Jestem mega usatysfakcjonowana. Co prawda nie byłam wielką gwiazdą, która nie musi się nikomu przedstawiać, bo wszyscy wiedzą, kim jest, ale bardzo miło spędziłam czas – także drugiego dnia. Może nawet: zwłaszcza drugiego.

Konferencja wraz z Lidlem zaliczyły na start wtopę: śniadania nie starczyło dla wszystkich, mimo że ludzie nie częstowali się nim zbyt łapczywie. Trudno częstować się łapczywie spodeczkami z porcyjkami zdrowej żywności. Część się załapała, część niepotrzebnie stała w kolejce na dobre kilkadziesiąt metrów. Dziś nie było też foodtrucków. Ale za to były batony Raw i inne przekąski, a na obiad zamówiłam jedzonko z Pizza Portal.

Była też kawa, którą dostałam pod koniec dnia w prezencie. To znaczy było stoisko Coffee Journey, a ja wiernie podchodziłam po Yellow Blend do przemiłego pana Jakuba, który mnie rozpoznawał, podawał latte, zainteresował się tematyką bloga („Seksualna, przecież widać”) – skończyło się tym, że kiedy odeszłam z moją ostatnią na dzisiaj kawą, dogonił mnie jego kolega i wręczył mi płócienną torbę z paczką tejże kawy Yellow Blend. Kawa jest pychota, więc firma chyba zdobyła wierną klientkę. Jestem sentymentalna.

Życie toczyło się, oczywiście, w kuluarach. Udałam się do „Pokoju Rozkoszy” Jasona Hunta dla jego kursantek (i kursanta) odpocząć, a efekt był taki, że zrobił się tam sabat blogerek, bo co i rusz jakaś zaglądała się relaksować i zostawała na pogaduchy. Na początku takie luźne, niezobowiązujące, w rodzaju „czy załapałaś się na śniadanie?”, ale z czasem zaczęłyśmy rozmawiać o blogowaniu, w tym zwłaszcza o dylematach etycznych i najnowszych aferach – ale także o tym, co my robimy i jak bardzo nam się nie chce bawić tym całym SEO. Zanim zdążyłam się przedstawić, do czego w sumie nie było mi spieszno, pojawił się Jason Hunt wraz z Segrittą, były autografy i rozmowy jak to drzewiej bywało oraz do czego zmierza blogosfera. Bardzo pouczające! Kuluary rulez.

Ale prelekcje też wymiatały. Te, na które dotarłam (zajęta integracją i piciem kawy) były bardzo spójne w przekazie i dokładnie takie, jak potrzebowałam. Zadbaj o siebie, żeby być w stanie zadbać o czytelników, mówił Blog Ojciec. Miej historię i coś, z czym walczysz, przekazywał Paweł Tkaczyk, a poza tym bądź wszędzie, ale nie rób wszystkiego na raz. Michał Górecki opowiadał o trudnościach blogerów (nie jestem sama), utwierdzając mnie w przekonaniu, że – w  myśl dbania o siebie – mogę mieć wygwizdane na rzemieślnicze aspekty blogowania w rodzaju godziny publikowania wpisu czy obecności clickbaitów. A Jason Hunt dowalił do pieca porównaniem naszego blogerskiego zaangażowania w budowanie marki z zaangażowaniem lekarza czy prawnika, którzy też muszą dużo ogarniać, ale robią to przez osiem godzin dziennie, a nie maksymalnie pół; po czym powiedział, żeby się z nikim nie porównywać, nie mieć w głowie „muszę x, y, z”, a jeśli ktoś mnie drażni i wpędza w kompleksy, to żeby go po prostu przestać obserwować. Co też zamierzam zrobić – a raczej robić od poniedziałku. Unsubscribe!

Kojarzycie to anime? Kocham!

Z innych doświadczeń, miałam przyjemność spędzić trochę czasu przy stoisku łódzkiej Fundacji JiM, która tworzy lepszy świat dla osób z autyzmem. Dostałam okulary VR (pierwsze doświadczenie) i słuchawki, założyłam – i przeniosłam się do ciała osoby ze spektrum autyzmu, która przebodźcowała się w miejscu publicznym i dostała ataku paniki. Ponieważ sama mam zaburzenia integracji sensorycznej, nie było to dla mnie tak bardzo obce przeżycie, jak dla przeciętnej, zupełnie neurotypowej osoby. Podzieliłam się tym przeżyciem, zainteresowałam bardziej Fundacją, okazało się, że seksualność jest bliskim tematem również dla nich, bo to oni wydali książkę Izabeli Fornalik „Mam autyzm. Mam seksualność”, o której dużo słyszałam w mojej bańce – no i będziemy w kontakcie. Od Fundacji JiM też dostałam płócienną torbę z upominkami – prezentuję je na Insta Stories w fotorelacji z wydarzenia.

Ogólnie, mimo braku obiecanego śniadania, jestem bardzo zadowolona. Konferencja została bardzo fajnie zorganizowana, poziom merytoryczny wystąpień był wysoki (jeśli z czegoś wychodziłam, to nie dlatego, że było słabe, tylko dlatego, że nie wpisywało się w moje potrzeby), było gdzie odpocząć, można było napić się kawy w nielimitowanych ilościach… no i przyjechali naprawdę sympatyczni ludzie.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku też się załapię. Może tym razem będę miała więcej obserwujących w mediach społecznościowych…

PS. Tak jak zapowiadałam w InstaStories, będzie notka okolicznościowa o blogowaniu kilkanaście lat temu, czyli kiedy chodziłam do szkoły i nie istniały nawet Blip czy NK. Na swój sposób cały czas żyję w tamtych czasach.

PS2. Relacja z dnia pierwszego – w poprzednim wpisie.

2