20
Kwi
2019
2

Refleksje wokół „CIPKOnotesu”

Święta, a więc czas wolny i z bliskimi. Wielkanocy jako uroczystości nigdy nie lubiłam, bo nie nasiąkłam katolicką wiarą, prezentów nie było, a rodzinne wydarzenia wiązały się zawsze z dużym stresem, żeby wszystko było na czas i perfekcyjnie – ale od jakiegoś czasu Easter Time kojarzy mi się z Isztar (podobieństwo słów nieprzypadkowe!), czyli tą boginią, której kapłanki oferowały usługi seksualne. I którą tak świetnie sportretował Gaiman w „Sandmanie”…

Dlatego jednak obchodzę to święto. Na stole symbol płodności: zajączek.

No i dlatego jeszcze obchodzę, że to urlop. Chociaż ja w ogóle mam teraz urlop – dopadła mnie infekcja. Okoliczności do tej pory mnie wkurzają – trafiłam na skończonego idiotę. Jak ochłonę, to może opowiem. W każdym razie grzecznie biorę tabletki i praktykuję celibat.

I jeszcze dlaczego Wielkanoc jednak tak – bo można poucztować. Będą: bigos, żurek, pasta jajeczna z rzodkiewką i rzeżuchą, wędliny i karkówka.

Empik stanął na wysokości zadania i zapewnił mi na czas wolny lekturę. Odebrałam dzisiaj „CIPKOnotes”, czyli niewielką publikację edukacyjno-rozwojową dla osób, które te cipki posiadają i chciałyby coś o nich wiedzieć. Jest o anatomii, przyjemności, bezpieczeństwie, zdrowiu, autonomii. Dużo miejsca na notatki i pytania zachęcające do samopoznania. Książeczka jest malutka – rozmiar bodajże B6 (w każdym razie mniejszy niż A5), 80 stron – i w pierwszej chwili poczułam się rozczarowana, ale jednak niesłusznie. „CIPKOnotes” to prawdziwe kompendium w pigułce i nawet ja znalazłam tu wiedzę, której nie posiadałam bądź której nie byłam pewna. Wyobrażam sobie, że praca nad tą publikacją to było wypisanie wszystkiego, o czym warto by było wspomnieć, a potem kondensacja i jeszcze więcej kondensacji. Dla młodych kobiet** i takich, co to mają swoje lata, ale zaniedbano ich edukację – publikacja idealna!

W sieci widziałam trochę podśmiechiwania się oraz krytyki „CIPKOnotesu”. „A dlaczego nie ‚CHUJonotes’?” pytali panowie. Albo podnoszono, że to dla narcystycznych i egzaltowanych panien, co to epatują swoją seksualnością.

Czemu nie publikacja dla mężczyzn? A czy byliby chętni? Panowie trochę mniej (jako płeć, czyli target) interesują się edukacją seksualną, zdrowiem czy anatomią. Nawet książki o męskiej seksualności, takie jak „Męskie sprawy” czy „Sztuka obsługi penisa”, chętniej chyba czytają panie… A już zwłaszcza książka w stylu notesu, z pytaniami o ulubione określenie na swojego penisa czy jak się lubisz masturbować – mam podejrzenia, że prowadzenie takiego notatnika panowie w większości uznaliby za niemęskie i infantylne. Pamiętniki to współcześnie domena kobiet…

Chętnie zobaczyłabym „CHUJonotes” na rynku, ale raczej by się nie sprzedawał. Trochę szkoda, bo na przykład fajnie byłoby wyedukować mężczyzn o prostacie (i pod kątem profilaktyki, i przyjemności), i żeby nie kupowali sobie suplementów z netu na przedłużenie penisa, długość erekcji i stosunku, co to jest stulejka i co z nią można zrobić, albo do czego tak właściwie służy prezerwatywa i jak ją bezpiecznie przechowywać.

Co do zarzutów o narcyzm, egzaltowanie i epatowanie, to hm, jakby to ugryźć… Zasadniczo wchodzimy w to, jak kobieca seksualność była traktowana na przestrzeni minionych wieków. Czyli użytkowo. Wstydliwie. O seksie mówili mężczyźni, a kobiety miały być skromne i nie interesować się tematem.

Efekt jest taki, że mnóstwo kobiet nie ogląda swoich narządów płciowych (może przypomnę, że nie są na wierzchu) i nie ma z nimi kontaktu. A co z profilaktyką nowotworów? Co z infekcjami? Tak, mamy ginekologów, ale… ja u ginekologa byłam pierwszy raz po dwudziestym roku życia, totalnie przerażona, bo tak mnie wychowano, że ginekolog to najgorsze zło, a wejście na fotel i pokazanie się to Straszny Wstyd. Dużo kobiet, i to bynajmniej nie tylko tych konserwatywnych, NIE chodzi do tego lekarza, chyba że jest w ciąży albo coś już się dzieje naprawdę źle. Cytologia? Panika! Już lepiej mieć raka, nie leczyć go i umrzeć…! (nie żartuję). Sama jako trzynastolatka umierałam co trzy tygodnie na bardzo bolesny i intensywny okres, chyba też nabawiłam się wtedy anemii, ale żeby tak uzyskać pomoc? NIE! Cierpiałam w samotności, zupełnie niepotrzebnie. Wolałam ukrywać swój problem na tyle, na ile się dało, niż zasygnalizować konieczność pójścia do specjalisty.

Jak już się przełamałam, to się okazało, że ginekolog jest w moim osobistym Top 3 najczęściej odwiedzanych lekarzy. A jak jeszcze znalazłam naprawdę kompetentnego lekarza, który dodatkowo przypadł mi do gustu jako człowiek oraz doskonale mnie pamięta, to już w ogóle jest cudnie.

Jak się do tego ma rysowanie swojej cipki, które internety trochę zjechały? Cóż, jest to proste, lekkie ćwiczenie wymuszające przyjrzenie się sobie i oswojenie z ciałem. Na sąsiedniej stronie są przykładowe, bardzo różnorodne, grafiki – nic artystycznego, proste grafiki – i to fajnie uczy, że każda z nas jest zbudowana inaczej. Czyli przekaz jest zupełnie inny niż ten płynący z filmów porno, gdzie wszystko jest ujednolicane i napędza lęki, kompleksy i przemysł chirurgii plastycznej.

Kolejny ważny temat poruszany w „CIPKOnotesie” to przyjemność. Ważna, nieważna? Myślę, że istotna, ale budząca poczucie zagrożenia. Od przedstawicieli obydwu płci słyszę uwagi, że to niedobrze, że ta druga płeć się masturbuje. Raz, że solomiłość to dla wielu zdrada – szczególnie, jeśli robi to mężczyzna. (Rozbraja mnie, że kobiety jako płeć z jednej strony odkrywają luksusowe zabawki erotyczne, a z drugiej wpadają w panikę, kiedy przyłapią partnera na zajmowaniu się sobą bez ich udziału). Dwa, że to dla wielu grzech (pozdrawiamy katolickie wychowanie), a w każdym razie coś moralnie niedobrego. Trzy, że wtedy nasza przyjemność staje się niezależna od bycia z kimś innym. I o ile część mężczyzn odchodzi od związków na rzecz samodzielnego zaspokajania swoich potrzeb, bo zrazili się do kobiet albo nie potrafią zbudować z nimi relacji, o tyle wszystkie „porządne” kobiety przez wieki miały być dziewicami, które Ten Jedyny Mężczyzna wtajemniczy w arkana seksu. No i wielu chciałoby, żeby tak zostało, bo to po prostu  oznacza dla nich niższą poprzeczkę.

Tylko że życie jest za krótkie, żeby mieć zły seks, a masturbacja jest najlepszą metodą odkrycia, co tak naprawdę sprawia nam przyjemność i czego pragniemy. Ja jestem absolutnie za wchodzeniem w relacje w modelu partnerskim (lub dążącym do partnerstwa, jeśli na start mamy brak równowagi) w kwestii samoświadomości. Co potem się z tym partnerstwem zrobi, to już inna sprawa.

Dlatego naprawdę fajnie, że w „CIPKOnotesie” jest sporo o przyjemności. I że są pytania o to. Niektóre mnie zagięły… nie wiem. Musiałabym pomyśleć. Pomyślę.

A właśnie, jeszcze jedna rzecz, ważna dla obu płci – „co ci sprawia przyjemność?” „nie wiem, dla mnie priorytetem jest przyjemność drugiej osoby”. Priorytety spoko. Indywidualna sprawa, czy dbamy o siebie na równi, czy może jednak kogoś stawiamy wyżej, a może ustawiamy się w kolejce. Ale „nie wiem” to trochę słaba odpowiedź… bo skoro ty nie wiesz, to kto ma wiedzieć? I skąd? A co, jeśli nikt nie wie, co sprawia wam przyjemność – ani ty, ani ona?

Mnie dawno, dawno temu zagięło pytanie o moje fantazje seksualne. Niby je miałam, intensywne i częste, ale totalnie je wypierałam. Miałam dwa zupełnie różne życia seksualne: to na co dzień, z partnerką, i to nocne, solo. Odrobiłam lekcję. Zajęło mi to kilka lat, ale obecnie mam jedno życie seksualne. Ma wiele wymiarów, ale jest wewnętrznie spójne. Czy przekłada się to na satysfakcję w związkach? Od dawna! W fantazjach był bowiem ukryty klucz do moich prawdziwych potrzeb, i nie mam na myśli tylko tego, co robimy w łóżku, ale też co się dzieje poza nim. Rzecz jasna są kwestie, które powinny pozostać w sferze fantazji – ale są naturalnym przedłużeniem rzeczywistości, a nie kontrastem do niej. Nie ma tęsknot, nie ma konfliktów wartości i potrzeb, nie ma tajemnych pragnień, wstydu czy poczucia winy. Jest harmonia i bliskość.

No więc w teorii jestem narcystyczna, egzaltowana i epatuję swoją seksualnością. Skupiam się na sobie, będę odpowiadała na piśmie na pytania w rodzaju „Jakbyś opisała swoje przeżycia podczas orgazmów?” czy „Twoje ulubione sekssłowa” i jeszcze wrzuciłam zdjęcie mojego egzemplarza „CIPKOnotesu” na Instagram.

Tyle tylko, że to wszystko czyni mnie całkiem spoko kochanką i partnerką, pewną siebie i dbającą o zdrowie intymne.

Straszne rzeczy.

„CIPKOnotes” kupisz tutaj albo w Empiku (taniej), albo… poszukaj.

„CHUJonotesu” jeszcze nikt nie napisał. Zue zuo.

2

You may also like

Ostatnio dużo się działo
ABC zdrowia seksualnego