefonu i produkuje teksty nazbyt krótkie, nieprecyzyjne, nieoddające niuansów. Brak komputera mi trochę doskwiera, no bo to moje podstawowe narzędzie pracy, jeśli chodzi o bloga. Dziś piszę z pożyczonego, zostanę z nim do wtorku, a wtedy będę już znać losy mojego truposza. Generalnie uszkodzenie jest mechaniczne, trzeba wymienić kilka części – tylko że jeszcze nie wiadomo, które i czy są łatwo dostępne. Laptop jest w serwisie bez dysku, czyli wszystkie dane czytelników, klientów i moje własne są bezpieczne.

Nieobecność nie zmienia jednak tego, że trochę podziałałam na różnych frontach. Szykują mi się trzy występy medialne, mam pomysł na „co po książce” (oraz „co równolegle z książką”), wzięłam udział w konkursie Gala Twórców (niestety bez większych sukcesów, ale co tam – liczy się fejm!), odpisałam na propozycję współpracy z pewnym sklepem i zgłosiłam się do udziału w kolejnej blogowej konferencji – See Bloggers (jeszcze nie ma wyników). Dokarmiałam też Instagram i intensywnie myślałam, co zrobić z moim modelem biznesowym na wakacje, kiedy to moi klienci nie pojawiają się w Warszawie. Doradźcie – jeśli wyjazd relaksacyjno-służbowy na tydzień, to dokąd, żeby zarobić na pobyt tam i czynsz tu, w Warszawie?

Dziś natomiast wzięłam udział w pewnym wielce obiecującym projekcie tworzonym przez niezależną grupę pracownic seksualnych z różnych branż. Pięć godzin pracy intelektualnej! Jestem bardzo podekscytowana efektem naszej burzy mózgów, szczęśliwa z poznania kilku wspaniałych osób i ich doświadczeń/punktów widzenia oraz usatysfakcjonowana moim wkładem. Nie wiem czy wiecie, ale kiedy postawi się mnie na zaimprowizowanej scenie z konspektem wypowiedzi o czymś, na czym się znam, to zapieprzam z wiedzą jak karabin maszynowy. Na szczęście wypowiedź była nagrywana, więc miałam pełną swobodę.

Jutro i pojutrze wydarzenia kulturalne/edukacyjne, popojutrze aktywizm,  a w środę zdjęcia i #ŚrodaDzieńBloga. Stay tuned!

1